Nareszcie! Mam wreszcie taką ekranizację tej wielkiej powieści Bolesława Prusa, która zaspokaja moje wyobrażenia. W całości i od początku do końca. Mam wprawdzie dwie drobne pretensje do twórców, ale to drobiazgi i nimi zajmę się nieco później.
Otrzymaliśmy w tych dniach dzieło filmowe, którego reżyserem jest Maciej Kawalski, scenariusz pomagał mu stworzyć Piotr Sobociński jr, który zresztą jest autorem zdjęć. Celowo piszę dzieło, bo jest to film kompletny: od świetnego scenariusza po ostatnią wstążkę na planie. Historia, scenografia, muzyka, światło, zdjęcia, obsada. Wszystko na najwyższym, naprawdę światowym poziomie. Nareszcie mam swojego Wokulskiego, nareszcie Izabela jest taka jak ją sobie wyobraziłam. Stanisław mnie przekonuje do swojego uczucia, obsesji raczej, z której zdaje sobie wreszcie sprawę i widzi gdzie go to doprowadziło. Izabela nie jest tak pusta, rozpuszczona i pozbawiona uczuć, jak mi się zawsze wydawało. Konwenanse, układy towarzyskie i rodzinne, bzdurne prawo, przekonanie o wyższości moralnej arystokracji, patriarchat i beztroska finansowa, zwłaszcza rozrzutność elit – to wszystko składa się na to, że ta miłość nie mogła się udać. Pomimo, że pominięto kilka wątków z książki, film nic nie traci z wymowy literackiej. Wyeliminowanie pamiętnika Rzeckiego świetnie rozwiązano, to znakomity pomysł z rozmową z panem Prusem w sklepie Wokulskiego.
Najważniejszym, poza treścią, punktem dla wszystkich widzów była obsada. Bo czy Dmochowski, Kamas, Schuchardt czy wreszcie Dorociński? Czy Tyszkiewicz, Braunek, Drzymalska czy Urzędowska? Dla mnie tylko i wyłącznie Marcin Dorociński i Kamila Urzędowska. Do tego cudowny Rzecki Marka Kondrata, najbardziej wzruszający i rozczulający. Wielkie dzięki, że udało się tego wielkiego Aktora namówić do powrotu przed kamerę. Zwłaszcza, że to się tak pięknie wiąże z udziałem ojca pana Marka w pierwszej ekranizacji „Lalki„, gdzie pan Tadeusz Kondrat zagrał starego Szlangbauma.
I w dalszych rolach fantastyczni: Andrzej Seweryn (nieco teatralny), Krystyna Janda, Maja Komorowska, Maria Dębska (cudowna!), Agata Kulesza (brawa), Mateusz Damięckiej (słaby uwodziciel), Maja Ostaszewska i Borys Szyc, Dawid Ogrodnik, Łukasz Pławiak, Andrzej Chyra, Paweł Wilczak, Maciej Stuhr, Wojciech Mecwaldowski, Jan Englert, Cezary Żak, Jan Peszek (rewelacja) czy nasz katowicki Mirosław Neinert (jakże się ucieszyłam). I takie perełki jak mama Marii Dębskiej, Kinga, sama Gosia Baczyńska w roli krawcowej czy wreszcie osobiście Maciej Kawalski.
I tu jest właśnie moment na moje dwie drobne pretensje: są prawie wszyscy, a nie ma Janusza Gajosa? Duże, duże zaniedbanie. A po drugie: w scenie gdy Łęcki rozmawia z siostrą, a grają ich Andrzej Seweryn i Krystyna Janda (pierwszy raz od 1988 roku razem na ekranie), w tle powinna pojawić się ich córka, równie wybitna i znakomita aktorka Maria Seweryn. Choćby w roli pokojówki. To byłoby takie symboliczne.
Jeśli patrzymy na scenografię to nie ma się do czego przyczepić: fantastyczna Warszawa, fenomenalny sklep, piękne widoki, cudowne wnętrza, stroje i fryzury.
Film obejrzałam na dużym ekranie, zachęcam by też tak zrobić, bo robi wrażenie. Ale wiem, że jak się już pojawi w streamingu to obejrzę jeszcze przynajmniej raz i będę się delektować drobiazgami. Dla mnie to najwspanialsza ekranizacja literatury polskiej i najlepsza „Lalka” ever.
Gratuluję Twórcom i bardzo dziękuję.