Outsider

Zrealizowany w tym roku, krótki, zaledwie 10-odcinkowy serial został oparty na powieści Stephena Kinga. Nieco zmieniony, ale autor się na te zmiany zgodził, trzyma w wielkim napięciu i już nie mogę doczekać się końcówki. Jak to u Kinga wszystko się zaczyna normalnie, bardzo realistycznie,  potem pojawiają się elementy magiczne, nie z tego świata i nie bardzo przemawiają do bohaterów. Najbardziej nieufny wobec tego co się dzieje jest główny bohater, detektyw Ralf Anderson, który jednak upiera się przy rozwiązaniu sprawy. A sprawa dotyczy gwałtu i morderstwa młodego chłopca, którego wg wszelkich dostępnych śladów dokonał szanowany w miasteczku trener sportowy. Aresztowany na oczach wszystkich podczas meczu, trener udowadnia, że w czasie, gdy dokonywano zbrodni był zupełnie gdzie indziej i to w dużym towarzystwie, które to potwierdza. Adwokat podejrzanego wynajmuje do pomocy inną detektyw (znaną z opowieści Kinga o Brady’m i Billu Hodgesie ,”Pan Mercedes” i dalsze), nietuzinkową Holly Gibney i dopiero wtedy zaczyna się toczyć prawdziwe śledztwo. Świetnie opowiedziana historia, która uświadamia widzowi wiele prawd, choćby tą, że szybko ulegamy złu, ale na szczęście nie do wszystkich to zło ma łatwy dostęp. Że ulegamy sugestiom, szybko skreślamy i osądzamy bez wahania. Klimat serialu sprzyja refleksjom, znakomita muzyka i bardzo dobra gra aktorska mniej znanych aktorów, poza chyba tylko dwoma znanymi nazwiskami: w roli trenera wystąpił Jason Bateman, a w roli żony detektywa Mare Winningham. Ralfa zagrał Ben Mendelsohn, a w pozostałych rolach wystąpili: Julianne Nicholson, Bill Camp, Yul Vazquez, Paddy Considine, Marc Menchaca, Cynthia Erivo i Derek Cecil. Lubicie Kinga to się nie zawiedziecie. Lubicie się bać – również będziecie zadowoleni.

Historia małżeńska

Historia przypomina bardzo tę z filmu „Sprawa Kramerów”, ale w filmie z 2019 roku, który wyreżyserował Noah Baumbach, bardziej przyglądamy się rozpadowi związku i  wpływowi innych na decyzje samych zainteresowanych. Fajne małżeństwo z dziesięcioletnim zaledwie stażem. Świetnie się znają, rozumieją. Mają syna, dbają o niego bardzo. Kochają się, ale każde ma swoje plany, priorytety i czuje się niespełnione. Zwłaszcza ona. To fascynująca opowieść o powolnym rozpadzie małżeństwa. Wydaje mi się, że gdyby oboje usiedli  sami do szczerej rozmowy, to wypracowaliby jakieś wspólne wyjście. Problem polega na tym, że wpuścili do związku postronnych ludzi. Zwłaszcza zaś adwokatów. Od tej chwili do zgody jest coraz dalej. Rewelacyjnie zagrany obraz, przez wszystkich bez wyjątku: świetna jak zwykle Scarlett Johansson, zjawiskowy Adam Driver, nagrodzona Oscarem za drugoplanową rolę neurotycznej adwokatki Laura Dern, Ray Liotta czy cudowny w epizodzie Alan Alda. To film, który daje dużo do myślenia, zwłaszcza związkom na rozdrożu. Tu widać, że te decyzje zostały podjęte gdzieś obok, poza nimi, wbrew intencjom. Niestety, bywa, że brniemy w coś i potem ciężko jest się z tego wycofać.

Genialna przyjaciółka

Do książki zabierałam się dwa razy. Za drugim razem chwyciło, mimo, że akcja nie jest zbyt wartka, a klimat książki raczej ciężki. Ale jak się człowiek skupi, to atmosfera drugiej połowy ubiegłego wieku w Neapolu i w kilku jeszcze włoskich miastach zaczyna  wciągać. Aż się prosiło, by powstał serial, bo opowieść jest zbyt długa na nawet dwugodzinny film, mieści się w czterech tomach. No i rzeczywiście, pierwszy tom to pierwszy sezon, tj. 8 godzinnych odcinków, teraz pojawia się drugi. To znakomicie zekranizowana przez Włochów wierna historia dwóch dziewcząt, rówieśniczek, mieszkanek ubogiej dzielnicy Neapolu. Elena jest córką woźnego, Lila szewca. Obie są bystre, ale Lila zdolniejsza. Ale niestety, pieniędzy na wykształcenie nie wystarcza, tylko rodzice Eleny zw. Lenu zaciskają pasa i wspierają córkę jak mogą.  Bardzo surowa opowieść o nierównościach społecznych, o traktowaniu kobiet i ich życiu, wreszcie o codzienności w biednej włoskiej dzielnicy, która już na pierwszy rzut oka przypomina więzienie. Wizualnie zrealizowana świetnie, z doskonale dobraną obsadą. Naprawdę warto, to nie jest zwykła serialowa sieczka, a kawał obserwacji czasów i miejsc tak nieodległych. Zmusza do refleksji i wciąga, bo lubimy obserwować innych.

1917

Sam Mendes, reżyser tego filmu, oparł tę historię na opowieściach swojego dziadka. Mimo, że to wojenna historia, jest chwilami bardzo kameralna. Wraz z dwoma brytyjskimi szeregowcami: Blake’m i Schofieldem, przedzieramy się przez linię frontu I wojny światowej, 6 kwietnia 1917 roku, by ostrzec Brytyjczyków przed planowaną pułapką. Gdyby szeregowcy nie dotarli z informacją na czas, zginie 1600 żołnierzy, w tym starszy brat Blake’a. Film jest nakręcony jednym ujęciem, mamy wrażenie prowadzenia kamery bez przerwy, z ręki, dlatego widz jest tak blisko bohaterów, że bliżej już się chyba nie da. Właściwie jesteśmy trzecim bohaterem, którego oczami obserwujemy wszystko to, co się dzieje. Poziom realizmu posunięty jest do granic wytrzymałości widza, a sceny w okopach – jedyne masowe poza atakiem – przejmujące i przerażające. Niby człowiek to wszystko gdzieś widział, słyszał, czytał ale wrażenie robi nieprawdopodobne. Zostają w głowie obrazy zabitych koni, biegających szczurów, spalonych ruin miasta, zawalonego mostu, rozpadających się zwłok, błota…. Patosu nie ma wcale, co zaskakujące w amerykańskiej produkcji, jest zwykłe ludzkie podejście do wojny i tego, co należy zrobić, nawet za cenę własnego życia. Zrealizowany przez Mendesa w zeszłym roku film aktorsko również sięga wyżyn: przede wszystkim ci dwaj George MacKay (Schofield) i Dean-Charles Chapman (Blake), ale towarzyszą im jeszcze Mark Strong, Andrew Scott, Richard Madden i dwóch bardzo znanych aktorów w  epizodach generalsko-pułkownikowych: Colin Firth i Benedict Cumberbatch. Film dostał 10 nominacji do Amerykańskiej Nagrody Filmowej, m.in. za: najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy scenariusz oryginalny, zdjęcia, efekty specjalne, scenografia, muzykę, dźwięk… Bardzo się zdziwię jeśli ten film nie wygra w tym roku walki o Oscara za najlepszy film. To jest nieprawdopodobne kino, niesamowity film i fantastyczne przeżycie dla widza. 

Pustkowie

Z naszego polskiego, bieszczadzkiego zadupia przeniosłam się na drugą stronę, do Czech, przy granicach polskiej i niemieckiej. Tam bowiem dzieje się akcja czeskiego serialu kryminalnego, choć nie ze względu na intrygę polecam to ośmioodcinkowe dzieło naszych sąsiadów. Pustina (pustkowie) to nazwa miejscowości, w której rozgrywa się cała ta historia i jest to tak postsowieckie i postkomunistyczne miejsce jak to tylko sobie można wyobrazić. Mieszkańcy niby jeżdżą autami wyprodukowanymi po zmianie ustroju, używają mikrofalówek, telefonów komórkowych, komputerów i laptopów, ale otoczenie olbrzymiej kopalni, osiedla zapuszczonych domów i kompletne zaniedbanie wszystkiego przypomina atmosferę tamtych lat. Nawet istnieje radiowęzeł, przez który podaje się informacje dla mieszkańców. Niby wiemy, że mieszkańcy są usprawiedliwieni, bo tereny wykupuje kopalnia, mieszkańcy powoli się stamtąd wynoszą i porzucają dotychczasowe miejsca zamieszkania, ale smuta jest wszechogarniająca. Ludzie, którzy do tej pory mieszkali i żyli razem, powoli się rozstają, są jednak tacy, którzy temu próbują przeciwdziałać. Np. starostka (po naszemu wójt), która walczy o to, by zapobiec przeprowadzenia referendum, bo próbuje zatrzymać postępującą degradację lub choćby podnieść cenę negocjacyjną. Ale właśnie w tym momencie ginie jej 14 letnia córka i zaczynają się poszukiwania. Szukają wszyscy, a głównym podejrzanym jest ojciec poszukiwanej ze względu na problemy psychiczne, w wyniku których opuścił rodzinę i mieszka w starej chacie w lesie. Ale tak jak pisałam wcześniej najważniejsza jest atmosfera tego miasteczka, przesiąknięta do dna starym, gdzie nowe w ogóle nie może się przebić. Nie przypomina naszych, polskich popegierowskich osad, jest bardziej sowieckie, nasiąknięte komunistycznymi patologiami, podejrzliwością, dbałością o własny interes. Niezłe wrażenia dla widza, który pamięta te czasy. Do tego dochodzą problemy z dorastającą młodzieżą, bo kolejnym miejsce, gdzie rozgrywa się akcja, jest pobliski poprawczak, w którym znajdują się tacy, którzy również są podejrzewani o maczanie palców w zaginięciu czternastolatki. Bardzo polecam ten serial (zrealizowany w 2016 roku), bo jest kompletnie inny od tego, co zwykle mamy na ekranach.

Wataha

Myślałam, że już pisałam o tym serialu, ale okazało się, że jakoś mi uciekło. I bardzo dobrze, bo mogę napisać teraz po ostatnim, kończącym wszystko, trzecim sezonie. To jeden z najlepszych polskich seriali, którego produkcja rozpoczęła się w 2014 roku, opowiada o tym, o czym zwykły polski zjadacz chleba zbyt dużo nie wie. Opowieść o pracy straży granicznej, umieszczona w Bieszczadach, oczywiście podkoloryzowana sensacją i wątkami korupcyjnymi, ale otwierająca oczy na to, z czym muszą mierzyć się na służbie. Dobrze opowiedziane, mocne kino, pełne urokliwych klimatów bezdroża wschodniej Polski i fantastycznie zarysowana intryga z świetnie pokazanymi postaciami. Zaczyna się od … zamachu bombowego, potem jest już wprawdzie ciszej, ale wcale nie spokojniej. Główny bohater, Wiktor Rebrow, jedyny ocalały z zamachu, usiłuje odkryć kto stoi za tym stoi i czemu wataha musiała zginąć. Śledztwo trwające bardzo długo pokazuje pracę pograniczników, a więc poza normalnym „pilnowaniem paska” czyli zielonej granicy, także problemy z przemytnikami, handlem ludźmi itd. Naprawdę dobry klimat, fantastyczne zdjęcia i doborowa obsada: przede wszystkim Leszek Lichota w roli Rebrowa, chłodny, wyważony, stanowczy, odważny. Towarzyszą mu chyba wszyscy znani polscy aktorzy: Aleksandra Popławska w roli dociekliwej pani prokurator, Maciej Mikołajczyk, Andrzej Zieliński, Jacek Lenartowicz, Jarosław Boberek, Mariusz Saniternik, Andrzej Konopka, Bartłomiej Topa, Piotr Żurawski, Grzegorz Damięcki, Marek Kalita, Borys Szyc, Marian Dziędziel, Magdalena Popławska itd. Reżyserów była czwórka: panie Kasia Adamik i Olga Chajdas, oraz panowie Michał Gazda i Jan P. Matuszyński. Ogląda się naprawdę dobrze, to trzy razy po 6 prawie godzinnych odcinków. Warto.

Sukcesja

Każda epoka ma swoją „Dynastię„? W takim razie ten serial jest wizytówką dzisiejszych, korporacyjnych czasów i nawet alternatywny internetowy tytuł już mówi o nim – i o naszych czasach – bardzo dużo. Zwany jest bowiem „Spierdalaj„, słusznie, bo to najczęściej używane słowo w dialogach bohaterów. Za nami od 2018 roku dwa sezony po 10 prawie godzinnych odcinków. To znakomicie skonstruowana intryga, która toczy się w małej grupie osób, obejmująca ojca rodziny Royów, Logana i jego czwórkę dorosłych dzieci. Logan Roy jest szefem olbrzymiej korporacji Waystar Royco, zajmującej się mediami. Najstarszy syn, Connor, niby trzyma się z boku i nie jest zatrudniony w firmie, ale ma polityczne ambicje i to sięgające Białego Domu. Kendall, mający problemy z używkami, kobietami i generalnie ze sobą, pracuje z ojcem i marzy o zastąpieniu go na stanowisku. Ta ambicja prowadzi chłopaka do dziwnych czasem wyborów i zachowań, ale zazwyczaj świetnie się z ojcem rozumie i uzupełnia. Najmłodszy syn, Roman, najbardziej pyskaty, bezczelny i szczery do bólu udaje głupka, ale jest sprytnym rozpieszczonym bogaczem, który świetnie daje sobie radę w trudnych negocjacjach. I wreszcie Siobhan, jedyna córka magnata, trzymająca się na zewnątrz, działająca w polityce, ale z ambicjami menedżerskimi w firmie tatusia. Jest jeszcze jej partner, Tom Wambsgans, karierowicz i cwaniak, przykrywający wszystko chamskim językiem i okropnymi tekstami. Jest oczywiście armia doradców, asystentów, prawników, rywali, sprzedających i kupujących, liczących na profity cwaniaków w rodzaju kuzyna Grega Hirscha. Są kobiety, jak była czy obecna żona potentata, była żona syna, call girl towarzysząca Connorowi z ambicjami teatralnymi itd. Wartka akcja, umiejscowiona we wszystkich pięknych miejscach świata, na wielkich jachtach, w przepięknych domach i hotelach, cudownych okolicznościach przyrody. Zwykle pięknie ubrani, zadbani, ale bez przesady – z pominięciem rzecz jasna wielkich gal ku czci, na których biżuteria oślepia patrzących. W tym wszystkim nie brakuje zwykłego kontaktu rodzinnego, choć podpartego wielkimi ambicjami i kasą, ale widać, że tatuś naprawę kocha swoje dzieci, chroni je (casus Ken), uczy zawodu i koniecznej w tym świecie bezwzględności. Bo dla mnie ostatnie kadry drugiego sezonu to ojciec zadowolony z tego, że syn zdał właśnie taki egzamin. Choć może to moja interpretacja? Do tego naprawdę fajna obsada: Brian Cox, zwykle grający tzw. „Ruskich” w filmach akcji, jest bardzo przekonującym starszym panem, którego firma jest jego życiem. I na odwrót. Dzieci są również świetnie obsadzone: Kendalla zagrał Jeremy Strong, znany ale nie opatrzony. W roli Connora wystąpił Alan Ruck, gra dużo ale nie zapada w pamięć. Znakomity jest Kieran Culkin w roli Romana, zachwyca mnie w tej roli od pierwszej sceny. To samo zresztą mogę powiedzieć o Sarah Snook, w roli Siobhan. Rewelacyjny jest Matthew Macfadyen czyli serialowy Tom. Uwielbiam tego aktora, a od roli w tym serialu nie mogę oderwać oczu. Z niecierpliwością czekam na następny sezon.