Katarzyna Wielka

Ostatnio była „Wielka„, a dziś to starsze brytyjskie – amerykańskie dzieło z zeszłego roku. Niby ten sam temat, a jednak to zupełnie inna galaktyka. Nijaka intryga, która opowiada o romansie Katarzyny z Grigorijem Potiomkinem.  Chemii tu nie ma zbyt wielkiej zresztą. Dialogi słabe, miałkie i nudne. Jedyny element, która cieszy oczy to scenografia, w którą władowano tyle forsy, że to aż kapie i cieknie z ekranu. Wnętrza, stroje, dodatki – przepiękne.  No i główna postać w wykonaniu cudownej i zawsze urokliwej Helen Mirren. Dostała zresztą nominacje do nagród za tę rolę: do Złotego Globa, Satelity i Złotych Szpul. Gdyby nie ona wyłączyłabym zaraz i nikomu się nie przyznała, że to kiedykolwiek widziałam. Towarzyszą jej m. in. Jason Clarke, Gina McKee i Rory Kinnear. W każdym razie te dwa elementy: kasa i Helen zmarnowano koncertowo, aż przykro….. Oglądajcie, ale nie mówcie, że nie ostrzegałam.