Mank

Zbliża się tegoroczna, opóźniona nieco ceremonia wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej, a ten film ma najwięcej nominacji do Oscara. Dlatego usiadłam i obejrzałam. Przyznaję, film Davida Finchera z 2020 roku ma urok i klimat starych filmów. Opowiada historię powstawania scenariusza do najsłynniejszego filmu w historii kina, czyli „Obywatela Kane” Orsona Wellesa. Historię, która dotyczy tytułowego Manka czyli Hermana J. Mankiewicza, starszego brata Josepha L. Mankiewicza, jednego z najsłynniejszych reżyserów w Hollywood. Fabuły nie ma co streszczać, żeby nie popsuć odbioru, ale muszę zaznaczyć, że to nie jest obraz dla wszystkich. Najlepszy odbiór będą mieli ci widzowie, którzy znają film Wellesa, bo obraz, zdjęcia i muzyka powiela klimat „Obywatela Kane” i dobrze jest wiedzieć, co z tworzenia scenariusza potem wynikło i pojawiło się na ekranie. Przede wszystkim jest to film czarno-biały, co już mocno ustawia widza. Zagrany naprawdę rewelacyjnie przez Gary’ego Oldmana tytułowy bohater jest jak wyjęty z obrazu Orsona, a towarzyszący mu Amanda Seyfried, Lily Collins czy Charles Dance uzupełniają go znakomicie. Wcale się nie dziwię tylu nominacjom (najlepszy film, najlepszy reżyser, najlepszy aktor pierwszoplanowy, najlepsza aktorka drugoplanowa, najlepsza charakteryzacja i fryzury, najlepsze kostiumy, najlepsza scenografia, najlepsza muzyka, najlepszy dźwięk, najlepsze zdjęcia), bo jest na co patrzeć i co podziwiać.

Dodaj komentarz