Angielski pacjent

Już mija 25 lat od powstania tego filmu, bo premierę miał w 1996 roku. Epicką, bardzo długą (2h 35 min.) opowieść o miłości zrealizował Anthony Minghella wg własnego scenariusza i pamiętam, że wtedy byłam tym filmem zachwycona. Ostatnio często myślałam o tym, żeby o nim napisać, zawsze staram się jednak film sobie przypomnieć i nie tworzyć z pamięci. I zobaczyłam go ponownie wczoraj, w letni gorący wieczór, już nie w kinie. Znowu zrobił na mnie wrażenie, to naprawdę piękna, choć niespieszna opowieść. Film zaczyna się od katastrofy małego samolotu na pustyni, na pokładzie którego znajdowała się para. Kobietę znaleziono martwą, pilota bardzo ciężko poparzonego najpierw ratowali miejscowi beduini, potem zajęła się nim profesjonalna służba medyczna armii włoskiej. Z jedną z pielęgniarek, która również potrzebowała spokoju, pilot jako angielski pacjent trafił do zniszczonego i opuszczonego domostwa niedaleko Florencji. Hana ofiarnie zajmuje się nim, wychodząc z własnych wojennych traum (zbliża się koniec II wojny światowej), on natomiast w spokoju i ciszy zaczyna sobie przypominać swoją historię. I tak powstaje na ekranie opowieść o miłości hrabiego Laszlo de Almasy do żony poznanego przypadkiem Geoffreya Cliftona, Katherine. Fascynująca, hipnotyzująca historia opowiedziana na tle piasków pustyni (filmowano w Tunezji) oraz ogrodów Toskanii, przepięknie sfotografowana i oprawiona muzycznie. Do tego cudownie zagrana. W roli Laszlo niezrównany i zawsze genialny Ralph Fiennes (już po „Liście Schindlera” i „Quiz show„, a jeszcze przed wieloma swoimi wielkimi kreacjami). Towarzyszą mu: w roli Hany Juliette Binoche, a w roli Katherine Kristin Scott Thomas. Na ekranie pojawiają się także Colin Firth, Willem Dafoe i Naveen Andrews. Film ten otrzymał aż siedem Oscarów, w tym za najlepszy film roku, za reżyserię, muzykę oryginalną, zdjęcia, montaż, scenografię i kostiumy.  I za drugoplanową rolę żeńską dla Juliette Binoche, reszta aktorów musiała się pocieszyć nominacjami.