Lupin

Przed laty w tvp mieliśmy okazję oglądać znakomity francuski serial o przygodach Arsene Lupin. Pisałam o nim zresztą tutaj. Teraz pojawił się nowy, zatytułowany po prostu „Lupin„. Oczywiście, po zwiastunach, które się pojawiły w sieci, nastąpił zlepek: Afroamerykanin i Arsene Lupin, więc od razu podniósł się wrzask, że Arsene Lupin nie był czarny. To tak właśnie jest, gdy ludzie oceniają okładkę nie zaglądając głębiej. A Assane Diop (cudownie zagrany przez bardzo popularnego Omara Sy) bohater serialu, to facet, którego ojciec uwielbiał bohatera książek Maurice Leblanca. Syn przejął pasję po ojcu, mało tego, wykorzystał elementy złodziejskich intryg Arsene by pomścić śmierć ojca. Zabawne, sympatyczne, rozrywkowe ale nie głupie. Bardzo sprawny serial, dostępny od początku roku na platformie Netflix. Wszystkie wypuszczone do tej pory odcinki ogląda się świetnie i bardzo szybko, żal tylko, że tego jest tak mało. Jest jednak nadzieja, że będzie tego więcej i że będzie to na takim samym dobrym poziomie. Z przecieków wynika, że będzie to latem 2021 roku, a więc już całkiem niedługo. Czego sobie i Wam życzę.

Paradoks

Serię polskich seriali kryminalnych kończę 13 odcinkową historią podinspektora Marka Kaszowskiego i kontrolującej go na zlecenie „góry” podkomisarz Joanny Majewskiej. Produkcja z 2012 roku, w reżyserii Borysa Lankosza („Rewers„), Grega Zglińskiego („Wymyk„) i Igora Brejdyganta („Rysa„). Intryga prowadzona jest kilkutorowo. Otóż komisarz Joanna Majewska pojawia się, by znaleźć haka na Kaszowskiego, bo jej szef chce go wyeliminować. Ale Joanna nie jest potulną wystraszoną służbistką, opiera się na swoich przeczuciach i wiedzy. Każdy odcinek to historia z przeszłości, która nie została wyjaśniona przez grupę Kaszowskiego. Szukając wpadek podinspektora Joanna poznaje zarówno jego, jak i jego współpracowników. Chłodna, zdystansowana z początku pod wpływem tego co widzi nabiera podejrzeń, że sama jest narzędziem w rozgrywce. Świetnie filmowany, bardzo dobrze fotografowany i znakomicie zilustrowany muzycznie. Do tego naprawdę rewelacyjna obsada: Bogusław Linda w roli Kaszowskiego jest jak większość jego postaci: dobry za maską obojętności, z traumą, z problemami osobistymi i tą nonszalancją i dystansem, który tak u niego lubię. W roli Joanny występuje Anna Grycewicz, równie dobra. A poza tym cała armia znakomitych polskich aktorów z Andrzejem Zielińskim, Arkadiuszem Jakubikiem (co on ma w tej reklamówce?), cudowną Gabrielą Muskałą, Cezarym Łukaszewiczem, Przemysławem Bluszczem, Witoldem Dębickim czy Ewą Skibińską w roli pani patolog. A w epizodach: Dorota Kolak, Łukasz Simlat, Tomasz Dedek, Andrzej Deskur czy Dorota Kamińska. Polecam, naprawdę dobra robota.

Zbrodnia

Na fali seriali polskich seriali kryminalnych trafiłam na to krótkie, dwusezonowe zaledwie, sześcioodcinkowe dzieło. Powstało w latach 2014-2015, jest już zakończoną produkcją. Treścią całości są dwie oddzielne sprawy kryminalne, których akcja dzieje się na Helu i w samym Helu. Scenariusz oparty na powieściach Vivecy Sten napisał Igor Brejdygant, a reżyserowali Greg Zgliński i Sławomir Fabicki. Głównym bohaterem jest komisarz Tomasz Nowiński, z nieco skomplikowanym życiem prywatnym, któremu w pracy towarzyszy młoda posterunkowa Monika Krajewska. Przy pierwszej wakacyjnej sprawie komisarz spotyka swoją koleżankę ze szkoły średniej, Agnieszkę, która wraz ze swoją rodziną spędza wakacje na Helu i od tej chwili ich losy będą się splatać. Sprawy kryminalne nie są zbyt skomplikowane, ale nie głupie, do tego dochodzą znakomite zdjęcia malowniczego półwyspu. No i fajna obsada: Wojciech Zieliński (Tomek), Joanna Kulig (Monika), Magdalena Boczarska (Agnieszka), Dorota Kolak (szefowa Tomka), Radosław Pazura (mąż Agnieszki), Magdalena Zawadzka, Zdzisław Wardejn, Tamara Arciuch, Rafał Cieszyński, Łukasz Nowicki, Aleksandra Popławska i wielu innych. Ogląda się nieźle, bez zbytnich emocji tak naprawdę.

Prokurator

Serial polski z 2015 roku, widziałam go już kiedyś, aż dziwne, że nie napisałam. Nadrabiam teraz, bo można go obejrzeć na Netflixie. Od razu mówię: warto z kilku powodów. Otóż scenariusz napisali Bracia Miłoszewscy a wyreżyserował Maciej Pieprzyca. Głównym bohaterem jest prokurator Kazimierz Proch, który wraz z policyjnym śledczym, komisarzem Witkiem Kielakiem, rozwiązuje zagadkowe śmierci na ulicach Warszawy. Całość oplata tajemnica Procha, która w całości rozwiązuje się w ostatnim odcinku oraz problemy rodzinne Kielaka. Nie będę się czepiać drobiazgów, napiszę tylko, że bardzo dobrze się to ogląda, intryga sprawna, tempo niezłe, zdjęcia bardzo dobre. Do tego świetne aktorstwo. Naprawdę, kilka osób a robią robotę: Jacek Koman w roli Procha, Wojciech Zieliński jako Kielak. Towarzyszą im: Dorota Kolak gra szefową prokuratora, Magdalena Cielecka to lekarz medycyny sądowej, pyskuje w prosektorium i robi to rewelacyjnie. Janusz Michałowski i Cezary Kosiński, technicy policyjni. W epizodach pełno znakomitych aktorów choćby fantastyczna Gabriela Muskała. No i jeszcze jedno. Trzeba przyznać, że pani Agnieszka Wagner ma przecudowny głos. Zaczarowała mnie od pierwszej chwili.

Gdzie jest mój agent?

Już dawno nie widziałam tak sympatycznego i oryginalnego serialu. Naprawdę, od pierwszej chwili jestem nim zachwycona. Nastrojem, narracją, intrygą, scenkami, aktorstwem… Historia dzieje się w paryskiej agencji artystycznej, gdzie kilkoro sprytnych i bardzo sympatycznych agentów opiekuje się znanymi aktorami, muzykami, reżyserami. W agencji panuje raczej rodzinna atmosfera, ale nie brakuje dramatów i wzajemnych niesnasek. Postaci są fajnie zarysowane: szef, który akurat wyjeżdża na urlop, stateczny i spokojny starszy pan. Pozostają na włościach: Mathias, Arlette, Gabriel i Andrea. Oraz ich asystenci: Hevre, Noemi i nowo zatrudniona Camille. Oraz sekretarka Sofia. Najfajniejsze w tym serialu, poza lekkim klimatem i zabawnym potraktowaniem wszystkiego, jest to, że w rolach artystów, nad którymi pieczę mają nasi bohaterowie, występują bardzo znane gwiazdy francuskiego (i nie tylko) kina. Grają siebie. Tak jakby. To znaczy problemy są oczywiście wydumane, ale sam pomysł by w jednym z odcinków wystąpiła matka (Nathalie Baye) oraz jej prawdziwa córka (Laura Smet) w rolach matki i córki aktorek, które mają zagrać razem w filmie i bardzo się tego boją, jest przewrotny. Powoduje też wiele zabawnych sytuacji. W każdym odcinku mamy inną postać i inny z nią problem. Wystarczy wymienić pojawiających się m. in. Christophera Lamberta, Isabelle Adjani, Juliette Binoche, Jeana Dujardin, Monicę Bellucci, Isabelle Huppert… Serial liczy cztery, zamknięte już niestety, sezony po 6 prawie godzinnych odcinków i zaczął powstawać w 2015 roku. Szczerze polecam, poprawia nastrój i pozostawia lekki niedosyt. Ale to tez jest taka perełka, że można do niej wrócić po jakimś czasie.

Bridgertonowie

W zwiastunach i opowieściach o tym nowym netflixowym serialu było dużo o aktorach niekoniecznie białych grających księżne, książęta, ba, nawet królową. Jak to piszą w USA – nie rasy kaukaskiej. Zwykle „czarni” aktorzy zatrudniani byli do ról służby. A tu nie. Są wymieszani po równo. Wzbudziło to moją ciekawość i po dwóch odcinkach tego zabawnego serialu doszłam do wniosku, że to działa. Otóż przestałam zwracać uwagę na kolor skóry, a zaczęłam patrzeć na postacie. Co najwyżej na ich urodę, kolor może ją podkreślać jak makijaż czy ubiór. Znakomity pomysł, by pozbyć się tej schematyczności w patrzeniu. A sam serial jest bardzo przyjemny, zabawny i kolorowy. Nie psuje nastroju, bo mało w nim poważnych problemów. To właściwie romansidło luźno oparte na historii brytyjskiej regencji. Głównymi bohaterami są: debiutująca na dworze królewskim Daphne Bridgerton oraz młody kawaler, książę Hastings, Simon Basset. Ona chciałaby mieć więcej zalotników i móc spośród nich wybrać tego jedynego, a on pozbyć się tych wszystkich matek i swatek, które go próbują osaczyć dla swoich córek. Zawiązują pakt, udają parę. No, ale w życiu nie wszystko idzie zgodnie z planem, a do tego dochodzi głos tajemniczej Lady Whistledown, która umiejętnie roznosi plotki i miesza w tym towarzyskim kotle. Ogląda się znakomicie, a nowe twarze, zaangażowane do tego serialu, są bardzo przyjemne i sprawiają wrażenie utalentowanych. Świetne stroje, fajne wnętrza i dobrze dobrana muzyka. Polecam, zwłaszcza jak się komuś nie chce zbytnio wysilać. Tylko proszę nie wybrzydzać na kolor skóry, Zapomnicie o tym szczególe szybko. I o to chodzi. Czekam na ciąg dalszy.

Rojst

Składając ostatnio życzenia urodzinowe bliskiemu bardzo panu, urodzonemu w 1984 roku, powiedziałam, że jak chce zobaczyć jak wyglądała Polska w latach jego dzieciństwa, powinien zobaczyć ten serial. Bo co jak co, ale atmosfera i klimat tamtych lat pokazany na ekranie po prostu obezwładnia. Szczegóły, drobiazgi, wnętrza, stroje i ten klimat podejrzeń to po prostu tak wyglądało. Szokujące, bo reżyser, Jan Holoubek miał wtedy zaledwie kilka lat i prawie niemożliwe jest, by to wszystko pamiętał. Jak na Kronice filmowej. Mniejsza o intrygę serialu, która nie jest do końca dopracowana i trochę się rwie, ale wszystko rekompensuje ten ponury, obrzydliwie duszny nastrój. Bohaterem głównym jest młody, debiutujący dziennikarz Piotr Zarzycki, który uciekł z Krakowa, z miasta, w którym rządzi jego wysoko postawiony tatuś dygnitarz. Ląduje z żoną spodziewającą się dziecka w małym miasteczku, a pracę zaczyna w podrzędnej redakcji, biurko w biurko ze starym wygą Witoldem Wanyczem. Wanycz miasteczko zna jak własną kieszeń i z wszystkimi ważnymi wódkę pił. Pojawia się sprawa śmierci miejscowego działacza i prostytutki, panom dziennikarzom nie wszystko wydaje się jasne, ale „góra” sprawę zamyka. Piotr, młody i bezkompromisowy idealista nie odpuszcza, a potem okazuje się, że Wanycz również. Mimo, że planuje wyjazd z kraju, ma już kasę i paszport. Klimat, zdjęcia i montaż dopełnia znakomita obsada: Wanycza gra rewelacyjny Andrzej Seweryn, a partneruje mu fantastyczny jak zawsze Dawid Ogrodnik. Poza tym pojawiają się Zofia Wichłacz, Agnieszka Żulewska, Zdzisław Wardejn, Ireneusz Czop, Magdalena Walach, Gabriela Muskała czy Piotr Fronczewski. Polecam i przyznaję, że niecierpliwie czekam na następny sezon.

Od nowa

Serial, w którym w cudownie idyllicznej rodzinie pojawia się nagle dramat. Bohaterka Grace Fraser to psychoterapeutka z długim zawodowym stażem, prowadzi własną praktykę. Mąż, Jonathan, onkolog dziecięcy, pracuje w jednym z renomowanych szpitali Nowego Jorku. Jest jeszcze synek, który uczęszcza do elitarnej szkoły. Rodzice nie należą do biednych, ale elitarną szkołę Henry zawdzięcza wsparciu finansowemu dziadka. I nagle… Warto obejrzeć, nie tylko ze względu na intrygę i sposób prowadzenia narracji, na świetne zdjęcia i cudowne wnętrza. Atutem są tu znakomici aktorzy. Grace to świetna Nicole Kidman, w roli dziadka sam Donald Sutherland (drugi raz gra ojca bohaterki granej przez Kidman, pamiętamy „Wzgórze nadziei„?). Henry to fantastyczny Noah Jupe. Pojawiają się tu także Edgar Ramirez i Ismael Cruz Cordova. Ale wszystkich bije na głowę Hugh Grant, który zagrał Jonathana Frasera tak znakomicie, że sobie myślę, że to jego życiowa rola. Podstarzały, ale wiecznie przystojny, z urokiem choć już nie chłopięcym, z tajemnicą ale już nie niedojrzałą jak w poprzednich jego filmach. Fantastyczna rola, znakomity serial z tego roku. To zaledwie 6 prawie godzinnych odcinków, które szybko się ogląda ale zostają w głowie. Każde życie, każdy związek ma swoje tajemnice, często ci, których znamy i kochamy okazują się nie tacy jak ich widzimy.

Gambit królowej

Nie wyobrażałam sobie, że można zrobić tak fascynujący serial o szachach. A jednak! Ten siedmioodcinkowy serial produkcji amerykańskiej, który niedawno pojawił się na Netflixie, opowiada o sierocie, Beth Harmon. Pan Shaibel w swojej kanciapie w piwnicy sierocińca, w którym przebywa bohaterka, gra sam ze sobą w szachy. Dziewczynka przypadkiem przypatruje się starszemu panu i figurom, aż któregoś dnia prosi o wyjaśnienia. Pan Shaibel, początkowo niechętny („dziewczyny nie grają w szachy!„), z czasem jednak przychyla się do prośby dziewczynki i zaczyna się wspólna gra. Beth odkrywa fascynację grą, a nauczyciel dostrzega w niej talent. Od tej chwili życie Beth Harmon zmienia się, dziewczyna wszystko podporządkowuje grze. A my obserwujemy rozwój i historię talentu, uporu i ciężkiej pracy. Serial skonstruowany jest fascynująco, chronologicznie choć zapowiedź końcowej rozgrywki widzimy na samym początku. Znakomicie poprowadzona intryga, cudowna scenografia z wielką dbałością o szczegóły, bardzo dobrze dobrane tło muzyczne i fantastyczne role powodują, że od filmu nie można się oderwać. Rolę Beth zagrała Anya Taylor-Joy i to naprawdę prawdziwa radość patrzeć na tę urodziwą i utalentowaną młodą aktorkę. W roli niedostępnego woźnego wystąpił Bill Camp, a w roli Benny’ego, jednego z rywali i nauczycieli Beth, możemy zobaczyć Thomasa Brodie – Sangstera (znamy go z „To tylko miłość„, gdzie zagrał zakochanego chłopczyka uczącego się gry na perkusji). I w tym wszystkim jest jeszcze nasz Marcin Dorociński, który zagrał arcymistrza szachowego, Rosjanina oczywiście. Znakomita rola. Zdystansowany, skupiony, zero emocji. Świetny serial, akurat na narodową kwarantannę, cokolwiek to ma być.

Stacja Berlin

Spędziłam tego lata parę dni w stolicy Niemiec, dlatego też zachęcona czołówką, przede wszystkim montażem znakomitych ujęć miasta, sięgnęłam po ten serial. Już zakończony, więcej nie będzie. To tylko 29 prawie godzinnych odcinków zrealizowanych w latach 2016-2019 przez Niemców we współpracy z USA. To opowieść o działalności komórki CIA w Berlinie, przygodach jej pracowników, współpracy z wywiadem niemieckim i nie tylko. Wielkim atutem tego serialu jest lokalizacja zdjęć, bo właśnie Berlin jest dodatkowym bohaterem opowieści. Ale nie tylko, w ostatnim, trzecim sezonie dodatkowym miejscem akcji jest Tallin. Historia zaczyna się w momencie gdy do stolicy Niemiec przyjeżdża agent Daniel Miller, którego zadaniem jest wyśledzenie tajemniczego osobnika Thomasa Shawa, który nieco bruździ Amerykanom przeciekami tajnych informacji. Daniel jest nowy na placówce, ale okazuje się, że jego przeszłość sięga berlińskich czasów sprzed zjednoczenia Niemiec, a im głębiej w serial tym bardziej mroczna przeszłość się nam ukazuje. Ogląda się fajnie, tym bardziej, że akcja jest bardzo dynamiczna, zdjęcia niesamowite a i obsada całkiem przyzwoita. Wystarczy wspomnieć Jamesa Cromwella, Richarda Jenkinsa i Ashley Judd. W roli Millera występuje Richard Armitage, a towarzyszą mu też Rhys Ifans, Leland Orser czy Michelle Forbes.