Pracująca dziewczyna

Zawsze jak już jestem ledwo żywa, a jestem już (albo jeszcze) w stanie patrzeć w ekran telewizora puszczam sobie film Mike’a Nicholsa „Pracująca dziewczyna” z Melanie Griffith (mało kto pamięta, że to córka Tippi Hedren, aktorki hitchcockowskich „Ptaków”), młodziutkim Harrisonem Fordem, Sigurney Weaver (nazwana „bony ass”), Joan Cusack (fantastyczny tekst sekretarki witającej gościa: coffee, tea or me?) czy krótki udział Kevina Spacey’a w roli naćpanego szowinistycznego kandydata na szefa, którego bohaterka oblewa szampanem. Bohaterka jest bardzo ambitną asystentką kobiety sukcesu, podsuwa szefowej świetny pomysł kupna stacji radiowej. Gdy odkrywa, że szefowa uznała pomysł za swój i chce go wykorzystać dla własnych celów, podszywa się pod nią i zaczyna prowadzić negocjacje z grubymi rybami, współpracując z Fordem.
W filmie jest klimat lat osiemdziesiątych, ówczesne Wall Street, fryzury koszmarne i ciuchy straszne. Ale jest sympatyczny klimat i świetna muzyka. Carly Simon za piosenkę dostała Oscara, całkiem zasłużenie moim
zdaniem, zresztą posłuchajcie sami. W linku świetny montaż filmowy i widać nawet scenę z szampanem i Kevinem Spacey’em Let The River Run

 

9 i 1/2 tygodnia

Czas na inny, bardzo erotyczny film Adriana Lyne’a, który wzbudził wiele kontrowersji dekadę później. Dużo szumu było w Polsce wokół niego, w której zaczynaliśmy dopiero oglądać legalnie tego typu filmy. Polacy zobaczyli po raz pierwszy, że owoce czy różnego rodzaju jedzenie może służyć nie tylko do konsumpcji, oraz, że w związku jest wiele możliwości i okazji by się dobrze bawić razem. Wcześniej była tylko książka Michaliny Wisłockiej ;)) Oto dwoje bohaterów, granych przez piękną Kim Basinger i wyjątkowo przystojnego wtedy Mickeya Rourke, spędza ze sobą tytułowe dziewięć i pół tygodnia. Z początkowej erotycznej, bardzo malowniczej zabawy przeradza się stopniowo w perwersyjny związek, który potęguje namiętność, ale na dłuższą metę niszczy uczucie. Chwilami film jest zabawny, bardzo plastyczny i piękny, uzupełniony niezłą muzyką co nie przeszkodziło nominować go przez amerykańską publiczność do trzech Złotych Malin w kategoriach: najgorsza aktorka, najgorsza piosenka (I Do What I Do”, wyk. John Taylor) i najgorszy scenariusz. Ale Malin nie otrzymał ;)) A w linku piosenka Joe Cockera, która służy za tło striptisu w wykonaniu Kim, bardzo zabawnego i bardzo efektownego zresztą: You can leave Your hat on

Ostatnie tango w Paryżu

Jeden z najsłynniejszych, najbardziej skandalizujących filmów w historii kina. Zrealizowany przez Bernardo Bertolucciego w 1972 roku, kameralny film opowiadający o sfrustrowanym czterdziestopięciolatku, załamanym po samobójczej śmierci żony, który poznawszy młodą dziewczynę, spędza z nią kilka dni w opuszczonym mieszkaniu i uprawia z nią seks. Pewnie, że to, co tam się dzieje na ekranie nijak się nie ma do dzisiejszych wyczynów filmowych (o seksualnych nie wspomnę), ale jak na tamte czasy film był absolutnym skandalem, którego polskie władze nie pozwoliły pokazać polskim obywatelom. Tylko o nim słyszeliśmy, obejrzeć mogliśmy dopiero w latach 90-tych. Teraz pewnie nudny dla większości widzów, chyba, że będziemy zwracać uwagę wyłącznie na grę głównego aktora filmu, którym był sam Marlon Brando (był także autorem słynnej sceny erotycznej, dopisanej do scenariusza). W roli Jeanne wcieliła się młodziutka Maria Schneider, która ten film przypłaciła zdrowiem, leczyła się psychiatrycznie, twierdziła, że została przez obu panów (BB i MB) zmanipulowana i wykorzystana. Twórcy filmu zresztą zostali oskarżeni o szerzenie pornografii.
Piszę o tym filmie dlatego, że Maria Schneider niedawno zmarła w Paryżu w wieku 58 lat na raka. Zagrała w wielu innych filmach (np. z Nicholsonem w filmie „Zawód: reporter”), ale i tak zawsze będzie kojarzona z „Ostatnim tangiem…”
Trochę muzyki i zdjęć z filmu

Pożegnanie z Afryką

To jest, nie ukrywam, jeden z moich ulubionych filmów i to, że gra tam Robert Redford nie ma nic do rzeczy. Lubię gościa, bardzo, choć starzeje się nie tak pięknie jak taki np. Sean Connery, ale talent facet ma, a filmy z jego udziałem mają klimat. „Pożegnanie z Afryką” to jednak dwie godziny z Meryl Streep, ona tam jest najważniejsza i najlepsza. I reszta towarzystwa z Klausem Maria Brandauerem na czele może się schować, choć także robią co mogą by zaistnieć. Np. Iman (Somalijka, modelka, prywatnie od wielu lat żona Davida Bowie) w epizodzie, w którym nawet nie ma szansy na to, by się odezwać. Znakomite plenery, żadne tam studia filmowe i blue boxy. Fantastyczna „rozległa” muzyka. Ale to niezastąpiony John Barry. Cudowne zdjęcia Afryki „widzianej oczami Boga” także…. Wiele zabawnych scen, które zostają w pamięci:  wyproszenie z Klubu mężczyzn, a potem docenienie jej wysiłków i drink w męskim towarzystwie na pożegnanie, jej próby przenoszenia zwyczajów europejskich na grunt afrykański (rękawiczki dla usługującego przy stole Kikuja, scena z zegarem z kukułką), próba ratowania zbudowanej tamy na rzece, rozmowa z chorą nogą, która jest głupia i nie chce się leczyć …. Po filmie przeczytałam książkę Karen Blixen, na motywach której film zrealizowano, i wtedy dopiero miałam pełen obraz tego, co pisarka przeżyła podczas tych lat spędzonych u podnóża gór Ngong. Książka jest znakomitym uzupełnieniem obrazu, bo tak właściwie opowiada o tym, czego w filmie nie ma. Wtedy też zrozumiałam, dlaczego Hemingway uważał, że to Blixen powinna dostać Nobla, a on się swoich „Zielonych wzgórz Afryki” powinien wstydzić. Na koniec trochę muzyki i fotek z filmu…

 

American Beauty

W serii filmów, które w jakiś sposób dotykają homoseksualizmu jeden, w którym ten temat jest zupełnie na marginesie, ale jest na tyle ważny, że powoduje śmierć głównego bohatera, niezawinioną przez niego zupełnie. I zawsze, gdy słyszę tych wywrzaskujących obraźliwe słowa wobec gejów, widzę tego byłego wojskowego zagranego przez Chrisa Coopera, który w deszczu przytula się do Lestera Burnhama (Kevin Spacey), po czym gdy dociera do niego, że się zdemaskował zabija go… Jestem przekonana, że te wrzaski wobec gejów to strach przed własnymi uczuciami, do których ludzie boją się przyznać. Tak naprawdę film jest o pozorach w życiu. O udawaniu przed sobą, przed światem, przed najbliższymi…. Kto udaje najlepiej wygrywa. Lester przestaje w pewnym momencie swojego życia i widzimy jak powoli wyłazi ze skorupy. W końcu jednak pozory również powodują, że ginie, bo zabójca boi się, że zostanie odkryte to, co całe życie ukrywał. Piękny film, piękna rola Kevina Spacey (Oscar!), świetna Annette Bening… znakomita muzyka i bardzo przejmująca narracja….

Tajemnica Brokeback Mountain

Film o samotnym facecie przypomniał mi inny, całkowicie różny od niego obraz, który opowiada o miłości. Kropka. Bo IMHO nie jest to film o homoseksualizmie czy miłości homoseksualnej, absolutnie nie zgadzam się z takim przyporządkowaniem historii opowiedzianej przez Anga Lee w 2005 roku. Historia dwóch młodych ludzi, Ennisa del Mar (Heath Ledger) i Jacka Twista (Jake Gylenhaal), którzy (jeden bardziej niż drugi) są zaskoczeni tym, że odkrywają w sobie inność (wtedy, gdy dzieje się akcja filmu – od 1963 roku przez 20 lat – bardziej potępiana niż dzisiaj), nie potrafią przyznać się do tego, ani z tym pogodzić do końca życia. Wielka miłość, która ich łączy, jest na ekranie pokazana w sposób bardzo dyskretny, delikatny a równocześnie bardzo wzruszający. Scena z odnalezioną koszulą partnera jest dla mnie zawsze źródłem smutku i współczucia dla tego osamotnionego, źródłem wielkiego wzruszenia, bo samotny kochający człowiek jest zawsze taki sam nieszczęśliwy bez względu na obiekt miłości.
Jest to też opowieść o tym, że życie wbrew sobie jest życiem samotnym, nieszczęśliwym, pustym….
Aktorzy, którzy zagrali w tym filmie, zrobili to z wielkim taktem i maestrią, szczególnie Heath Ledger, który miał wtedy przed sobą zaledwie kilka lat życia. Wielki żal, że ten aktor nie żyje już, bo tamta rola była obrazem jego niesamowitego talentu i zapowiedzią wielkiej kariery…. szkoda….
Film do tego jest mi bliski z jeszcze innego powodu: krajobrazy mające przedstawiać Wyoming to kanadyjska część Gór Skalistych, w której zrealizowano film, miejsca, które kiedyś miałam okazję obejrzeć na żywo podczas długiej, samochodowej wycieczki ……

Samotny mężczyzna

W tej chwili panuje lekki szał i karnawał na aktora Colina Firtha, o którym już zresztą dwakroć pisałam (przy okazji „To właśnie miłość” i „Mamma mia”). Teraz głośno o nim z powodu tegorocznego Oscara, którego otrzymał za rolę w filmie „Jak zostać królem”. Jak obejrzę to powiem, co myślę, ale znając talent tego
faceta nie będę odkrywcza i właściwie w ciemno mogę pisać, że mu się należy. Należy mu się bowiem również za główną rolę w filmie „Samotny mężczyzna”, krótką opowieść o jednym dniu mężczyzny, który stracił ukochana osobę. Historia dzieje się w 1962 roku w USA, bohater nauczyciel literatury zostaje sam, bo jego ukochany ginie w wypadku samochodowym. Film jest wolny, bardzo dobrze fotografowany, wysmakowany plastycznie bardzo (nie należy się dziwić, zrobił go Tom Ford, projektant mody i designer) i bardzo kameralny. Delikatnie i dyskretnie opowiada o miłości homoseksualnej, sugerując ją tylko, a wykład na zajęciach z uczniami koledżu o mniejszościach staje się zrozumiały tylko dla wybranych….
Do tego niezła muzyka i świetna gra Colina i Julianne Moore w roli byłej kochanki i wieloletniej przyjaciółki, która liczy na więcej….

 

Przesłuchanie

Czas na film polski, którego historia była równie burzliwa co nas wszystkich, którzy przeżyli stan wojenny na własnej skórze. Ryszard Bugajski skończył zdjęcia do „Przesłuchania” tuż przed stanem wojennym, puszki z filmem bez postsynchronów zostały wywiezione nielegalnie za granicę i stamtąd wracały do Polski przegrane na
taśmy VHS i kopiowane docierały na nielegalne projekcje. Sama trafiłam na taką przez przypadek, dźwięk był beznadziejny, słychać było nagrany szum kamery (nie takiej jakiej używa się dzisiaj, to był taki charakterystyczny terkot), który zresztą powodował, że odbiór filmu był bardziej dokumentalny, wrażenie było niesamowite. Nigdy potem nie oglądałam tego drugi raz, ale pamiętam bardzo dokładnie całość, szczegóły i grę aktorską Jandy (z podrzędnej aktoreczki staje się dojrzałą i bardzo świadomą kobietą), Gajosa (scena, w której próbuje zapalić sobie papierosa równocześnie polewając przesłuchiwaną bohaterkę zimną wodą ze szlaucha – wstrząsająca), Ferencego, Dykiel, Romantowskiej czy…. Agnieszkę Holland, która zagrała współwięźniarkę, zatwardziałą komunistkę przekonaną, że władza wie co robi i widać zasłużyła na karę, jeśli ją wsadzono. Film to historia młodej artystki Toni Dziwisz, która zostaje upita przez dwóch facetów i przewieziona do więzienia, gdzie zostaje poddana długiemu przesłuchaniu… Biciem i torturami ubecy próbują ją zmusić do złożenia obciążających jednego z jej znajomych zeznań, ale Tonia nie poddaje się… Pod koniec lat 80 film ukończono, można było zobaczyć w kinach, a Krystyna Janda dopiero w 1990 dostała za swoją rolę Złotą Palmę w Cannes.

Blues Brothers


Kolejny muzyczny film mojego życia (po „Mamma mia”) to „Blues Brothers”. Ale ta pierwsza część, z 1980 roku z Danem Aykroydem i Johnem Belushim w rolach głównych. Cały film powstał w oparciu o ich grupę muzyczną o tej samej nazwie, którą panowie założyli trzy lata wcześniej.
Fabuła zabawna, opowiada o dwóch braciach, którzy zwołują starą kapelę aby zarobić forsę. Reżyseria Johna Landisa świetna, tempo niesamowite, ale najznakomitsza jest w tym filmie muzyka i to najlepszym wykonaniu. W epizodach występują przecież same gwiazdy: Aretha Franklin (tańczy w fartuchu i papuciach!!!), Ray Charles (sprzedaje instrumenty), James Brown czy John Lee Hooker… występuje też Twiggi czy Carrie Fisher w roli dziwnej kobiety, która poluje na jednego z głównych bohaterów i w jednej ze scen z nią John Belushi na momencik zdejmuje ciemne okulary, w których występuje przez cały film. W filmie występuje także reżyser I aktor słynny Frank Oz. W filmie dużo się dzieje, użyto wielu cytatów nawiązujących do innych filmów, a w scenie karambolu wykorzystano największą ilość samochodów w historii filmu…Moim zdaniem ten film zawsze dobrze robi na poprawę humoru. A tu coś, czego nie ma filmie, zagrane przez zespół i jest znakomite

Miłość po południu

 

Obejrzałam sobie kiedyś film Billy’ego Wildera pod takim właśnie tytułem. Tytuł znałam z jakichś opowieści Mamy, pamiętam Jej westchnienia, gdy  opowiadała o tym filmie. Ale dla Niej to musiało być przeżycie: Audrey Hepburn i Gary Cooper, to były gwiazdy wtedy przecież pierwszej wody. Teraz ten film to ramotka, ale wdzięczna i miła dla oka. Audrey przecudna, a Gary „przereklamowany”, niestety za stary dla niej i już nie taki przystojny. Ale zauroczył mnie Maurice Chevalier, ten fantastyczny francuski akcent, ledwo ale jednak wyczuwalny…. Warto zobaczyć, choć zdecydowanie wolę „Rzymskie wakacje” i Gregory Pecka. Historia o tym, że Peck od razu zażądał, aby jej nazwisko (prawie debiutantki) w czołówce było tą samą czcionką na równi z jego bardzo mi się podoba. Wyczuł talent, ona za tę właśnie rolę dostała Oscara.
Audrey podoba mi się we wszystkim i zawsze.
W
„Sabrinie” z Bogartem…. „Doczekać zmroku” strasznie się z nią i o nią bałam, grała tam niewidomą dziewczynę… A najbardziej lubię jak śpiewa w „Śniadaniu u
Tiffany’ego”
Moon river