Boże ciało

Jan Komasa ma za sobą kilka niezłych rzeczy, w tym jeden bardzo udany film, o którym już pisałam Miasto 44. Tegoroczny film Komasy jest mniej metafizyczny, ale znowu warto. I to bardzo. Historia chłopaka z poprawczaka udającego księdza jest oparta na prawdziwych zdarzeniach, ale chwilami jest mało przekonująca. I na tym poziomie jest średnią opowieścią, mało realną. Natomiast wszystko inne robi wrażenie. Przede wszystkim to, jak obnaża polski katolicyzm, oparty wyłącznie na symbolach. Nazwałabym to religijnością pozorowaną, a nawet pozerską. Płytka, zaściankowa i kompletnie pusta. Ktokolwiek zaś założy sutannę staje się autorytetem, kimś ważnym, kimś, kto natychmiast ma wpływ na społeczność. Kogo słuchamy, komu się spowiadamy, komu ufamy. I to wszyscy, od najskromniejszego i najcichszego członka społeczności na miejscowym bonzie kończąc. Widzimy ich wszystkich, zwłaszcza miejscowych kacyków, którzy zresztą nie przegapią okazji, by się z nowym księdzem układać. Ludzie uważający się za dobrych wcale nimi nie są, a najwięcej chrześcijaństwa mamy w zachowaniu udawanego księdza, który zdaje się lepiej rozumieć wiarę. I lepiej, szczerzej ją praktykować. Bartosz Bielenia jest w swojej roli niesamowity, z wyglądem psychopaty, z nieprawdopodobnymi oczami powoduje, że przez cały film bałam się, że zostanie zdemaskowany. Towarzyszą mu Eliza Rycembel, Aleksandra Konieczna, Łukasz Simlat, Zdzisław Wardejn i Leszek Lichota. Film robi wrażenie i dobrze, że został wybrany do reprezentowania polskiej kinematografii w wyścigu do Oscara. Trzymam kciuki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s