Last Christmas

W ten bardzo ciepły letni jeszcze początek września sięgnęłam po film zimowy, bożonarodzeniowy bardzo. Przede wszystkim zachęciły mnie do niego panie biorące udział w tej imprezie, a mianowicie Emilia Clarke, Michelle Yeoh i Emma Thompson. Wszystkie trzy zagrały w tym filmie, a Emma dodatkowo maczała palce w scenariuszu. To zabawna i bardzo niegłupia opowieść o dziewczynie z problemami. Kate pracuje w sklepie ze świątecznymi ozdobami, prowadzi wojnę z rodziną i wiecznie szuka noclegu. Jej bliscy to emigranci z dawnej Jugosławii. Matka średnio się odnajduje w innej, zachodniej rzeczywistości, siostra nie potrafi wyznać rodzicom co jej w duszy gra, a tatuś, dawny prawnik, jest londyńskim taksówkarzem. Życie Kate zmienia się radykalnie, gdy spotyka na swej drodze Toma Webstera, który wspiera ją i pomaga odkryć to, co jego zdaniem jest warte w życiu. Bardzo optymistyczna komedia, lekka ale z przesłaniem i tajemnicą. Ogląda się bardzo dobrze, a aktorzy są świetni. Emilia jak zwykle zabawna i urocza, Michelle Yeoh nieco oschła, ale sympatyczna jako Mikołajka. A Emma Thompson w roli matki, Jugosławianki, świetna. Akcent i ta wylewność w jej wydaniu znakomite. A w roli Toma pojawia się Henry Golding, bardzo sympatyczny młody aktor. Całość wyreżyserował Paul Feig w 2019 roku, a muzyką wiodącą jest, rzecz jasna, twórczość George’a Michaela z tytułową piosenką „Last Christmas„. Dlatego też mogę stwierdzić, że w tym roku kalendarzowym jestem pierwsza, która usłyszała ten najsłynniejszy świąteczny przebój.