Lost

Ten serial ma już dwadzieścia lat, swego czasu był jednym z najbardziej oglądanych i wyczekiwanych produkcji, których system pojawiania się na ekranach telewizorów był systemem tradycyjnym, a więc odcinek raz na tydzień. Od czasu wypuszczenia na platformę streamingową Netflix serialu „House of Cards” wszystkich odcinków całego sezonu równocześnie, te systemy się już mieszają. Od 2004 roku powstało 6 sezonów historii o ocalałych z katastrofy samolotu linii Oceanic na wyspie gdzieś na Pacyfiku, wtedy też obejrzałam z zainteresowaniem pierwsze trzy sezony, teraz dooglądałam resztę. I muszę przyznać, że najbardziej fascynujące są właśnie początki, a także znakomity jest koniec, który definitywnie zamyka wszystko. Zresztą bardzo pięknie. Pośrodku scenarzyści dali z siebie dużo by wymieszać podróże w czasie, tajemnicze monstra, dziwne misje, planowanie rodziny, rządy w małych społecznościach przy okazji pokazując zwykłe problemy uczestników całej tej historii. Do tego władowano w produkcję rekordowe pieniądze, które widać w efektach i scenografii. Postacie znakomite, nieoczywiste, nie zawsze tylko dobre czy tylko złe, z wszystkich opcji i miejsc na świecie. Bardzo lubię doktora Jacka Sheparda (Matthew Fox), ulegam urokowi Jamesa „Sawyera” Forda (Josh Holloway) i Sayida Hassana Jarraha (Naveen Andrews), fascynują mnie John Locke we wszystkich wcieleniach (Terry O’Quinn) i Desmond Hume (Henry Ian Cusick), wkurza Ben Linus (Michael Emerson), zawsze rozczulają Hugo Reyes (Jorge Garcia) i Charlie (Dominic Monaghan). Podobają mi się postacie pań: Kate Austen (Evangeline Lilly), Claire Littleton (Emillie de Ravin), Juliet Burke (Elizabeth Mitchell) ….. To tylko mała część grupy bohaterów. Mieszanie się kultur, języków, uczuć. Trzeba przyznać ogląda się nadal dobrze, choć czasem nierówno. Serial stworzył przede wszystkim J. J. Abrams (jeden z twórców Gwiezdnych wojen, Star treka czy Mission Impossible III). Serial się zbytnio nie zestarzał mimo tylu lat, a do tego wyznaczył nowe trendy w realizacjach tego typu produkcji. Od niego to bowiem zaczęło się przenikanie narracji, czasów i postaci.