Brytyjska tegoroczna produkcja, 5 krótkich odcinków czyli właściwie dłuższy film. Ogląda się szybko, bo trzyma w napięciu i nie ma co dzielić na kilka seansów. Główna bohaterka to premier GB Abigail Dalton, która właśnie prowadzi twarde negocjacje z prezydentką Francji, Vivienne Toussaint, w sprawie dostaw leków i pomocy medycznej. W tym samym czasie, jej mąż Alex Dalton, lekarz pracujący w organizacji Lekarze Bez Granic, zostaje porwany. Porywacze mają jeden cel: ustąpienia pani premier ze stanowiska. Czemu tego pragną okaże się na samym końcu, ale myślę, że to jest jasne od początku: dla jednych to zemsta, dla innych przejęcie władzy. Dylematem Dalton natomiast jest wybór: dobro rodziny czy dobro kraju? A jak postawi na dobro kraju to czy to nie oznacza stawiania władzy i ambicji na pierwszym miejscu? Dobrze postawione pytania, niezła akcja i jej zwroty, dobra gra aktorska. Nie ma wielkich nazwisk poza jednym, bardzo zaskakującym, choć bardzo na miejscu. Otóż prezydentkę Francji zagrała Julie Delpy, która wraz z Suranne Jones w roli Dalton robi robotę. Niezły duet polityczek na najwyższych europejskich stanowiskach. Choć pewne rzeczy sprawiają wrażenie, że scenariusz ktoś chwilami pisał na bieżąco, do tego na kolanie. Ale to fajna propozycja na letni wieczór, więc polecam.
Apocalypto
Dziś będzie krótko, ale krwisto i treściwie.
Prawie 20 lat minęło od czasu realizacji tego filmu. To drugie tajemnicze (po „Pasji„) dzieło w reżyserii Mela Gibsona, znakomitego aktora i kontrowersyjnego człowieka. Ta historia, inspirowana tekstem the Popol Vuh, zwanym zresztą czasem Biblią Majów, jest pięknie opowiedziana, bardzo oryginalnie zrealizowana i bardzo dobrze zagrana, choć brak znanych aktorów. Gibson zatrudnił do gry wyłącznie Meksykanów, mówili zresztą w jakimś Maya (yucatec) narzeczu. To opowieść o upadku cywilizacji Majów i właściwie tyle należy o fabule powiedzieć. Można do tego dodać co najwyżej szczegóły dotyczące charakteryzacji, scenografii czy dźwięku, ale tak naprawdę należy to obejrzeć. To drugi, po „Tańczącym z wilkami” filmowy film, jeśli wiecie co mam na myśli. Ogląda się z zapartym tchem, naprawdę.
Należy też wspomnieć, że podczas kręcenia w południowej części Meksyku miała miejsce powódź i ekipa udała się na te tereny, by pomóc poszkodowanym.
Landman: Negocjator
Po „Yellowstone” z dodatkami i „Tulsa King” sięgnęłam po kolejne dzieło Taylora Sheridana, twórcy tego wszystkiego. No i dostałam solidne 10 odcinków opowieści o nafciarzach w Teksasie, zrealizowane w 2024 roku i z zapowiedzią ciągu dalszego. Fajna rzecz, swoiste quilty pleasure, a że pewnych tematów do tej pory nie znałam to trochę poszerzyłam horyzonty i wiedzę. Tytułowy landman w skrócie to człowiek, prawnik, który zajmuje się w przemyśle naftowym kontrolą różnych form działalności firmy dla której pracuje. Umowami, produktami, terenami, pracownikami i warunkami pracy. Właściwie główny bohater, Tommy Norris, zajmuje się wszystkim co dotyczy firmy MoTexOil. Sam jest rozwiedzionym facetem w poważnym wieku, ale nadal kocha byłą żonę Angelę i ciągle życie znosi go w jej kierunku. Ma też dwoje dzieci: córkę Ainsley, która jak mamuśka potrafi owinąć tatuśka wokół palca, oraz syna Coopera, który mimo młodego wieku wie czego chce i świadomie kroczy w przyszłość. Ma to wszystko przemyślane, życie jednak serwuje mu niespodzianki od pierwszej chwili pracy w firmie ojca, a zaczyna od samego dołu. Bardzo nieźle skonstruowana intryga, dobrze filmowana i rewelacyjnie zagrana. Landmana gra niesamowicie charyzmatyczny Billy Bob Thorton, a towarzyszą mu Ali Larter, naprawdę świetny w roli Coopera Jacob Lofland, Michelle Randolph, Paulina Chavez, Kayla Wallace (oklaski!!!), Mark Collie, James Jordan, Colm Feore a także Jon Hamm i Demi Moore. Oraz niespodziewany Andy Garcia.
Tulsa King
Kilka razy wspominałam o R, znajomym z Twittera/X, na którego guście filmowym jakoś się do tej pory nie zawiodłam. I tym razem również trafił w to, co i ja lubię oglądać, choć podchodziłam do tego trochę nieufnie ze względu na głównego aktora. Nigdy nie byłam fanką Sylvestra Stallone, no poza oczywistym Rocky’m, filmy z jego udziałem oglądałam niejako z przymusu i kątem oka. Ale tu zaintrygowała mnie postać – Sly jako współczesny gangster i do tego mocno wiekowy? Kolejnym wabikiem dla mnie był twórca tego serialu czyli Taylor Sheridan („Yellowstone” plus całe to ranczerskie uniwersum). No i obejrzałam z wielką przyjemnością dwa sezony, w sumie 19 odcinków i czekam na ciąg dalszy, bo to jeszcze nie jest koniec. Historia Dwighta Manfredi, który po 25 latach odsiadki wychodzi na wolność i wraca tam, skąd trafił do pudła – do swojego byłego szefa mafii nowojorskiej. Liczy na wdzięczność, w końcu odsiedział wyrok nie swój, nie sypnął i grzecznie przetrzymał utratę wolności. I teraz po wyjściu, szef postanawia go zesłać do Tulsy by tam objął rządy nad wszystkim co się da. Intryga niezła, postacie fantastyczne ale najlepszy w tym całym cyrku jest właśnie Manfredi w wykonaniu Stallone. Zdystansowany, ale zdecydowany, ofermowaty czasem ale nie radzę nie wierzyć w możliwości. Podobało mi się, ogląda się dosyć szybko, więc na kilka wieczorów wystarczy. Poza Sly mamy okazję zobaczyć kilka znanych aktorów, występują tu m.in. Domenick Lombardozzi, Dana Delany, Neal McDonough czy Annabella Sciorra. Pojawia się Barry Corbin, Występuje także córka Sylvestra, Scarlet Rosee Stallone, w roli baristki.
A dla R mam radę: obejrzyj w końcu drugi sezon, jest nieco zabawniejszy i trzyma poziom.
Horyzont. Rozdział 1
Zawsze lubiłam westerny, moją ukochaną książką z dzieciństwa jest, całkowicie wydumany przez Niemca w pudle, wielki Winnetou. Po śmierci Wielkiego Apacza bardziej ode mnie płakał chyba tylko Old Shatterhand.
A od czasu „Tańczącego z wilkami” Kevina Costnera z 1990 roku, który okazał się dla mnie objawieniem, pierwszą prawdziwą filmową opowieścią o Dzikim Zachodzie, łapię się na każdy film zbliżony tematycznie. Dlatego ostatnio wtopiłam na długo z historią Yellowstone, a także dlatego natychmiast włączyłam dostępne w streamingu ostatnie osobiste osiągnięcie Costnera. Nie dziwię mu się, w 1990 chodził w glorii laureata Oscara za najlepszy film roku i drugiego za najlepszą reżyserię, dodatkowo z kilkoma nominacjami (m.in. dla najlepszego aktora), to po latach postanowił wrócić do podobnych klimatów i nakręcił trzy części. Pierwsza właśnie wylądowała w streamingu, druga pojawia się na dniach w kinach, a na trzecią trochę jeszcze poczekamy. Władował w to całe serce, duszę i kasę, a także kawałek roboty, bo zrezygnował z grania w „Yellowstone„, ale odbiór jest daleki od oczekiwanego. Długa, prawie trzygodzinna historia osadników jest właściwie zbiorem obrazków przerywanych dialogami, trochę zbyt zagmatwana i zbyt niejasna. Osoba, z którą oglądałam tę część powiedziała: Costner tyle wydał na scenografię, że brakło na scenariusz. Może i tak. Ale ja tam to lubię. Te przestrzenie, te możliwości, tę dzikość natury i ludzi …. Bardzo dobrze wyreżyserowane, pięknie opakowane muzyką. Tylko patrzeć i słuchać. Costnerowi, który pojawia się właściwie dopiero pod koniec pierwszej części, towarzyszą: Sienna Miller, Sam Worthington, Jena Malone, Will Patton, Danny Huston, Tom Payne czy Giovanni Ribisi. Wiem, że odbiór tego nie jest zbyt pozytywny, ja jednak zgłaszam votum separatum. Costner ma wyobraźnię, gest, jest świetnym reżyserem i aktorem.
A wy możecie nie oglądać.
1923
To sequel „1883” i równocześnie prequel „Yellowstone„, czyli historia przodków właścicieli rancza Yellowstone, rodziny Duttonów. Jest już po pierwszej wojnie światowej, rodzina nieco rozwiana po świecie, a na ranczu Duttonów rządzi Jacob (starszy brat Jamesa, którego poznaliśmy w „1883„, a zagrał go tam Tim McGraw). Wraz z żoną Carą wychowują bratanków Johna Sr. i Spencera. Opowieść mieszcząca się w dwóch sezonach (zaledwie 16 odcinków) ma dwie równolegle prowadzone narracje: zmagania właścicieli rancza z przeciwnościami losu i złym charakterem genialnego wizjonera Donalda (!!!) Whitfielda, który chce zagarnąć całą ziemię Duttonów oraz historią młodszego bratanka, Spencera. Spencer, który walczył w pierwszej wojnie światowej, ma wojenną traumę i nie za bardzo ma ochotę wracać do domu, wynajmuje się jako przewodnik w brytyjskiej części Afryki i tam poluje na dzikie zwierzęta. Ten wątek trochę przypomina „Pożegnanie z Afryką„, tak, to te właśnie czasy. W momencie gdy na swojej drodze spotyka piękną i bardzo niezależną przedstawicielkę wyższych sfer, związaną z brytyjską rodziną królewską, wszystko w życiu obojga się zmienia. Alexandra porzuca zaplanowane i dostatnie życie u boku przypisanego jej mężczyzny i wyrusza w podróż życia ze Spencerem, którego właśnie poznała w okolicznym barze. Grom z jasnego nieba trafił oboje i ta historia miłosna jest jedną z ładniej opowiedzianych w ostatnich latach. To wszystko rozgrywa się na tle przemian i rozwoju świata, widzimy jak znikają bryczki, pojawiają się auta, jak w domach zapala się światło elektryczne i nawet na bezdrożach Montany w domach zaczyna płynąć woda w kranach. Warto też zauważyć, że twórcy poruszyli problem wprowadzenia tzw. szkół rezydencjalnych, bo mamy tu przejmującą historię Teonny Rainwater, której nazwisko wydaje się znajome widzom „Yellowstone„.
Dramatyczne przygody wszystkich bohaterów tej opowieści dopełnia cudowne aktorstwo. Dwie najważniejsze postacie, czyli Jacoba i Carę zagrali Harrison Ford i Helen Mirren, złego Whitfielda sam Timothy Dalton. A poza tym mamy m. in. Brendana Sklenara w roli Spencera, a jego ukochaną zagrała Julia Schlaepfer.
Piękna opowieść, cudowne zdjęcia. Baaaaardzo polecam.
The Pitt
Od 1994 roku powstało 15 sezonów (prawie 330 odcinków) niezapomnianego, jednego z najlepszych seriali medycznych ever czyli „E. R.„, który u nas jest znany jako „Ostry dyżur„. Kilku znakomitych aktorów rozpoczęło od tej historii swoją karierę, wspomnę tylko George Clooney’a czy Juliannę Margulies. Wtedy też zadebiutował w nim Noah Wyle, który grał w nim od początku do końca. Po wielu latach, w 2025 roku powstał pierwszy sezon serialu podobnego w klimacie, w którym Noah Wyle gra centralną postać lekarza podczas jednej zmiany na oddziale ratunkowym. No właśnie. Tytuł serialu ma dwa znaczenia. Po pierwsze szpital mieści się w Pittsburghu, więc skrót bardzo trafny. A po drugie kojarzy się z pitstopem czyli przystankiem. Tu jest to oddział ratunkowy, miejsce gdzie lekarze stosują tzw. triaż czyli swoistą selekcję pacjentów i ich dolegliwości, chorób i obrażeń oraz pierwsze reakcje. Zwłaszcza widoczne to jest w ostatnich trzech odcinkach, w których widzimy …., nie, nie będę uprzedzała wypadków. Niesamowite tempo, szybko zmieniający się pacjenci, wielkie poświęcenie stażystów, rezydentów czy lekarzy z dużym doświadczeniem oraz całego dodatkowego personelu wspomagającego tworzy nieprawdopodobną opowieść o ludzkich charakterach, przypadkach i zdarzeniach, która powoduje, że nie można się oderwać od ekranu. To fascynujące historie, niesamowite podejście do problemów i ludzi, układy własne i problemy rodzinne, które gdzieś tam się wyłaniają w tym wyścigu o zdrowie i życie. Każdy odcinek to jedna godzina piętnastogodzinnego dyżuru czuwającego nad wszystkim doktora Michaela „Robby” Rabinovitza (w tej roli Noah Wyle), który także przeżywa swoje traumy. Bardzo polecam wielbicielom seriali medycznych. Czekam na ciąg dalszy, bo zdaje się, że serial chwycił i twórcy jeszcze nie odpuszczają.
1883
W zeszłym roku w lutym po obejrzeniu zaledwie dwóch sezonów „Yellowstone” napisałam notkę o tym serialu, zauroczona bohaterami i intrygą. Teraz dooglądałam całe trzy pozostałe sezony (w sumie to 54 odcinki) i zachwycona wszystkim, zwłaszcza niesamowicie wzruszającą końcówką, zaczęłam się rozglądać za czymś w podobnym nastroju i znalazłam. W 2021 roku Taylor Sheridan stworzył prequel czyli początek całej historii Duttonów na Dzikim Zachodzie. Naprawdę miał w tym największy udział, bo mało, że wymyślił, napisał to jeszcze część wyreżyserował i nawet zagrał w kilku odcinkach. Historia zaczyna się w 1883 roku, gdy prapradziadek Johna, James Dillard Dutton, były konfederata z Tennessee, wraz ze swoją rodziną dołącza do grupy osadników zmierzających z Fort Worth w Teksasie do Oregonu. Towarzyszą mu żona Margaret, mały synek John i córka Elsa, która jest narratorką całej historii i to jej głos kończy także „Yellowstone„. Cała grupa wędrowców składa się z przybyłych z Europy emigrantów, szukających lepszego życia i lepszego miejsca na ziemi. Widzimy zderzenie kultur, oczekiwań i umiejętności. A całość prowadzi wynajęty pracownik Agencji Pinkertona, były wojskowy, uczestnik wojny secesyjnej, unionista Shea Brennan. Do pomocy ma weterana wojny secesyjnej Thomasa, również zatrudnionego przez Agencję Pinkertona. Historia opowiadana jest powoli, niespiesznie ale sugestywnie i bardzo pięknie. Do tego podparta bardzo solidnym aktorstwem, przede wszystkim Sama Elliotta w roli Brennana. W pozostałych rolach występują Tim McGraw i Faith Hill (małżeństwo prywatnie i na ekranie), Isabel May, LaMonica Garrett, James Jordan i wielu innych. W epizodach pojawiają się perełki, takie jak Tom Hanks w roli generała Meade (jego udział trwa ze cztery minuty) czy jego żona Rita Wilson w roli właścicielki magazynu, z którą Margaret upija się na zapleczu. A także Billy Bob Thornton w roli szeryfa czy Graham Greene, etatowy Indianin w filmach o Dzikim Zachodzie, w tym w „Tańczącym z Wilkami„. Smaczkiem też jest udział Dawn Olivieri (tu siostra Jamesa) i Martina Sensmeiera (tu w roli Sama), którzy potem (a właściwie przedtem) zagrali w „Yellowstone„. Bardzo polecam, to świetnie robi na nastrój po wydarzeniach w kraju…..
Konklawe
Książkę Roberta Harrisa przeczytałam ze dwa tygodnie temu, więc z ciekawością zasiadłam do filmu Edwarda Bergera. Ciekawa byłam ile z książki znalazło się w filmie i przyznaję, poza drobiazgami (zamiast Bagdadu Kabul, zamiast nazwiska Lomeli jest Lawrence) wszystko się zgadza. Twórcy tego filmu świetnie oddali klimat wyborów nowego papieża, dużo czasu przeznaczyli na pokazanie ceremoniału towarzyszącego konklawe, świetnie zrealizowali zdjęcia pokazujące wnętrza watykańskie z Kaplicą Sykstyńską na czele. Sama intryga też jest klarownie przedstawiona, chyba nawet jaśniej niż w książce. I do tego znika to, co w książce, zwłaszcza na początku, jest męczące a więc ilość nazwisk występujących postaci. W filmie są twarze, łatwiej zapamiętać i potem łączyć wątki. Film zaczyna się od śmierci papieża i przygotowań do konklawe, a potem jest już moment gdy kardynałowie są odizolowywani od świata zewnętrznego, by w spokoju poświęcić się wyborowi następcy. Wszystko to obserwujemy z pozycji dziekana, który został przez papieża wyznaczony do przeprowadzenia całej tej procedury. Kardynała Thomasa Lawrence’a zagrał znakomity jak zawsze Ralph Fiennes. Towarzyszą mu przede wszystkim Stanley Tucci jako kardynał Bellini i John Lithgow jako kardynał Tremblay. Na wyróżnienie zasługuje Isabella Rossellini w roli siostry Agnes oraz nasz Jacek Koman w roli arcybiskupa Janusza Woźniaka, osobistego sekretarza poprzedniego papieża. Film jest z zeszłego roku, ale idealnie wpasował się w sytuację. Warto. Nawet bardzo.
Stowarzyszenie miłośników literatury i Placka z Kartoflanych Obierek
Dawno mnie tu nie było, z różnych powodów. Jednym z nich był serial wielosezonowy, o którym nie zamierzam pisać, bo już pisałam po pierwszych sezonach a teraz doobejrzałam resztę i nie miałam czasu na nic innego.
Ale wczoraj zajrzałam na Netflix i trafiłam na bardzo sympatyczny film z 2018 roku, romansowo-wojenny produkcji brytyjsko-francuskiej w reżyserii Mike’a Newella, którego „Cztery wesela i pogrzeb” czy „Donnie Brasco” bardzo sobie cenię. Historia opowiadana jest w dwóch narracjach: pierwsza zdarzyła się w 1941 roku na wyspie Guernsey, a druga to historia dziennikarki, która tę pierwszą próbuje rozwiązać po latach, bo w 1946 roku. Urocza, sympatyczna i nieco ciekawska Juliet Ashton dostaje tajemniczy list, w którym niejaki Dawsey Adams pisze o książce, na której znalazł jej dane adresowe, a która zrobiła na nim duże wrażenie. I tak zaczyna się wyprawa na wyspę, podczas której, poza tajemniczą wojenną historią, Juliet odkrywa siebie i swoje marzenia. Ogląda się super, naprawdę dobry relaks w doskonałym towarzystwie, bo gra tu kilka fajnych aktorów. Poza Lily James w roli Juliet, pojawiają się: mało znany ale bardzo sympatyczny Michiel Hiusman, ale także fantastyczna Penelope Wilton czy Matthew Goode. Polecam na uspokojenie w nerwowych czasach.