Lot

Moje tegoroczne wakacje spędzałam na tyle blisko, że nie musiałam lecieć samolotem. I całe szczęście, bo gdy oglądałam ten film, byłam bardzo zadowolona, że nie istnieje ryzyko takiego powrotu. Przy oglądaniu tej historii można się nabawić strachu, nie tyle przed samym lataniem, a lataniem z taką obsługą. Historia zrealizowana przez znakomitego reżysera, Roberta Zameckisa w zeszłym roku, opowiada o pilocie linii cywilnych, który jest alkoholikiem i pracę swoją wykonuje świetnie, ale po pijanemu i zażyciu narkotyków, odpowiednio się kamuflując. Gdy jednak lądując szczęśliwie zdefektowanym samolotem ratuje życie pasażerom (bo nikt inny i tak nie byłby w stanie tego zrobić, manewr jest szalony i bardzo odważny) wychodzi na jaw pijaństwo i narkotyki, zaczyna się gra z ukrywaniem prawdy, wyrzuty sumienia (zginęła część załogi) walczą z nałogiem. To jest prawdziwy temat filmu, niestety rozwiązany dosyć trywialnie i bardzo dydaktycznie. Końcówka psuje cały film, który poza tym ogląda się bardzo dobrze, bo mamy znakomite dialogi, świetne zdjęcia i rewelacyjną grę bardzo znanych aktorów. Przede wszystkim to Denzel Washington w roli kapitana Whipa Whitakera trzyma nas w napięciu, a John Goodman jako kumpel od sytuacji beznadziejnych jest do tego bardzo zabawny, jego tekst „Który z panów finansuje to przedsięwzięcie?” powalił mnie na łopatki.