Syn znakomitego aktora Stanisława Brejdyganta, Igor, pisze znakomite książki. Lekkość pióra ma chyba również po mądrym ojcu i od pewnego czasu publikuje świetne kryminały, które dzieją się w bardzo współczesnej Polsce. Całość serialu, o którym dzisiaj piszę, składa się z dwóch serii po 7 odcinków, z czego tylko pierwsza oparta jest na książce. I tylko tu Igor Brejdygant się mieszał do scenariusza dwóch odcinków. Akcja rozgrywa się w Opolu i Warszawie, policjantka śledcza Agnieszka Polkowska próbuje rozwiązać sprawę seryjnych morderstw na młodych, ślicznych i religijnych dziewczętach. Wpada na trop religioznawcy Piotra Wolnickiego, a widz od samego początku wie, że trop jest właściwy. Chodzi tylko o to, by Agnieszka, która ma masę swoich problemów (alkohol, porzucenie dziecka, rozpad małżeństwa) znalazła motyw i potrafiła udowodnić winę podejrzanego. Mroczne, tajemnicze, duszne. Dobre zdjęcia i niezła obsada. Agnieszkę zagrała Aleksandra Popławska. Wolnickiego zaskakująco dobrany Maciej Stuhr. No i mam problem, bo chwilami jest świetny – zwłaszcza w scenach z dziećmi, gdy wiemy kim jest i jak można zrozumieć jego gesty i słowa. Chwilami zaś jest przerysowany, bardziej drażni niż przeraża. Bardzo nierówna rola. Poza tym na ekranie towarzyszą nam: Bartosz Gelner, Cezary Łukaszewicz, Mirosław Zbrojewicz, Anna Cieślak, Karolina Gorczyca, Przemysław Bluszcz.