Parasite

Wcześniej nie widziałam żadnego filmu koreańskiego reżysera o nazwisku Joon-H0 Bong, słyszałam tylko o „Okja„, a o kinematografii tego kraju mam mgliste pojęcie. Filmy z tej części świata nie pojawiają się często na naszych ekranach i pewnie dlatego ten narobił tyle szumu. Zachęcona entuzjastycznymi recenzjami i tegoroczną Złotą Palmą w Cannes, poszłam do kina. Wyszłam zachwycona, rozbawiona, przejęta.
Film jest fascynujący do tego stopnia, że trudno o nim pisać, by przez przypadek nie zdradzić za dużo. Przede wszystkim oglądamy świat kompletnie nam obcy kulturowo, ale problemy nam dobrze znane: bieda, bogactwo, rozwarstwienie społeczne. Chłopak z bardzo biednego domu, który przypadkiem zostaje  korepetytorem młodej panienki z bogatej rodziny, dostrzega szansę dla swoich bliskich. Zaczyna się jazda bez trzymanki, pełna zaskakujących zwrotów akcji, puent i rozwinięć. Mamy tu komedię, komediodramat, dramat, tragifarsę, zabawę konwencją, łamanie schematów i to w niesamowitym tempie. Widownia reaguje wybuchami śmiechu na nagłe zwroty akcji, by za chwilę cicho siedzieć w napięciu i czekać na efekt. A wszystko to w myśl powiedzenia ojca bohatera: nie planuj, bo życie i tak wywinie ci numer. Świetna zabawa, ale z nauką, której warto poświęcić ponad dwie godziny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s