Nasze najlepsze wesele

No więc zawiodłam się. Komedie francuskie prawie zawsze mnie bawią, nawet te oglądane wielokrotnie. Od Louisa de Funesa zaczynając przez Fernandela, Pierre’a Richarda (uwielbiam jego „Blondyna w czarnym bucie” i jego wersję „Pechowca”) do Dany’ego Boona. Ten ostatni zresztą bawił mnie najbardziej, o czym już pisałam. Poprzedni film duetu Oliver Nakache & Eric Toledano, wielokrotnie nagradzani „Nietykalni”, także nieźle mnie rozbawił. Niestety ta historia, zrealizowana przez ten duet w 2017 roku, opowiadająca o perypetiach właściciela firmy weddingowej czyli po polsku organizatora ślubów i wesel, bardzo mnie rozczarowała. Poza świetnym pomysłem umieszczenia akcji w centrum chaosu podobało mi się jeszcze tylko kilka rzeczy. Film jest przegadany, każdy każdemu wszystko tłumaczy po piętnaście razy. Najwięcej, rzecz jasna, ma do gadania właściciel firmy organizującej wesele. Max (w tej roli Jean-Pierre Bacri) jest już 30 lat w branży, myśli o emeryturze, ma problemy z żoną, nie daje mu żyć kochanka, ma kłopoty z personelem i wszystko kumuluje się wokół niego w czasie wesela w pięknym pałacyku, wśród wystrojonych gości, braku prądu, kontrolą urzędu ds. zatrudnienia (Max chce ukryć zatrudnionych na czarno), odpalanych sztucznych ogni i muzyce zagranej na żywo przez obsługujących. Te dwa ostatnie elementy są zresztą najbardziej udanymi fragmentami filmu i gdyby nie one, to w ogóle żałowałabym, że poszłam do kina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s