Whiskey Tango Foxtrot

To film z 2016 roku, który wyreżyserowany został przez duet Glenn Ficarra John Requa. Opowieść o nieco znudzonej swoją reporterską pracą zza biurka dziennikarce, która zmienia radykalnie swoje życie i jedzie jako korespondentka do Afganistanu. Akcja dzieje się w czasie kilku lat, od 2003 do 2006, a więc dzieje się dużo, a my mamy okazję obserwować rozwój naszej bohaterki. Zaczyna nieco ciamajdowato, ale jest ambitna i odważna, ryzykuje w wielu sytuacjach i powoli zdobywa podziw swoich ochroniarzy, marines i dowódców. Wrażliwa, uczciwa, stara się pozostać sobą, więc nie poświęca wszystkiego pracy. Potrafi odpuścić i wie, kiedy zawrócić. Film jest zrobiony bardzo sprawnie, dobry montaż i zdjęcia, znakomite dialogi z pewnym zabawnym podejściem do sytuacji. I fajna obsada. W roli Kim Baker wystąpiła Tina Fey, a towarzyszą jej Margot Robbie, Martin Freeman, Christopher Abbott, Josh Charles, i rewelacyjni w epizodach Alfred Molina, Billy Bob Thornton czy zabawny Australijczyk (nie do końca) Stephen Peacocke. A zastanawiając się nad życiem warto, jak bohaterka, zapytać: WTF?

Rojst’97

To jest zdecydowanie lepsza seria, niż poprzednia, o której już czas jakiś temu pisałam. W znanym już widzom miasteczku trwają porządki po powodzi stulecia. Spotykamy starych znajomych, np. redaktora Witolda Wanycza, który w końcu nie wyjechał. Wraca Piotr Zarzycki, by objąć stanowisko redaktora naczelnego w gazecie, w której razem pracowali. Przyjeżdża z żoną, która będzie pracować jako psycholog w szkole, do której będzie chodzić ich nastoletnia już córka. Spotykamy pana prokuratora Andrzeja Wareckiego, znanego z serii pierwszej. Rozpoznajemy właściciela hotelu, który prawie się nie zestarzał i odnajdujemy Nadię, która wreszcie ma spokojne i stabilne życie. Ale pojawiają się nowi bohaterowie. Przede wszystkim sierżant Anna Jass, którą zesłano na to zadupie z Warszawy oraz miejscowego starszego sierżanta Adama Mikę. Ta dwójka prowadzi śledztwo w sprawie zwłok nastolatka znalezionego po powodzi w okolicach rozwalonego wału. Wszystkim wygląda to na wypadek, ale Jass nie odpuszcza, bo ma wątpliwości. Poza tym pojawiają się kolejne ciała, a w raz z nimi zaczyna się wyjaśnianie zaległych spraw z lat wcześniejszych. Korupcja, przekręty, tajemnice – to wszystko ukazuje się przed oczami nieustępliwej, zawziętej młodej sierżant. Intryga jest dopracowana, dialogi niezłe, scenografia równie rewelacyjna jak poprzednio. Klimat lat 90 oddany znakomicie, widać, że reżyser Jan Holoubek nieźle to pamięta. Szczególnie, że znakomitym komentarzem do historii na ekranie są piosenki z tamtych lat. I do tego fantastyczna obsada. Dawid Ogrodnik, Andrzej Seweryn, Zofia Wichłacz, Ireneusz Czop, Artur Dziurman, Piotr Fronczewski, Agnieszka Żulewska już byli i nadal są świetni. Ale show kradną Łukasz Simlat i Magdalena Różczka. Są po prostu fenomenalni. Jąkający się, niechlujny, nieco zagubiony Mika oraz nowa w środowisku, inna, zdystansowana i uczciwa do bólu Jass. Dla nich warto zobaczyć 6 odcinków.

Oslo

Lubię takie filmy, choć wydają się zwykle być dość nudne. Bo film jest polityczny, oparty na faktach, opowiada o bardzo trudnych negocjacjach między śmiertelnymi wrogami. Zadaniem twórców jest pokazać to od takiej strony, by widz nie wyłączył się po pierwszych kilku minutach. No i nie wyłączyłam, zostałam do samego końca. I nie żałuję, bo znowu się czegoś dowiedziałam. Małżeństwo dyplomatów norweskich Mona Juul i Terje Rod-Larsen w 1992 doprowadzili do tajnych negocjacji przedstawicieli Palestyny i Izraela, które w efekcie skończyły się podpisaniem rok później tzw. Porozumień z Oslo. Film oparty jest na sztuce teatralnej, głównym więc jego elementem są rozmowy, kłótnie, przepychanki między bohaterami, umiejętnie rozładowywane przez gospodarzy. Ale wzbogacony jest migawkami z inscenizowanych walk, końcowe telefoniczne dogadywania ostatecznych szczegółów przez Arafata i Rabina w malowniczych wnętrzach pałacu królewskiego w Sztokholmie, a w końcowych scenach z przebitkami z przemówień dostojników palestyńskich i izraelskich w obecności prezydenta USA Billa Clintona. Ogląda się bardzo dobrze, tym bardziej, że i scenografia oraz wnętrza są bardzo efektowne. A i aktorzy znakomici: Ruth Wilson i Andrew Scott w rolach gospodarzy negocjacji są naprawdę przekonujący. Bartlett Sher zrealizował ten film w tym roku, a wystąpili w nim jeszcze znani z różnych produkcji o tej tematyce: Sasson Gabai, Tobias Zilliacus, Itzik Cohen, Rotem Keinan, Doval’e Glickman, Igal Naor, Walled Zuaiiter, Salim Dau i Jeff Wilbusch (właśc. Iftach Wilbuschewitz).

Pan T.

Zbierałam się i zbierałam do obejrzenia tego filmu, przede wszystkim przez przekonanie, że to o pisarzu Leopoldzie Tyrmandzie, którego kocham za „Złego„. Jednak napis na początku filmu, że to nie jest oparte na żadnej biografii rozwiał wątpliwości. Pozostała sugestia zaledwie przez to jak pokazana jest postać głównego bohatera. Pan T. to pisarz, którego opuściła wena, coś mu tam się kołacze i zapełnia szuflady, zarabia korepetycjami z polskiego, doradza innym twórcom, sprawdza ich wierszówki, rymy, konsultuje tytuły („Czy Mandżuria to dobry tytuł?„). Mieszka w Domu Literata, w warunkach, jak na rok 1953, luksusowych. Sam dbający o siebie i swoje skarpetki, wiecznie w ciemnych okularach przemieszcza się elegancko po odbudowywanej stolicy, przygląda się nowiuteńkiemu Pałacowi im. Stalina, bierze udział w balach literatów, na których przemawia towarzysz Bierut, ale także idzie na koncert jazzowy. I tańczy i romansuje ze swoją uczennicą. Ten film Marcina Krzyształowicza z 2019 roku jest niespójny, bywa chwilami nudny i przeciągnięty, ale ma pewne elementy, które powodują, że warto zobaczyć to czarnobiałe cudo. Przede wszystkim klimat, czujemy ubeków, donosicielstwo, codzienność lat 50. To wszystko oddaje rewelacyjna scenografia i perfekcyjne zdjęcia. A także kostiumy i muzyka, w koncercie jazzowym widzimy i słyszymy Michała Urbaniaka. I kilka genialnych scen. Mnie zachwyciła i rozbawiła nieomal do łez ta z udziałem Jacka Federowicza, Leszka Balcerowicza (!!!) i Kazimierza Kutza (jemu zresztą ten film jest dedykowany), w której panowie jako emerytowani profesorowie filozofii malują ciapki na drewnianych żyrafach i rozmawiają o Spinozie. A pan Kazimierz używa przy tym swojego ulubionego słownictwa. Aktorów jest tu cały tłum, niektórzy bardzo trudni do rozpoznania przez charakteryzację. Pana T. zagrał fantastyczny Paweł Wilczak, Bieruta Jerzy Bończak, poza tym występują: Wojciech Mecwaldowski, Jacek Braciak, Zdzisław Wardejn, Wojciech Wysocki, Eryk Lubos, Katarzyna Warnke, Andrzej Zieliński, Wiktor Zborowski, Bartłomiej Topa, Mariusz Bonaszewski, Przemysław Bluszcz, Tomasz Sapryk, Katarzyna Kwiatkowska, Jan Nowicki, Jerzy Rogalski, Sławomir Orzechowski, Anna Guzik i wielu innych. Fajną zabawą jest odkrywanie kto jest kim oraz zwracanie uwagi na kwiatki typu:

– Ma pan już tytuł nowej książki?

– Tak.

– Jaki?

– „Dobry„.

– Przypuszczam.

Bez tajemnic

Ostatnim razem obiecałam, że na przykładzie dwóch seriali udowodnię, że to fantastycznie, gdy w tych niezbyt poważnych dziełach filmowych, za jakie się właśnie uważa seriale, występują znakomici aktorzy. Dzisiaj drugi, rewelacyjny serial i fantastyczny przykład wykorzystania do drobnych rólek, które urastają do kreacji filmowych, bardzo znanych aktorów. Tym razem jest to przykład polski, to serial, który powstał w latach 2011-2013 na licencji amerykańskiego „In Treatment”, co jest zresztą formatem opartym na izraelskim „Be Tipul”, ale problemy i postacie są tak polskie, że aż boli. Główne założenie jest takie: mamy psychoterapeutę, Andrzeja Wolskiego, do którego przychodzą pacjenci na sesje terapeutyczne. Często nieufni, niezbyt przekonani do celowości takich sesji, czasami wrodzy. Każdy sezon (są trzy) opowiada o czterech sesjach z pacjentami (poniedziałek, wtorek, środa i czwartek), a co piąty odcinek to sesja głównego bohatera z własnym superwizorem, swoiste podsumowanie tygodniowych sesji. Odcinki są krótkie, zaledwie 25 minutowe, ale tak naładowane emocjami, że robią wrażenie dłuższych. W pierwszym sezonie poznajemy problemy: młodej pani doktor, nie radzącej sobie z własnymi uczuciami; żołnierza po powrocie z misji w Afganistanie; nastoletniej skrzypaczki, której nie wychodzą relacje z rozwiedzionymi rodzicami oraz problemy małżeństwa. W drugim sezonie pojawiają się: młoda prawniczka, która nie potrafi utrzymać związków z mężczyznami; syn małżeństwa na rozdrożu z pierwszego sezonu; biznesmen w średnim wieku, którego problem dopiero się wyłania podczas rozmowy z terapeutą oraz młodziutka studentka ASP, która nie potrafi się pogodzić z diagnozą, jaką właśnie otrzymała od onkologa. W ostatnim sezonie tydzień terapeuty wypełniają problemy: młodego chłopaka, geja, który próbuje ułożyć sobie życie między rodzicami adopcyjnymi i biologiczną matką; starsza kobieta, która do Warszawy przyjechała z małej wsi i nie umie się w odnaleźć ani w mieście ani w rodzinie; kobieta o osobowości typu borderline oraz ksiądz, były misjonarz a teraz na rozdrożu. Sam terapeuta też ma swoje problemy: rozpada mu się małżeństwo, usiłuje poukładać stosunki z trójką dzieci, zwłaszcza z najmłodszym synem, ma problemy zawodowe, bo jest oskarżony o niedopełnienie obowiązków w związku ze śmiercią pacjenta czy problemy z zamierzchłej przeszłości z brakiem porozumienia z ojcem. I teraz najważniejsze: każda rola to majstersztyk, to niesamowity pokaz umiejętności aktorskich wszystkich i każdego z osobna. Zwłaszcza że są wyreżyserowani przez Jacka Borcucha, Wojciecha Smarzowskiego, Agnieszkę Glińską, Kasię Adamik czy Agnieszkę Holland. Jerzy Radziwiłowicz zagrał zdystansowanego, ale nie zimnego Andrzeja Wolskiego, pełnego własnych uczuć i emocji. W rolach jego superwizorów i terapeutów mamy okazję zobaczyć Krystynę Jandę i Macieja Stuhra, a rodzinę Wolskiego zagrali Anna Radwan, Mateusz Kościukiewicz, Marek Moryc i Julia Rosnowska. Pacjenci? Proszę: Weronika to Małgorzata Bela, piękna i zagubiona pani doktor, żołnierz to znakomity Marcin Dorociński, skrzypaczka to Aleksandra Kusio, a jej rodziców zagrali Urszula Grabowska i Andrzej Chyra; małżeństwo to Ilona Ostrowska i Łukasz Simlat. Młodą prawniczkę z drugiego sezonu zagrała świetna i chłodna jak zawsze, choć kipi emocjami, Magdalena Cielecka; syn rozwodzących się rodziców cudowny Stanisław Cywka; biznesmena zagrał genialny Janusz Gajos, któremu towarzyszy w roli córki Agnieszka Żulewska, a artystkę z ASP zachwycająca w tej roli Julia Kijowska (dla mnie numer jeden obsady, nie mogłam oderwać oczu i na pewno nie zapomnę). W ostatnim sezonie możemy podziwiać: w roli geja Adrian Zaremba; starszą kobietę fantastyczna jak zawsze Stanisława Celińska; kobietę z problemami zagrała nieprawdopodobnie ekspresyjna Magdalena Popławska; księdzem jest w tym serialu przejmujący Piotr Głowacki. Pojawiają się też w maleńkich rólkach Danuta Stenka, Rafał Maćkowiak, Ryszard Ronczewski, Przemysław Sadowski, Kinga Preis czy Przemysław Sadowski. Naprawdę, zostaje głęboko w głowie.

Mare z Easttown

Jak to dobrze, że znakomici aktorzy nie uważają już udziału w serialach za dyshonor. A wręcz przeciwnie, nawet z małej, epizodycznej rólki robią kreację godną największych nagród. Tę moją refleksję będę udowadniać na przykładzie dwóch seriali. Dzisiejszym jest tegoroczny, zaledwie siedmioodcinkowy produkt made in USA, który dopiero niedawno pojawił się na platformie HBO, a jego ostatni odcinek był bardzo wyczekiwany i wywołał sporo dyskusji w mediach społecznościowych. To zamknięta historia policjantki, pani detektyw w małym miasteczku, dokrętek nie będzie. Wszyscy się w Easttown znają, mieszkają obok siebie, dzieci się przyjaźnią, były mąż mieszka za płotem ze swoja nową partnerką, właśnie ogłasza zaręczyny. I nagle znaleziono zwłoki młodej dziewczyny i rusza śledztwo. Detektyw Mare Sheehan znana jest z tego, że nie odpuszcza, tym bardziej, że wisi jej nad głową niewyjaśniona od roku sprawa zaginionej córki bliskiej znajomej. Zawzięta, ale szczera, prawdomówna i uczciwa do bólu Mare robi wszystko, by rozszyfrować zagadkę kto zabił i dlaczego. Poznajemy bliskich bohaterki i jej osobiste problemy na tle miasteczka, w szerszej perspektywie. Przejmujemy się i nią i innymi bohaterami, bliskimi zamordowanej, a także rodziną mordercy. Rozwiązanie zagadki nie jest łatwe, ale jak już dowiadujemy się kto winien, to przyjmujemy to, bo i motyw jest dla nas jasny i zrozumiały. Mimo wszystko. A Mare, wbrew pokusom, wyjaśnia sprawę do końca. Największym atutem filmu, poza intrygą i głębokim spojrzeniem na społeczność i jej problemy, jest udział rewelacyjnej brytyjskiej aktorki Kate Winslet. Jej Mare, zaniedbana, zabiegana, zmęczona, zestresowana, jest bardzo przekonująca i przykuwa całą uwagę widza. Towarzyszą jej inni, równie dobrzy: Guy Pearce czy Jean Smart, ale to jest wyłącznie show Kate. Bardzo, bardzo polecam.

Ojciec

Przez cały seans w kinie myślałam, że to film o tym, czego oszczędzili sobie i mnie moi rodzice. To obraz, który jest przejmującą końcówką wspólnego życia ojca i córki, historią kończącego się życia osiemdziesięciolatka, który gubi się, a jedyna, kochająca go córka, nie potrafi się nim już zajmować. Ktoś gdzieś napisał, że filmy o demencji, o chorych na Altzheimera, to najgorsze horrory i tak, coś w tym jest. Zagubienie najbliższych, sporadyczne tylko nawiązywanie kontaktu z kochającym i kochanym, wyobcowanie z życia, z miejsc, do których przywykliśmy…. Niesamowicie poruszający film Floriana Zellera z 2020 roku uświadamia nam jak bardzo zależymy od innych i jak bardzo możemy za nimi tęsknić, choć jeszcze żyją i są obok. I jak bardzo nie da się już żyć razem mimo przywiązania i głębokich uczuć. Głównym bohaterem jest 80 letni Anthony, którego dni są nierówne. Raz jest fantastycznym energicznym starszym panem, by za chwilę kaprysić i wymyślać. Opiekę nad nim stara się zapewnić jego córka, Anna, ale wraz z rozwojem choroby (czy tylko demencji, to w filmie nie jest wyjaśnione) jest to coraz trudniejsze i w końcu jest zmuszona oddać go do eleganckiego domu opieki. Film jest zrealizowany interesująco dla widza, bo reżyser podjął próbę pokazania sytuacji także ze strony zagubionego bohatera. Obrazy nam się początkowo mogą mieszać, ale w sumie przez to cała historia jest pełniejsza. Oczywiście wszystko nie byłoby takie gdyby nie wybitne role Anthony’ego Hopkinsa (Oscar za najlepszą rolę męską) oraz Olivia Colman (nominacja do nagrody Akademii za najlepszą rolę żeńską). Towarzyszą im jeszcze Mark Gatiss, Olivia Williams, Rufus Sewell i Imogen Poots. Christopher Hampton i Florian Zeller dostali jeszcze Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany, a nominacje za swoją świetnie wykonaną robotę otrzymali twórcy scenografii i montażu. Poruszające.

Nomadland

Nareszcie, po piętnastu miesiącach, wybrałam się do kina. W reżimie sanitarnym, ale za to nikt nie zasłania ekranu i nie ma jedzenia popcornu. Czyli jakieś pozytywne strony tego są. Fajnie obejrzeć dobry film na dużym ekranie, tym bardziej, że dużo w nim pięknych ujęć przestrzeni i krajobrazu podczas podróży bohaterki przez USA. Bo wybrałam się na jeden z najgłośniejszych filmów tego roku To film z trzema Oscarami na koncie, w pełni zasłużonymi. Historia Fern to historia kobiety, której świat zawalił się, a do nowego nie pasuje lub nie chce się dostosować. Najpierw zmarł jej mąż, a potem zlikwidowano firmę, w której pracowali wszyscy mieszkańcy miasteczka. Efekt – miejsce dotychczasowego życia przestało istnieć i Fern ruszyła w drogę w poszukiwaniu pracy. W vanie, który nieco udoskonaliła na własne potrzeby, zaczęła życie w drodze. Napotyka takich samych jak ona poszukiwaczy pracy, ale też odkrywa ruch nomadów, dla których życie w drodze jest jedynym możliwym rozwiązaniem i marzeniem. Fern odkrywa nowy sposób na życie. Wolny, refleksyjny, filozoficzny nieco obraz, którego największym atutem jest Frances McDormand, nieatrakcyjna ale wielce utalentowana gwiazda (gwiazda?) amerykańskiego kina. W filmie, poza McDormand, ze znanych aktorów widzimy tu jeszcze tylko Davida Strathairna. Reszta to „naturszczycy”, większość występuje pod własnymi imionami. Wyreżyserowała ten obraz chińska reżyserka Chloe Zhao w 2020 roku, dostała zresztą zasłużonego Oscara dla najlepszego reżysera. Film dostał jeszcze nagrodę Akademii dla najlepszego filmu roku, oraz Oscara dla Frances za najlepszą rolę żeńską. W pełni zasłużenie, bo jej Fern jest przejmująca, wiarygodna i przykuwa całą uwagę widza. Polecam.

Kontra

To serial o specjalnej grupie wojskowych (Sekcja 20, niby brytyjska, ale są też pomocni Amerykanie), którzy rozwiązują sprawy nierozwiązywalne na całym świecie i są posyłani tam, gdzie nikt inny już nic nie zdziała. Najczęściej efektem działania Sekcji jest rzeź, ale ofiarami nie są niewiniątka. Choć czasem zabłąkana kula trafi i w dobrego, a nawet w bohatera. Może być że i w głównego. No cóż, gdzie drwa rąbią…. Ale serial jest zrobiony z przymrużeniem oka, z dowcipnym przekomarzaniem silnych chłopców. Mnie podobały się najbardziej pierwsze cztery sezony ze wszystkich siedmiu. Może dlatego, że po tych czterech sezonach następuje wymiana głównych bohaterów, choć zabawne jest nagłe pojawienie się panów w jednym czy dwóch końcowych odcinków sezonu piątego. Poza panami pojawiają się i panie, nie tylko w scenach rozbieranych (bo panowie lubią kobiety, zwłaszcza jeden nie odpuszcza) ale są równie skuteczne i waleczne jak panowie. A nawet nimi dowodzą. Serial powstawał w latach 2010 – 2020, ma znakomita muzykę, zwłaszcza w czołówce. Oryginalny tytuł brzmi Strike Back, a w poszczególnych sezonach ma podtytuły. Zagrali w nim m. in.: Philip Winchester, Sullivan Stapleton, Michelle Lukes, Daniel MacPherson, Alin Sumarwata, Warren Brown, Robson Green, Jamie Bamber, Rhona Mitra, Charles Dance czy Richard Armitage. Jak lubicie takie kino to macie kilka tygodni z głowy, bo ogląda się fajnie i nie nudzi na dłuższą metę.

Late night

Historia prowadzącej od wielu lat wieczorny program telewizyjny w popularnym komediowym paśmie. Elegancka pani o niewyparzonej gębie, nie patyczkująca się z nikim i z niczym, posądzana o mizoginię Katherine Newbury, zatrudnia kobietę Hinduskę, Molly Patel. I nagle, wśród samych facetów zgadujących życzenia szefowej, pojawia się ktoś, kto ma odwagę wypalić głośno co myśli i nie bać się tego, że wyleci. Bo pracę dostała całkiem niespodziewanie i właściwie nie może uwierzyć, że jest w takim miejscu. A program ma zostać zlikwidowany, bo publika się już znudziła dowcipami Katherine i stacja telewizyjna myśli o radykalnych zmianach. Fabułka prosta, przewidywalna bardzo, ale fajnie i szybko się to cacko ogląda z kilku powodów. Elegancja i szyk głównej gwiazdy, kontrast z Hinduską, która nic sobie nie robi ze swoich większych rozmiarów, przystojni panowie. A nade wszystko Emma Thompson, fantastyczna i przeurocza w każdym wydaniu. A w roli Katherine cudowna naprawdę. Choćby dla niej warto zobaczyć tę perełkę z 2019 roku, którą wyreżyserowała Nisha Ganatra na podstawie scenariusza Mindy Kaling (widzimy ją także w roli Molly). Poza tym na ekranie pojawiają się m. in. John Lithgow, Amy Ryan, Reid Scott i Hugh Dancy. Fajna rozrywka na wiosenny wieczór.