Pierwszy śnieg

Od zawsze lubię kryminały, i czytać i oglądać. Skandynawskie ostatnio najbardziej, bo tam mogłabym żyć i na to zresztą się zanosiło. Ale jest jak jest. Oczywiście wszystkie historie Jo Nesbo z Harrym Hole czytałam, ciekawa więc byłam jak wypadnie ekranizacja zrealizowana w 2017 roku. No i … Właściwie nie wiem co tu napisać. Bo jest to sprawne warsztatowo, a reżyser Tom Alfredson zaangażował naprawdę znakomitą obsadę. W roli głównej wystąpił gwiazdor Michael Fassbender, towarzyszą mu Charlotte Gainsbourg, Genevieve O’Reilly, J. K. Simmons, Val Kilmer i znana z „Mostu nad Sundem” Sofia Helin. Co z tego wszystkiego, gdy w tym filmie kompletnie nie ma napięcia, wszystko toczy się powoli i nudno. Nie wiem, może wszyscy zbyt się starali? Jedyna rzecz która mnie zachwyciła to zdjęcia przepięknej zimowej Norwegii. I Oslo z parkiem Vigelanda, w dzień i w nocy. I Bergen. Pustkowia zasypane po horyzont białym puchem. Ale to nie jest film podróżniczo – przyrodniczy, to w założeniu był kryminał ze skomplikowaną intrygą. A tu nawet sam Harry ze swoim alkoholizmem się nie broni, jakiś taki wymuszony i nie przekonujący, chemii między nim a Rakel nie czuć, a cała psychologiczna podstawa jest miałka i nie trzyma się kompletnie niczego. Spokojnie można sobie darować, szkoda tylko zmarnowanej szansy.

Niewiarygodne

Dwóch dziennikarzy – Christian Miller i Ken Armstrong – opublikowali najpierw reportaż, potem książkę, w której zawarli prawdziwą historię seryjnego gwałciciela i jego ofiar. Na tej podstawie nakręcono krótki serial, składający się zaledwie 8 prawie godzinnych odcinków. Historia zaczyna się od tego, że nastolatka Marie zgłasza gwałt, a nękana kolejnymi męczącymi przesłuchaniami, zagubiona i zaszczuta przez przesłuchujących ją policjantów odwołuje zeznania, by mieć spokój. Jej to nie pomaga, wręcz przeciwnie, policjanci są przekonani o jej kłamstwie, oskarżają ją o krzywoprzysięstwo. Traci pracę, dach nad głową. Bliscy tracą do niej zaufanie, mają ją za mitomankę. Opuszczona i nieszczęśliwa, nie rozumiana i udręczona. Ale gdzieś tam gwałciciel grasuje dalej. Śledztwa dotyczące przypadków gwałtu prowadzą dwie niezależne policjantki, pracujące w dwóch różnych miejscach, dopiero po pewnym czasie zaczynają kojarzyć fakty i wspólnie budować profil napastnika. Współpraca z FBI pozwala na rozwiązanie wieloletniej zagadki, a także prowadzi śledczych do Marie. I wtedy na jaw wychodzi wszystko, wreszcie dziewczyna może odetchnąć i próbować odzyskać swoje życie. Znakomicie zrealizowany serial z tego roku, świetne zdjęcia, pełne napięcia historie. Zagrane wyśmienicie, w czołówce mamy w roli Marie młodziutką Kaitlyn Dever, w rolach policjantek występują bardzo dobra Merritt Wever („Birdman„, „Godless„) i cudowna Toni Collette („Szósty zmysł„, „Wszystkie wcielenia Tary„), rolę agenta FBI zagrał Scott Lawrence („Avatar„).

Peaky Blinders

Znakomity serial produkcji brytyjskiej. Steven Knight od 2013 roku stworzył już 5 sezonów po 6 prawie godzinnych odcinków, każdy mniej więcej na tym samym poziomie. Naprawdę, to rzadko spotykane w tego typu produkcjach, by każda następna seria nie była gorsza od poprzedniej. Akcja wszystkich rozgrywa się w Birmingham, w romskiej rodzinie Shelby’ch, która jest miejscowym gangiem zajmującym się wymuszeniami, bukmacherką, „opieką” nad miejscowymi knajpami czy burdelami. Właściwie Shelby w pewnym momencie są właścicielami całego miasta, bo gliny też są w kieszeni Peaky Blinders. Tak właśnie nazywa się ta grupa, której przewodzi Thomas. U boku ma dwóch braci: Arthura i Johnny’ego, wspiera ich ciotka Polly, która prowadziła interesy Peaky podczas nieobecności chłopaków. Jest jeszcze siostra Ada, która początkowo nie wcina się do działalności, ale zawsze znajduje się gdzieś w okolicy. Opowieść zaczyna się w 1919, w chwili gdy bracia wrócili z wojny we Francji, gdzie przeżyli niejedno i zmagają się z PSD. Ale interesy prowadzą brutalnie, zawierając doraźne sojusze z Włochami, Żydami, czasem z Rosjanami. Nienawidzą komunistów, dlatego pojawia się problem, gdy Ada wiąże się z jednym z nich. W pierwszych dwóch sezonach w mieście pojawia się zajadły wróg Peaky Blinders, komisarz Chester Campbell, który i sobie i Shelby’m napsuje sporo krwi. I to dosłownie. Znakomicie dobrani zostali odtwórcy ról, zwłaszcza pierwszoplanowych: irlandzki aktor Cillian Murphy w roli Toma jest nieprawdopodobnie wiarygodny, a przy tym bywa czarujący. Towarzyszą mu Paul Anderson, Joe Cole, Helen McCrory, Sophie Rundle czy Annabelle Wallis w roli Grace. Pojawiają się też większe nazwiska, te role to prawdziwe kreacje: Sam Neill w roli komisarza Campbella jest przerażający, budzi strach i obrzydzenie. W roli szefa grupy żydowskiej pojawia się Tom Hardy, ta rola to naprawdę majstersztyk. A szefa mafii nowojorskiej, która przybywa by zniszczyć Shelby’ch, zagrał Adrien Brody. Niesamowita rola. Polecam, to jedna z tych produkcji, która zatrzymuje widza w fotelu na długie godziny i zostaje w pamięci. Świetne zdjęcia, niesamowita dbałość o szczegóły, scenografia i stroje. Uzupełniona współczesną nam muzyką, która dopełnia obraz. Zwłaszcza użyta w czołówce piosenka Nicka Cave’a „Red, Right Hand„, kilka razy przerobiona i użyta w tle.

Boże ciało

Jan Komasa ma za sobą kilka niezłych rzeczy, w tym jeden bardzo udany film, o którym już pisałam Miasto 44. Tegoroczny film Komasy jest mniej metafizyczny, ale znowu warto. I to bardzo. Historia chłopaka z poprawczaka udającego księdza jest oparta na prawdziwych zdarzeniach, ale chwilami jest mało przekonująca. I na tym poziomie jest średnią opowieścią, mało realną. Natomiast wszystko inne robi wrażenie. Przede wszystkim to, jak obnaża polski katolicyzm, oparty wyłącznie na symbolach. Nazwałabym to religijnością pozorowaną, a nawet pozerską. Płytka, zaściankowa i kompletnie pusta. Ktokolwiek zaś założy sutannę staje się autorytetem, kimś ważnym, kimś, kto natychmiast ma wpływ na społeczność. Kogo słuchamy, komu się spowiadamy, komu ufamy. I to wszyscy, od najskromniejszego i najcichszego członka społeczności na miejscowym bonzie kończąc. Widzimy ich wszystkich, zwłaszcza miejscowych kacyków, którzy zresztą nie przegapią okazji, by się z nowym księdzem układać. Ludzie uważający się za dobrych wcale nimi nie są, a najwięcej chrześcijaństwa mamy w zachowaniu udawanego księdza, który zdaje się lepiej rozumieć wiarę. I lepiej, szczerzej ją praktykować. Bartosz Bielenia jest w swojej roli niesamowity, z wyglądem psychopaty, z nieprawdopodobnymi oczami powoduje, że przez cały film bałam się, że zostanie zdemaskowany. Towarzyszą mu Eliza Rycembel, Aleksandra Konieczna, Łukasz Simlat, Zdzisław Wardejn i Leszek Lichota. Film robi wrażenie i dobrze, że został wybrany do reprezentowania polskiej kinematografii w wyścigu do Oscara. Trzymam kciuki.

Joker

Naczytałam się strasznie dużo o tym filmie, że straszny, że przerażający, że ludzie z wrzaskiem uciekają itd. Nawet się zastanawiałam poważnie czy w ogóle iść, bo z zasady horrorów nie oglądam w kinie, nie chcę z siebie zrobić pośmiewiska. Ale poszłam i nie żałuję absolutnie. To jeden z tych filmów, które zdecydowanie są lepsze w kinie przez nastrój, muzykę i obraz. Początki historii Batmana, a właściwie jego antagonisty Jokera, to opowieść o współczesnym świecie i życiu w nim ludzi z problemami psychicznymi. Nietolerancja, brak empatii, izolacja… Tytułowy Joker czyli Arthur Fleck w filmie Todda Phillipsa z 2019 roku, to samotny mężczyzna, który na życie zarabia odgrywaniem klauna w reklamach, szpitalach, programach tv, na ulicy. Całe życie marzy by być komikiem. W domu, który dzieli z chorą matką, wieczorami ogląda programy satyryczne i układa dowcipy do swoich wymarzonych stand-upów. Mieszka w Gotham, mieście, którego merem jest Thomas Wayne, ojciec Bruce’a, przyszłego Batmana. Spotykamy zresztą chłopca kilkakrotnie, w tym w chwili, gdy zaczyna się jego długa droga do stania się Człowiekiem Nietoperzem. Arthur ma urojenia, a dręczące go napady histerycznego śmiechu i brak zrozumienia ze strony otoczenia prowadzi do nieszczęść, które kumulują się pod koniec. Wszystko to podsycane jest rewelacyjną muzyką, montażem i zdjęciami. I jest to film jednego aktora. I nie jest nim tym razem Robert de Niro, którego widzimy w epizodzie. To film przerażającego, fenomenalnego i wiarygodnego do bólu aktora, jakim jest Joaquin Phoenix. Podziwiam go od zawsze, od roli Johnny’ego Casha. A w chwili, gdy maluje sobie krwią uśmiech Jokera, przeszły mnie ciarki. Nieprawdopodobna kreacja.

(nie)znajomi

Właśnie wróciłam z kina z polskiej wersji filmu, którego remake robi chyba każdy kraj. Widziałam już wersję włoską („Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie„) i francuską („Nic do ukrycia„), właśnie w tej kolejności. Włoska była dla mnie objawieniem, zaskoczeniem i dlatego francuska mnie znudziła, bo wiernie skopiowała tamtą wersję. Polska jest naprawdę niezła (zrobił ją Tadeusz Śliwa, twórca m.in. „Ucha prezesa„), różni się drobiazgami oraz końcowym brakiem zwrotu akcji. Dla widza mniej zabawnie, ale dla treści lepiej. Dla bohaterów również, bo w końcu prawda nas wyzwala. Wygrane zostały nasze kompleksy i fobie, nasze polskie problemy – homofobia, brak kasy, samotność i problemy zwykłej, szarej matki Polki w związku, która musi ogarnąć wszystko, bo mąż zarabia. Do tego dochodzi świetna gra znanych polskich aktorów: cudowny Tomasz Kot, wyciszony i delikatny; znakomity trochę pogubiony Łukasz Simlat; bardzo dobry polski macho Michał Żurawski, fajna Kasia Smutniak (która, jak tu, grała też gospodynię we włoskiej wersji); mniej znani ale przekonujący Aleksandra Domańska i Wojciech Żołądkowicz. Ale wszystko trzyma w garści Maja Ostaszewska, której bohaterka przeżywa wszystkie fazy przed kamerą. Rewelacja, po prostu rewelacja. Dla tej roli warto iść do kina.

Parasite

Wcześniej nie widziałam żadnego filmu koreańskiego reżysera o nazwisku Joon-H0 Bong, słyszałam tylko o „Okja„, a o kinematografii tego kraju mam mgliste pojęcie. Filmy z tej części świata nie pojawiają się często na naszych ekranach i pewnie dlatego ten narobił tyle szumu. Zachęcona entuzjastycznymi recenzjami i tegoroczną Złotą Palmą w Cannes, poszłam do kina. Wyszłam zachwycona, rozbawiona, przejęta.
Film jest fascynujący do tego stopnia, że trudno o nim pisać, by przez przypadek nie zdradzić za dużo. Przede wszystkim oglądamy świat kompletnie nam obcy kulturowo, ale problemy nam dobrze znane: bieda, bogactwo, rozwarstwienie społeczne. Chłopak z bardzo biednego domu, który przypadkiem zostaje  korepetytorem młodej panienki z bogatej rodziny, dostrzega szansę dla swoich bliskich. Zaczyna się jazda bez trzymanki, pełna zaskakujących zwrotów akcji, puent i rozwinięć. Mamy tu komedię, komediodramat, dramat, tragifarsę, zabawę konwencją, łamanie schematów i to w niesamowitym tempie. Widownia reaguje wybuchami śmiechu na nagłe zwroty akcji, by za chwilę cicho siedzieć w napięciu i czekać na efekt. A wszystko to w myśl powiedzenia ojca bohatera: nie planuj, bo życie i tak wywinie ci numer. Świetna zabawa, ale z nauką, której warto poświęcić ponad dwie godziny.