Hit&Run

Po ten tegoroczny, świeżutki amerykańsko-izraelski serial sięgnęłam ze względu na Liora Raza, twórcę i odtwórcę głównej roli w znakomitej „Faudzie„. I po dziewięciu prawie godzinnych odcinkach mam wrażenie, że sezon pierwszy powstał po to, by już dalej tworzyć akcje szpiegowskie, w których Raz jest znakomity. Natomiast kompletnie mnie nie przekonuje jako pogodny i nieświadomy niczego ojciec rodziny, spokojny przewodnik po Izraelu. Akcja zaczyna się, gdy pewnego pięknego dnia, po wspólnym śniadaniu w sielankowej atmosferze, trzyosobowa rodzina Segeva Azulay, czyli on, córka i żona, rozchodzą się do swoich zajęć. Segev odwozi nastoletnią córkę do szkoły i sam zaczyna turę po okolicy z klientami. Żona Danielle, która jest tancerką pochodzącą z USA, wybiera się służbowo i nie tylko do Nowego Jorku. W biegu załatwia sprawy przed odlotem i zostaje śmiertelnie potrącona przez samochód. Zdruzgotany Segev próbuje znaleźć kierowcę i zaczyna odkrywać jakieś dziwne rzeczy towarzyszące tej historii. Co dalej nie opowiem, mogę tylko napomknąć, że zaczyna się akcja policyjno-szpiegowska, w której udział bierze wywiad USA i wywiad izraelski. Intryga dosyć zaplątana, ale dość przejrzysta mimo wszystko. Ogląda się nieźle, mam nadzieję, że dalsze sezony będą lepsze. Bo pewnie będą, serial kończy dosyć wymowny cliffhanger, więc Lior Raz będzie miał robotę na dłużej. Towarzyszą mu w serialu aktorzy izraelscy i amerykańscy, dialogi są prowadzone w obu tych językach. Występują tu poza Liorem m.in. Kaelen Ohm, Moran Rosenblatt, Sanna Lathan i Gregg Henry. O, właśnie. Czy ktoś go jeszcze pamięta z roli Wesleya w „Pogodzie dla bogaczy„? Bo ja i owszem, to był mocny akcent serialu.