Irlandczyk

Nie wiem, czy pan Martin Scorsese (lat 77) nakręci jeszcze jakiś film. Miejmy nadzieję, że pożyje jeszcze wiele lat i będzie dzielił się z nami swoim niewątpliwym talentem, jest bowiem jednym z najwybitniejszych reżyserów w historii kina. Ale jeśli „Irlandczyk” miałby być jego ostatnim filmem to czapki z głów, piękna kropka na zakończenie tak owocnej kariery. To bardzo długa (ponad 3 i pół godziny) historia, w dodatku opowiadana bardzo wolno, niespiesznie i czasem dziwnie, ale przez to prawdziwy kinoman ma czas na skupienie na detalach, na twarzach, na krajobrazie, na historii. I właśnie przez to ta opowieść jest tak wciągająca, tak pochłaniająca uwagę, że nie czuje się upływającego czasu, a przeżywa się wszystko spokojnie. Historia, którą oglądamy na ekranie, to historia opowiadana przez Franka Sheerana, weterana wojennego. Frank w latach 50. ubiegłego wieku stał się oszustem i płatnym mordercą wynajmowanym przez najsłynniejszych gangsterów powojennej Ameryki, a w trakcie opowiadania swojej historii odsłania nam kulisy tajemniczego zaginięcia Jimmy’ego Hoffy, przywódcy związkowego. Do roli Sheerana Scorsese zatrudnił po raz 9. swojego ulubionego aktora Roberta de Niro, który wychował się w tej samej okolicy Nowego Jorku co reżyser, znali tych samych ludzi, kręcili się koło siebie od zawsze. Pomysł, żeby razem jeszcze coś zrobić wyszedł od de Niro i to on wykopał książkę, na podstawie której Steven Zaillian stworzył scenariusz. Udało się uprosić Joe’go Pesci, by zagrał Russella Bufalino, gangstera, który trząsł miastem. I nie tylko. Wisienką na torcie jest udział Ala Pacino w roli Hoffy, z którym (nie do wiary!) Scorsese nigdy dotąd nie pracował. Całe trio porywa grą, tak niespieszną, tak normalną i tak szlachetną, że mamy uczucie bycia w środku historii. Towarzyszy im kilku znanych aktorów takich jak Harvey Keitel, Bobby Cannavale, Stephen Graham czy Anna Paquin w roli córki Franka oraz cały tłum mniej lub bardziej znanych. Do tego znakomite zdjęcia, praca kamery (zachwycające pierwsze ujęcie, długie, z ręki, przez cały dom, w którym szukamy twarzy bohatera) i cudowna, naprawdę fantastyczna scenografia. Np. przepiękne samochody! I tak, do kilku wybitnych filmów gangsterskich, że wymienię niezrównanego „Ojca chrzestnego„, fenomenalnych „Chłopców z ferajny” czy fresku „Dawno temu w Ameryce„, dołączył dzisiaj ten film Scorsese. To smutna historia o życiu i śmierci, ale cóż, wszyscy wiemy jak to się kończy….

2 myśli na temat “Irlandczyk”

  1. Doceniam kunszt Scorsese. Ale w całości cząstki jego geniuszu dały – wg. mnie – film nudny. Reżyser przyzwyczaił mnie do filmów miażdżących moje emocje, za co go nienawidzę, ale oglądam 🙂 Irlandczyk mnie emocjonalnie uśpił. I dlatego też mam nadzieję, że to nie jest jego ostatnie słowo. 🙂 Pozdrawiam, A.K.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s