Bez tajemnic

Ostatnim razem obiecałam, że na przykładzie dwóch seriali udowodnię, że to fantastycznie, gdy w tych niezbyt poważnych dziełach filmowych, za jakie się właśnie uważa seriale, występują znakomici aktorzy. Dzisiaj drugi, rewelacyjny serial i fantastyczny przykład wykorzystania do drobnych rólek, które urastają do kreacji filmowych, bardzo znanych aktorów. Tym razem jest to przykład polski, to serial, który powstał w latach 2011-2013 na licencji amerykańskiego „In Treatment”, co jest zresztą formatem opartym na izraelskim „Be Tipul”, ale problemy i postacie są tak polskie, że aż boli. Główne założenie jest takie: mamy psychoterapeutę, Andrzeja Wolskiego, do którego przychodzą pacjenci na sesje terapeutyczne. Często nieufni, niezbyt przekonani do celowości takich sesji, czasami wrodzy. Każdy sezon (są trzy) opowiada o czterech sesjach z pacjentami (poniedziałek, wtorek, środa i czwartek), a co piąty odcinek to sesja głównego bohatera z własnym superwizorem, swoiste podsumowanie tygodniowych sesji. Odcinki są krótkie, zaledwie 25 minutowe, ale tak naładowane emocjami, że robią wrażenie dłuższych. W pierwszym sezonie poznajemy problemy: młodej pani doktor, nie radzącej sobie z własnymi uczuciami; żołnierza po powrocie z misji w Afganistanie; nastoletniej skrzypaczki, której nie wychodzą relacje z rozwiedzionymi rodzicami oraz problemy małżeństwa. W drugim sezonie pojawiają się: młoda prawniczka, która nie potrafi utrzymać związków z mężczyznami; syn małżeństwa na rozdrożu z pierwszego sezonu; biznesmen w średnim wieku, którego problem dopiero się wyłania podczas rozmowy z terapeutą oraz młodziutka studentka ASP, która nie potrafi się pogodzić z diagnozą, jaką właśnie otrzymała od onkologa. W ostatnim sezonie tydzień terapeuty wypełniają problemy: młodego chłopaka, geja, który próbuje ułożyć sobie życie między rodzicami adopcyjnymi i biologiczną matką; starsza kobieta, która do Warszawy przyjechała z małej wsi i nie umie się w odnaleźć ani w mieście ani w rodzinie; kobieta o osobowości typu borderline oraz ksiądz, były misjonarz a teraz na rozdrożu. Sam terapeuta też ma swoje problemy: rozpada mu się małżeństwo, usiłuje poukładać stosunki z trójką dzieci, zwłaszcza z najmłodszym synem, ma problemy zawodowe, bo jest oskarżony o niedopełnienie obowiązków w związku ze śmiercią pacjenta czy problemy z zamierzchłej przeszłości z brakiem porozumienia z ojcem. I teraz najważniejsze: każda rola to majstersztyk, to niesamowity pokaz umiejętności aktorskich wszystkich i każdego z osobna. Zwłaszcza że są wyreżyserowani przez Jacka Borcucha, Wojciecha Smarzowskiego, Agnieszkę Glińską, Kasię Adamik czy Agnieszkę Holland. Jerzy Radziwiłowicz zagrał zdystansowanego, ale nie zimnego Andrzeja Wolskiego, pełnego własnych uczuć i emocji. W rolach jego superwizorów i terapeutów mamy okazję zobaczyć Krystynę Jandę i Macieja Stuhra, a rodzinę Wolskiego zagrali Anna Radwan, Mateusz Kościukiewicz, Marek Moryc i Julia Rosnowska. Pacjenci? Proszę: Weronika to Małgorzata Bela, piękna i zagubiona pani doktor, żołnierz to znakomity Marcin Dorociński, skrzypaczka to Aleksandra Kusio, a jej rodziców zagrali Urszula Grabowska i Andrzej Chyra; małżeństwo to Ilona Ostrowska i Łukasz Simlat. Młodą prawniczkę z drugiego sezonu zagrała świetna i chłodna jak zawsze, choć kipi emocjami, Magdalena Cielecka; syn rozwodzących się rodziców cudowny Stanisław Cywka; biznesmena zagrał genialny Janusz Gajos, któremu towarzyszy w roli córki Agnieszka Żulewska, a artystkę z ASP zachwycająca w tej roli Julia Kijowska (dla mnie numer jeden obsady, nie mogłam oderwać oczu i na pewno nie zapomnę). W ostatnim sezonie możemy podziwiać: w roli geja Adrian Zaremba; starszą kobietę fantastyczna jak zawsze Stanisława Celińska; kobietę z problemami zagrała nieprawdopodobnie ekspresyjna Magdalena Popławska; księdzem jest w tym serialu przejmujący Piotr Głowacki. Pojawiają się też w maleńkich rólkach Danuta Stenka, Rafał Maćkowiak, Ryszard Ronczewski, Przemysław Sadowski, Kinga Preis czy Przemysław Sadowski. Naprawdę, zostaje głęboko w głowie.

Mare z Easttown

Jak to dobrze, że znakomici aktorzy nie uważają już udziału w serialach za dyshonor. A wręcz przeciwnie, nawet z małej, epizodycznej rólki robią kreację godną największych nagród. Tę moją refleksję będę udowadniać na przykładzie dwóch seriali. Dzisiejszym jest tegoroczny, zaledwie siedmioodcinkowy produkt made in USA, który dopiero niedawno pojawił się na platformie HBO, a jego ostatni odcinek był bardzo wyczekiwany i wywołał sporo dyskusji w mediach społecznościowych. To zamknięta historia policjantki, pani detektyw w małym miasteczku, dokrętek nie będzie. Wszyscy się w Easttown znają, mieszkają obok siebie, dzieci się przyjaźnią, były mąż mieszka za płotem ze swoja nową partnerką, właśnie ogłasza zaręczyny. I nagle znaleziono zwłoki młodej dziewczyny i rusza śledztwo. Detektyw Mare Sheehan znana jest z tego, że nie odpuszcza, tym bardziej, że wisi jej nad głową niewyjaśniona od roku sprawa zaginionej córki bliskiej znajomej. Zawzięta, ale szczera, prawdomówna i uczciwa do bólu Mare robi wszystko, by rozszyfrować zagadkę kto zabił i dlaczego. Poznajemy bliskich bohaterki i jej osobiste problemy na tle miasteczka, w szerszej perspektywie. Przejmujemy się i nią i innymi bohaterami, bliskimi zamordowanej, a także rodziną mordercy. Rozwiązanie zagadki nie jest łatwe, ale jak już dowiadujemy się kto winien, to przyjmujemy to, bo i motyw jest dla nas jasny i zrozumiały. Mimo wszystko. A Mare, wbrew pokusom, wyjaśnia sprawę do końca. Największym atutem filmu, poza intrygą i głębokim spojrzeniem na społeczność i jej problemy, jest udział rewelacyjnej brytyjskiej aktorki Kate Winslet. Jej Mare, zaniedbana, zabiegana, zmęczona, zestresowana, jest bardzo przekonująca i przykuwa całą uwagę widza. Towarzyszą jej inni, równie dobrzy: Guy Pearce czy Jean Smart, ale to jest wyłącznie show Kate. Bardzo, bardzo polecam.

Ojciec

Przez cały seans w kinie myślałam, że to film o tym, czego oszczędzili sobie i mnie moi rodzice. To obraz, który jest przejmującą końcówką wspólnego życia ojca i córki, historią kończącego się życia osiemdziesięciolatka, który gubi się, a jedyna, kochająca go córka, nie potrafi się nim już zajmować. Ktoś gdzieś napisał, że filmy o demencji, o chorych na Altzheimera, to najgorsze horrory i tak, coś w tym jest. Zagubienie najbliższych, sporadyczne tylko nawiązywanie kontaktu z kochającym i kochanym, wyobcowanie z życia, z miejsc, do których przywykliśmy…. Niesamowicie poruszający film Floriana Zellera z 2020 roku uświadamia nam jak bardzo zależymy od innych i jak bardzo możemy za nimi tęsknić, choć jeszcze żyją i są obok. I jak bardzo nie da się już żyć razem mimo przywiązania i głębokich uczuć. Głównym bohaterem jest 80 letni Anthony, którego dni są nierówne. Raz jest fantastycznym energicznym starszym panem, by za chwilę kaprysić i wymyślać. Opiekę nad nim stara się zapewnić jego córka, Anna, ale wraz z rozwojem choroby (czy tylko demencji, to w filmie nie jest wyjaśnione) jest to coraz trudniejsze i w końcu jest zmuszona oddać go do eleganckiego domu opieki. Film jest zrealizowany interesująco dla widza, bo reżyser podjął próbę pokazania sytuacji także ze strony zagubionego bohatera. Obrazy nam się początkowo mogą mieszać, ale w sumie przez to cała historia jest pełniejsza. Oczywiście wszystko nie byłoby takie gdyby nie wybitne role Anthony’ego Hopkinsa (Oscar za najlepszą rolę męską) oraz Olivia Colman (nominacja do nagrody Akademii za najlepszą rolę żeńską). Towarzyszą im jeszcze Mark Gatiss, Olivia Williams, Rufus Sewell i Imogen Poots. Christopher Hampton i Florian Zeller dostali jeszcze Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany, a nominacje za swoją świetnie wykonaną robotę otrzymali twórcy scenografii i montażu. Poruszające.

Nomadland

Nareszcie, po piętnastu miesiącach, wybrałam się do kina. W reżimie sanitarnym, ale za to nikt nie zasłania ekranu i nie ma jedzenia popcornu. Czyli jakieś pozytywne strony tego są. Fajnie obejrzeć dobry film na dużym ekranie, tym bardziej, że dużo w nim pięknych ujęć przestrzeni i krajobrazu podczas podróży bohaterki przez USA. Bo wybrałam się na jeden z najgłośniejszych filmów tego roku To film z trzema Oscarami na koncie, w pełni zasłużonymi. Historia Fern to historia kobiety, której świat zawalił się, a do nowego nie pasuje lub nie chce się dostosować. Najpierw zmarł jej mąż, a potem zlikwidowano firmę, w której pracowali wszyscy mieszkańcy miasteczka. Efekt – miejsce dotychczasowego życia przestało istnieć i Fern ruszyła w drogę w poszukiwaniu pracy. W vanie, który nieco udoskonaliła na własne potrzeby, zaczęła życie w drodze. Napotyka takich samych jak ona poszukiwaczy pracy, ale też odkrywa ruch nomadów, dla których życie w drodze jest jedynym możliwym rozwiązaniem i marzeniem. Fern odkrywa nowy sposób na życie. Wolny, refleksyjny, filozoficzny nieco obraz, którego największym atutem jest Frances McDormand, nieatrakcyjna ale wielce utalentowana gwiazda (gwiazda?) amerykańskiego kina. W filmie, poza McDormand, ze znanych aktorów widzimy tu jeszcze tylko Davida Strathairna. Reszta to „naturszczycy”, większość występuje pod własnymi imionami. Wyreżyserowała ten obraz chińska reżyserka Chloe Zhao w 2020 roku, dostała zresztą zasłużonego Oscara dla najlepszego reżysera. Film dostał jeszcze nagrodę Akademii dla najlepszego filmu roku, oraz Oscara dla Frances za najlepszą rolę żeńską. W pełni zasłużenie, bo jej Fern jest przejmująca, wiarygodna i przykuwa całą uwagę widza. Polecam.

Kontra

To serial o specjalnej grupie wojskowych (Sekcja 20, niby brytyjska, ale są też pomocni Amerykanie), którzy rozwiązują sprawy nierozwiązywalne na całym świecie i są posyłani tam, gdzie nikt inny już nic nie zdziała. Najczęściej efektem działania Sekcji jest rzeź, ale ofiarami nie są niewiniątka. Choć czasem zabłąkana kula trafi i w dobrego, a nawet w bohatera. Może być że i w głównego. No cóż, gdzie drwa rąbią…. Ale serial jest zrobiony z przymrużeniem oka, z dowcipnym przekomarzaniem silnych chłopców. Mnie podobały się najbardziej pierwsze cztery sezony ze wszystkich siedmiu. Może dlatego, że po tych czterech sezonach następuje wymiana głównych bohaterów, choć zabawne jest nagłe pojawienie się panów w jednym czy dwóch końcowych odcinków sezonu piątego. Poza panami pojawiają się i panie, nie tylko w scenach rozbieranych (bo panowie lubią kobiety, zwłaszcza jeden nie odpuszcza) ale są równie skuteczne i waleczne jak panowie. A nawet nimi dowodzą. Serial powstawał w latach 2010 – 2020, ma znakomita muzykę, zwłaszcza w czołówce. Oryginalny tytuł brzmi Strike Back, a w poszczególnych sezonach ma podtytuły. Zagrali w nim m. in.: Philip Winchester, Sullivan Stapleton, Michelle Lukes, Daniel MacPherson, Alin Sumarwata, Warren Brown, Robson Green, Jamie Bamber, Rhona Mitra, Charles Dance czy Richard Armitage. Jak lubicie takie kino to macie kilka tygodni z głowy, bo ogląda się fajnie i nie nudzi na dłuższą metę.

Late night

Historia prowadzącej od wielu lat wieczorny program telewizyjny w popularnym komediowym paśmie. Elegancka pani o niewyparzonej gębie, nie patyczkująca się z nikim i z niczym, posądzana o mizoginię Katherine Newbury, zatrudnia kobietę Hinduskę, Molly Patel. I nagle, wśród samych facetów zgadujących życzenia szefowej, pojawia się ktoś, kto ma odwagę wypalić głośno co myśli i nie bać się tego, że wyleci. Bo pracę dostała całkiem niespodziewanie i właściwie nie może uwierzyć, że jest w takim miejscu. A program ma zostać zlikwidowany, bo publika się już znudziła dowcipami Katherine i stacja telewizyjna myśli o radykalnych zmianach. Fabułka prosta, przewidywalna bardzo, ale fajnie i szybko się to cacko ogląda z kilku powodów. Elegancja i szyk głównej gwiazdy, kontrast z Hinduską, która nic sobie nie robi ze swoich większych rozmiarów, przystojni panowie. A nade wszystko Emma Thompson, fantastyczna i przeurocza w każdym wydaniu. A w roli Katherine cudowna naprawdę. Choćby dla niej warto zobaczyć tę perełkę z 2019 roku, którą wyreżyserowała Nisha Ganatra na podstawie scenariusza Mindy Kaling (widzimy ją także w roli Molly). Poza tym na ekranie pojawiają się m. in. John Lithgow, Amy Ryan, Reid Scott i Hugh Dancy. Fajna rozrywka na wiosenny wieczór.

Coco

Zbyt rzadko sięgam po animację, a szkoda. Teraz, namówiona przez J, usiadłam z nim przed ekranem tv i obejrzałam ten film z 2017 roku. To zresztą jeden z nielicznych przypadków, bo J znał ten film wcześniej, a rzadko, prawie nigdy, nie ogląda filmów ponownie. I myślę, że bez oporów obejrzałby jeszcze po raz trzeci. Wzruszająca, aczkolwiek nie płaczliwa, historia dwunastoletniego meksykańskiego chłopca Miguela i legendy, która w jego rodzinie istnieje od pokoleń. Lekko i bardzo barwnie (cudowne kolory meksykańskiej rzeczywistości i wyobrażeń) opowieść o całkiem trudnych sprawach, bo o pamięci po śmierci i odchodzeniu. Dla dzieci, ale i dla dorosłych bardzo pouczająca i poruszająca. I o tym, że zawsze warto być wiernym sobie, walczyć o swoje i nie poddawać się wyobrażeniom innych. Bo przecież Miguel tak naprawdę chce tylko grać, jego marzeniem jest muzyka. I to marzenie powoduje, że odkrywa prawdę o swojej rodzinie, przodkach a legenda jest jednym z jej elementów. Przepiękny film, kręcony przez Pixara przez 6 lat, doceniony w 2018 roku przez Amerykańską Akademię Filmową dwoma Oscarami: za najlepszy długometrażowy film animowany oraz za najlepszą piosenkę „Remember me„. Bardzo, bardzo polecam.

Dzień Bastylii

Bardzo fajna forma spędzenia czasu na ulicach i dachach Paryża. Zaczyna się od znakomitego pokazu umiejętności złodziejskich kieszonkowca na schodach prowadzących do bazyliki Sacre Coeur podczas gdy turyści wpatrują się w nagą dziewczynę, która sobie spokojnie po nich schodzi. Kieszonkowiec ów, przez swoje złodziejskie hobby, zostaje wplątany w zamach, który miał być wyłącznie ostrzeżeniem, a spowodował śmierć czterech osób. Zbliża się święto narodowe Francji, a na ulicach zaczyna się koszmar związany z zamachami. Poszukiwania sprawców prowadzone są dwutorowo: miejscowa policja pod dowództwem ich szefa oraz komórka CIA, na której czele stoi Karen Dacre. Śledztwo w imieniu CIA prowadzi Sean Briar. Wpada na trop naszego kieszonkowca Michela Masona, który w tej sytuacji zmuszony jest współpracować z Briarem. Nie bardzo mu się to uśmiecha i przy pierwszej nadarzającej się okazji daje nogę. Żeby więcej nie zdradzać powiem tylko, że całość jest bardzo sprawna, z tempem i ikrą, z dowcipem, świetnymi zdjęciami, dobrą muzyką i znakomitą obsadą. W roli Briara wystąpił Idris Elba, a w roli Masona Richard Madden. Żeby zachęcić do obejrzenia zacytuję dialog pomiędzy nimi. Gonili się po paryskich dachach i wreszcie Briar dopada Masona. Mason: czemu mnie gonisz? Briar: a czemu uciekasz? Mason: a widziałeś jak wyglądasz? Poza nimi na ekranie pojawiają się m. in. Kelly Reilly, Jase Garcia, Thierry Godard i Charlotte Le Bon. Film nie jest nowy, został zrealizowany przez Jamesa Watkinsa w 2016 roku, ale jakoś tak przemknął. Warto obejrzeć, a na napisach końcowych posłuchać jak śpiewa Idris Elba.

Plan doskonały

Szykowałam się już dawno temu, ale tak mi zeszło do wczoraj. I szkoda, bo naprawdę lubię być zaskakiwana przez twórców, a tu zaskoczeń jest trochę. Film jest z 2006 roku, zrobiony przez Spike’a Lee. Historia o napadzie na bank, który został przeprowadzony naprawdę perfekcyjnie przez małą grupę ludzi dowodzonych przez Daltona Russella, o którym nie wiemy kompletnie nic. Poza tym, że jest piekielnie inteligentny i zdolny. Oraz że ma bardzo szlachetne motywy. Z drugiej strony barykady, czyli głównym rozgrywającym ze strony policji, jest kolejny zdolniacha, detektyw Keith Frazier, któremu ostatnio nie szło. Towarzyszy mu cały czas partner Bill Mitchell oraz dowódca mundurowych kapitan John Darius. Russell z grupą napadli jeden z najstarszych nowojorskich banków, którego właściciel Arthur Case wynajmuje Madeliene White, by dopilnowała jego spraw. I właśnie rozgrywka między trójką (Russell – Frazier – White) jest osią filmu. Intryga bardzo prosta, ale fascynująca, dialogi świetne a zdjęcia znakomite. Do tego fantastyczni aktorzy: Clive Owen, Denzel Washington, Chiwetel Ejiofor, Willem Dafoe, Christopher Plummer i Jodie Foster. I do tego nie wszystko jest takie jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Na drugi zresztą też nie. Nie pożałujecie, myślę, że będziecie bawić się dobrze.

Mank

Zbliża się tegoroczna, opóźniona nieco ceremonia wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a ten film ma najwięcej nominacji do Oscara. Dlatego usiadłam i obejrzałam. Przyznaję, film Davida Finchera z 2020 roku ma urok i klimat starych filmów. Opowiada historię powstawania scenariusza do najsłynniejszego filmu w historii kina, czyli „Obywatela Kane” Orsona Wellesa. Historię, która dotyczy tytułowego Manka czyli Hermana J. Mankiewicza, starszego brata Josepha L. Mankiewicza, jednego z najsłynniejszych reżyserów w Hollywood. Fabuły nie ma co streszczać, żeby nie popsuć odbioru, ale muszę zaznaczyć, że to nie jest obraz dla wszystkich. Najlepszy odbiór będą mieli ci widzowie, którzy znają film Wellesa, bo obraz, zdjęcia i muzyka powiela klimat „Obywatela Kane” i dobrze jest wiedzieć, co z tworzenia scenariusza potem wynikło i pojawiło się na ekranie. Przede wszystkim jest to film czarno-biały, co już mocno ustawia widza. Zagrany naprawdę rewelacyjnie przez Gary’ego Oldmana tytułowy bohater jest jak wyjęty z obrazu Orsona, a towarzyszący mu Amanda Seyfried, Lily Collins czy Charles Dance uzupełniają go znakomicie. Wcale się nie dziwię tylu nominacjom (najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy aktor pierwszoplanowy, najlepsza aktorka drugoplanowa, najlepsza charakteryzacja i fryzury, najlepsze kostiumy, najlepsza scenografia, najlepsza muzyka, najlepszy dźwięk, najlepsze zdjęcia), bo jest na co patrzeć i co podziwiać.