Biały lotos

Rzutem na taśmę, bo lato się właśnie skończyło, obejrzałam wakacyjny w temacie serial, którego akcja rozgrywa się na Hawajach. Do hotelu nad oceanem na wyspie Maui docieramy z paroma osobami, których perypetie będziemy obserwować z wielkim zainteresowaniem, bo serial jest zrobiony świetnie. Zarówno narracja, klimat opowieści czy warunki, w których mamy wielką przyjemność się znajdować, sprawiają bardzo dobre wrażenie. On inclusive. Na wyspę przybywają: bogata biała czteroosobowa rodzina plus, którą tworzą: mama elegancka bizneswoman Nicole Mossbacher, wiecznie zajęta i zapracowana; podporządkowany tatuś Mark, zestresowany oczekiwaniem na wyniki badań jąder; synuś Quinn, nieco wycofany, zajęty grami, komórką, filmami porno i masturbacją; oraz nieco zbuntowana córeczka Olivia, której towarzyszy etniczna przyjaciółka Paula, korzystająca z kasy białych bez umiaru równocześnie ich nienawidząc. Dziewczyny wiecznie coś czytają, za każdym razem coś innego. Raz jest to Freud, potem zaś Nitsche. Pojawia się też para: rozpuszczony przez mamuśkę Shane Patton i szukająca swojego miejsca w życiu Rachel. Właśnie się pobrali i jest to ich podróż poślubna. Przypływa również samotna Tanya, wraz z prochami zmarłej matki, które zamierza rozsypać w oceanie. Gości witają pracownicy hotelu, przede wszystkim menager Armand. Towarzyszą mu szefowa spa Belinda i inni pracownicy tacy jak stażystka Lani, Dillon czy Hutch. Serial jest rewelacyjny przez to, że pod pierwszą warstwą lekkiej, dowcipnej wakacyjnej opowieści mamy właściwą, znakomitą zresztą, satyrę na współczesnych ludzi, atawizmy i hipokryzję klas uprzywilejowanych. Twórca serialu, Mike White, znakomicie sprawdził się jako twórca karykatury, z niecierpliwością czekam na następny, obiecany już, sezon. W tej edycji wystąpili: Murray Bartlett, Connie Britton, Jennifer Coolige, Alexandra Daddario, Jack Lacy, Brittany O’Grady, Natasha Rothwell, Sydney Sweeney, Steve Zahn, Molly Shannon czy Jon Gries. Polecam, to tylko 6 niespełna godzinnych odcinków, a zabawa, choć bywa zaprawiona czarnym humorem, jest naprawdę niezła.

Hit&Run

Po ten tegoroczny, świeżutki amerykańsko-izraelski serial sięgnęłam ze względu na Liora Raza, twórcę i odtwórcę głównej roli w znakomitej „Faudzie„. I po dziewięciu prawie godzinnych odcinkach mam wrażenie, że sezon pierwszy powstał po to, by już dalej tworzyć akcje szpiegowskie, w których Raz jest znakomity. Natomiast kompletnie mnie nie przekonuje jako pogodny i nieświadomy niczego ojciec rodziny, spokojny przewodnik po Izraelu. Akcja zaczyna się, gdy pewnego pięknego dnia, po wspólnym śniadaniu w sielankowej atmosferze, trzyosobowa rodzina Segeva Azulay, czyli on, córka i żona, rozchodzą się do swoich zajęć. Segev odwozi nastoletnią córkę do szkoły i sam zaczyna turę po okolicy z klientami. Żona Danielle, która jest tancerką pochodzącą z USA, wybiera się służbowo i nie tylko do Nowego Jorku. W biegu załatwia sprawy przed odlotem i zostaje śmiertelnie potrącona przez samochód. Zdruzgotany Segev próbuje znaleźć kierowcę i zaczyna odkrywać jakieś dziwne rzeczy towarzyszące tej historii. Co dalej nie opowiem, mogę tylko napomknąć, że zaczyna się akcja policyjno-szpiegowska, w której udział bierze wywiad USA i wywiad izraelski. Intryga dosyć zaplątana, ale dość przejrzysta mimo wszystko. Ogląda się nieźle, mam nadzieję, że dalsze sezony będą lepsze. Bo pewnie będą, serial kończy dosyć wymowny cliffhanger, więc Lior Raz będzie miał robotę na dłużej. Towarzyszą mu w serialu aktorzy izraelscy i amerykańscy, dialogi są prowadzone w obu tych językach. Występują tu poza Liorem m.in. Kaelen Ohm, Moran Rosenblatt, Sanna Lathan i Gregg Henry. O, właśnie. Czy ktoś go jeszcze pamięta z roli Wesleya w „Pogodzie dla bogaczy„? Bo ja i owszem, to był mocny akcent serialu.

Ile warte jest ludzkie życie?

11 września minęło dokładnie 20 lat od tamtego strasznego dnia, który wszyscy bardzo dobrze pamiętamy. Każdy wie, gdzie i w jakich okolicznościach usłyszał lub zobaczył to, co wydarzyło się w USA, ze szczególnym uwzględnieniem Nowego Jorku i dwóch wież WTC. Sięgnęłam więc po film Sary Colangelo z 2020 roku, w którym mamy okazję przeżywać tamten dzień w opowieściach rodzin ofiar tego zamachu. To historia oparta na faktach i prawdziwych postaciach. Kenneth Feinberg, główny bohater filmu, to adwokat i rządowy twórca i zarządzający Funduszem Odszkodowawczym Ofiar 11 Września. September 11th Victim Compensation Fund zw. VCF powstał na wniosek Kongresu w porozumieniu z The Air Transportation Safety i System Stabilization Act, by w jakiś sposób wynagrodzić straty rodzinom ofiar, które zgodzą się zrzec odszkodowań od linii lotniczych. To nigdy nie jest proste, więc Ken ustala z góry warunki i stara się ich trzymać nie biorąc udziału w rozmowach z bliskimi ofiar. Wszelkie negocjacje prowadzą jego ludzie z fundacji, więc Feinberg nie ma pojęcia o problemach rodzin, o tym, co spotkało bliskich w wyniku zamachu i o jakie straty chodzi. I tak długo, jak odsuwa od siebie udział w tych rozmowach, tak długo nie jest w stanie pojąć ogromu tragedii. Film zręcznie opowiada o procesie powstawania funduszu, jego działaniach i rozmowach z poszkodowanymi. Pozbawiony jest sentymentalizmu, choć parę scen jest bardzo wzruszających. Duża w tym zasługa aktorów. Rolę Kennetha powierzono znakomitemu Michaelowi Keatonowi, który z wiekiem wyrasta na coraz większego artystę. Druga świetna postać to Charles Wolff zagrany przez Stanleya Tucci. A poza tym mamy okazję ujrzeć na ekranie Amy Ryan, Tate Donovana i wielu innych.

Last Christmas

W ten bardzo ciepły letni jeszcze początek września sięgnęłam po film zimowy, bożonarodzeniowy bardzo. Przede wszystkim zachęciły mnie do niego panie biorące udział w tej imprezie, a mianowicie Emilia Clarke, Michelle Yeoh i Emma Thompson. Wszystkie trzy zagrały w tym filmie, a Emma dodatkowo maczała palce w scenariuszu. To zabawna i bardzo niegłupia opowieść o dziewczynie z problemami. Kate pracuje w sklepie ze świątecznymi ozdobami, prowadzi wojnę z rodziną i wiecznie szuka noclegu. Jej bliscy to emigranci z dawnej Jugosławii. Matka średnio się odnajduje w innej, zachodniej rzeczywistości, siostra nie potrafi wyznać rodzicom co jej w duszy gra, a tatuś, dawny prawnik, jest londyńskim taksówkarzem. Życie Kate zmienia się radykalnie, gdy spotyka na swej drodze Toma Webstera, który wspiera ją i pomaga odkryć to, co jego zdaniem jest warte w życiu. Bardzo optymistyczna komedia, lekka ale z przesłaniem i tajemnicą. Ogląda się bardzo dobrze, a aktorzy są świetni. Emilia jak zwykle zabawna i urocza, Michelle Yeoh nieco oschła, ale sympatyczna jako Mikołajka. A Emma Thompson w roli matki, Jugosławianki, świetna. Akcent i ta wylewność w jej wydaniu znakomite. A w roli Toma pojawia się Henry Golding, bardzo sympatyczny młody aktor. Całość wyreżyserował Paul Feig w 2019 roku, a muzyką wiodącą jest, rzecz jasna, twórczość George’a Michaela z tytułową piosenką „Last Christmas„. Dlatego też mogę stwierdzić, że w tym roku kalendarzowym jestem pierwsza, która usłyszała ten najsłynniejszy świąteczny przebój.

Deadwood: The Movie

Znakomity pomysł na sposób, by pożegnać się z serialem. Film zrealizowano w 2019 roku, akcja dzieje się dziesięć lat po wydarzeniach w serialu, a my mamy okazję zobaczyć co zdarzyło się przez ten czas u bohaterów. Miasteczko Deadwood jest już w Unii, świętuje właśnie państwowość Dakoty Południowej. Spotykamy wszystkich. Jest i Al Swearengen i Seth Bullock i Sal Star. Jest i Alma Ellsworth i Trixie i Jewel i okropny burmistrz Farnum. Nawet stary doktor próbuje nadal ratować ludzi, a właściciel gazety dalej pracuje w pocie czoła. Jest i pan Wu. Pojawia się i Calamity Jane i Joanie Stubbs. Nawet senator Hearst przyjeżdża do miasteczka, by wygłosić przemówienie. Odżywają stare waśnie, niektóre trzeba ostatecznie załatwić. Niektórym ta dogrywka może się wydawać ckliwa i bez sensu, ale dla mnie była sympatyczna. Zawsze ciężko się rozstać z bohaterami kilkusezonowych opowieści, więc taka pointa jest fajna i nie zostawia nadziei na ew. dokrętki. Zagrali oczywiście: Ian McShane, Timothy Olyphant, Molly Parker, Kim Dickens, Anna Gunn, genialna Robin Weigert, Paula Malcolmson, Jeffrey Jones, Gerald McRaney i wielu innych. Nie polecam tym, którzy nie znają serialu, bo pewne zaszłości nie będą zrozumiałe, choć samo życie w miasteczku na Dzikim Zachodzie może być interesujące. Mnie się podobało.

Deadwood

Tym razem będzie serial, nie taki znowu nowy, bo z lat 2004-2006, nie taki znowu długi, bo trzy sezony po 12 prawie godzinnych odcinków. Idealny na binge-watching i dlatego się pewnie skusiłam. Nie żałuję, bo zawsze lubiłam westerny. Mamy lato 1876 roku, jakieś dwa tygodnie po bitwie pod Little Big Horn. Miejscem opowieści jest legendarne Deadwood w górach Black Hills ok. 100 km od Mount Rushmore. W chwili rozpoczęcia historii to osada wyjęta spod prawa, właściwie obóz osiedleńców, poszukiwaczy złota i kolorowych ptaków. W miejscowym saloonie grywa w pokera słynny Dziki Bill Hickok, pije tu namiętnie Calamity Jane, pojawia się Seth Bullock z Solem Starem, całością chwilowo rządzi najbogatszy w okolicy Al Swearengen. Poznajemy bandytów, kaznodzieję, jedynego lekarza, dziwki, właścicieli burdeli, hotelarza, faceta z zacięciem dziennikarskim, który wspomaga się pierwszymi zdjęciami, poszukiwaczy złota …. Wszystko to w wybudowanych naprędce drewnianych domach, na błotnistej ziemi, wśród niemytych i zaniedbanych wędrowców. I tak prawdziwi bohaterowie mieszają się z fikcyjnymi, a całość opowiada o powolnym rozwoju państwa, demokracji najpierw opartej na łapówkach, a także o kształtowaniu się prawa, zwyczajów, tradycji. Początkowo akcja serialu jest powolna, bardzo rozciągnięta, ale to celowy zabieg, widzimy jak wszystko powoli się tworzy, jak rozwija się wzajemna zażyłość i chęć osiedlenia na stałe. Seth w końcu sprowadza do Deadwood żonę i syna, powstają konkurencyjne saloony, sklepy. I w końcu Deadwood przyłącza się do Unii i ma szeryfa. Przestaje być miastem bezprawia, gdzie Chińczyk utylizował ciała zabitych przy pomocy swoich świń. Serial zrobiony jest świetnie, z dobrymi dialogami, świetnymi zdjęciami i ilustrowany bardzo dobrą muzyką. Znakomicie skrojone postacie zostały zagrane przez bardzo dobrych aktorów. I tak Dziki Bill Hicock w wydaniu Keitha Carradine jest niesamowity, szkoda, że tak krótko pojawia się na ekranie. Swearengena zagrał diaboliczny Ian McShane, który jest niesamowicie sugestywny. Towarzyszą im fantastyczny Timothy Olyphant (Bullock), wzruszający Brad Dourif (Doc), John Hawkes (Star), elegancki Powers Boothe (Cy) czy Titus Welliver (Adams). Kobiety też są rewelacyjnie pokazane i zagrane: dystyngowana Molly Parker (wdowa), nieodgadniona Paula Malcomson (Trixie), rewelacyjna Robin Weigert (Calamity Jane), Anna Gunn czy fantastyczna Geri Jewell w roli Jewell. Polecam serial gorąco, to się naprawdę dobrze ogląda.

Osierocony Brooklyn

Urokliwy film z 2019 roku. Z cudownym klimatem. Sięgnęłam, bo podziwiam Edwarda Nortona, a tu mało, że zagrał główną rolę, to jeszcze wyreżyserował ten film. Głównym bohaterem jest Lionel Essrog, który po śmierci matki wylądował w sierocińcu, a tam zaopiekował się nim Frank Minna. Opieka ta przerodziła się w przyjaźń i współpracę, bo Frank stworzył agencję detektywistyczną, w której zatrudnił paru wychowanków, m.in. Lionela zw. Brooklyn. Ekipę i głównego bohatera filmu poznajemy tuż przed tragiczną śmiercią mentora, a osierocony Brooklyn robi wszystko aby znaleźć morderców Minny. Jest samotny, rozumiał go tak naprawdę tylko Frank, nie przeszkadzały mu nawet uporczywe tiki, bo Brooklyn ma zespół Tourette’a. Cała historia rozgrywa się w Nowym Jorku w malowniczych latach pięćdziesiątych, poza świetną scenografią i montażem warta uwagi jest również fantastyczna muzyka. Mamy jazz, wszechogarniający cudowny jazz, który dopełnia i uzupełnia całość. Poza Nortonem mamy okazję zobaczyć: Bruce’a Willisa w roli Minny, a poza tym występują Willem Defoe, Alec Baldwin, Bobby Cannavale, Michael Kenneth Williams, Dallas Roberts, DeShawn White czy Gugu MBatha-Raw. Polecam, to niezły kryminał, dobrze zagrany i bardzo klimatyczny. W sam raz na letni upalny wieczór.

Whiskey Tango Foxtrot

To film z 2016 roku, który wyreżyserowany został przez duet Glenn Ficarra John Requa. Opowieść o nieco znudzonej swoją reporterską pracą zza biurka dziennikarce, która zmienia radykalnie swoje życie i jedzie jako korespondentka do Afganistanu. Akcja dzieje się w czasie kilku lat, od 2003 do 2006, a więc dzieje się dużo, a my mamy okazję obserwować rozwój naszej bohaterki. Zaczyna nieco ciamajdowato, ale jest ambitna i odważna, ryzykuje w wielu sytuacjach i powoli zdobywa podziw swoich ochroniarzy, marines i dowódców. Wrażliwa, uczciwa, stara się pozostać sobą, więc nie poświęca wszystkiego pracy. Potrafi odpuścić i wie, kiedy zawrócić. Film jest zrobiony bardzo sprawnie, dobry montaż i zdjęcia, znakomite dialogi z pewnym zabawnym podejściem do sytuacji. I fajna obsada. W roli Kim Baker wystąpiła Tina Fey, a towarzyszą jej Margot Robbie, Martin Freeman, Christopher Abbott, Josh Charles, i rewelacyjni w epizodach Alfred Molina, Billy Bob Thornton czy zabawny Australijczyk (nie do końca) Stephen Peacocke. A zastanawiając się nad życiem warto, jak bohaterka, zapytać: WTF?

Rojst’97

To jest zdecydowanie lepsza seria, niż poprzednia, o której już czas jakiś temu pisałam. W znanym już widzom miasteczku trwają porządki po powodzi stulecia. Spotykamy starych znajomych, np. redaktora Witolda Wanycza, który w końcu nie wyjechał. Wraca Piotr Zarzycki, by objąć stanowisko redaktora naczelnego w gazecie, w której razem pracowali. Przyjeżdża z żoną, która będzie pracować jako psycholog w szkole, do której będzie chodzić ich nastoletnia już córka. Spotykamy pana prokuratora Andrzeja Wareckiego, znanego z serii pierwszej. Rozpoznajemy właściciela hotelu, który prawie się nie zestarzał i odnajdujemy Nadię, która wreszcie ma spokojne i stabilne życie. Ale pojawiają się nowi bohaterowie. Przede wszystkim sierżant Anna Jass, którą zesłano na to zadupie z Warszawy oraz miejscowego starszego sierżanta Adama Mikę. Ta dwójka prowadzi śledztwo w sprawie zwłok nastolatka znalezionego po powodzi w okolicach rozwalonego wału. Wszystkim wygląda to na wypadek, ale Jass nie odpuszcza, bo ma wątpliwości. Poza tym pojawiają się kolejne ciała, a w raz z nimi zaczyna się wyjaśnianie zaległych spraw z lat wcześniejszych. Korupcja, przekręty, tajemnice – to wszystko ukazuje się przed oczami nieustępliwej, zawziętej młodej sierżant. Intryga jest dopracowana, dialogi niezłe, scenografia równie rewelacyjna jak poprzednio. Klimat lat 90 oddany znakomicie, widać, że reżyser Jan Holoubek nieźle to pamięta. Szczególnie, że znakomitym komentarzem do historii na ekranie są piosenki z tamtych lat. I do tego fantastyczna obsada. Dawid Ogrodnik, Andrzej Seweryn, Zofia Wichłacz, Ireneusz Czop, Artur Dziurman, Piotr Fronczewski, Agnieszka Żulewska już byli i nadal są świetni. Ale show kradną Łukasz Simlat i Magdalena Różczka. Są po prostu fenomenalni. Jąkający się, niechlujny, nieco zagubiony Mika oraz nowa w środowisku, inna, zdystansowana i uczciwa do bólu Jass. Dla nich warto zobaczyć 6 odcinków.

Oslo

Lubię takie filmy, choć wydają się zwykle być dość nudne. Bo film jest polityczny, oparty na faktach, opowiada o bardzo trudnych negocjacjach między śmiertelnymi wrogami. Zadaniem twórców jest pokazać to od takiej strony, by widz nie wyłączył się po pierwszych kilku minutach. No i nie wyłączyłam, zostałam do samego końca. I nie żałuję, bo znowu się czegoś dowiedziałam. Małżeństwo dyplomatów norweskich Mona Juul i Terje Rod-Larsen w 1992 doprowadzili do tajnych negocjacji przedstawicieli Palestyny i Izraela, które w efekcie skończyły się podpisaniem rok później tzw. Porozumień z Oslo. Film oparty jest na sztuce teatralnej, głównym więc jego elementem są rozmowy, kłótnie, przepychanki między bohaterami, umiejętnie rozładowywane przez gospodarzy. Ale wzbogacony jest migawkami z inscenizowanych walk, końcowe telefoniczne dogadywania ostatecznych szczegółów przez Arafata i Rabina w malowniczych wnętrzach pałacu królewskiego w Sztokholmie, a w końcowych scenach z przebitkami z przemówień dostojników palestyńskich i izraelskich w obecności prezydenta USA Billa Clintona. Ogląda się bardzo dobrze, tym bardziej, że i scenografia oraz wnętrza są bardzo efektowne. A i aktorzy znakomici: Ruth Wilson i Andrew Scott w rolach gospodarzy negocjacji są naprawdę przekonujący. Bartlett Sher zrealizował ten film w tym roku, a wystąpili w nim jeszcze znani z różnych produkcji o tej tematyce: Sasson Gabai, Tobias Zilliacus, Itzik Cohen, Rotem Keinan, Doval’e Glickman, Igal Naor, Walled Zuaiiter, Salim Dau i Jeff Wilbusch (właśc. Iftach Wilbuschewitz).