Ania, nie Anna

Amerykańskie dziewczynki są wychowywane na lekturze „Małych kobietek” autorstwa Louisy May Alcott, książki prawie nam nieznanej i zbyt infantylnej jak na naszą mentalność. Nasze wychowuje Lucy Maud Montgomery i jej „Ania z Zielonego Wzgórza”, od zarania lektura dorastających panienek. I ich dorosłych matek także, bo świetnie się do tego wraca po latach. Do tej pory powstało kilka ekranizacji, najbardziej znana i lubiana była poprzednia z 1985 roku z genialną obsadą Megan Follows, Colleen Dewhurst, Richard Fernsworth. A Gilbert w wykonaniu, nieżyjącego już niestety Jonathana Crombie jest dla mnie jak Winnetou w wykonaniu Pierre Brice – nie do pobicia i przebicia. Tamta ekranizacja była bardzo bliska literackiemu pierwowzorowi, choć później powstało wiele dodatków, które już z książką nie miały nic wspólnego. Poza bohaterami. W tym roku pojawił się serial zatytułowany „Ania, nie Anna” i muszę przyznać – jest znakomity. Nie wszystko jest tak jak w książce, pierwszy odcinek zapowiadał się wprawdzie na bardzo wierną oryginałowi, ale potem jest przejmująco i wzruszająco choć nieco inaczej. Wzbogacone o wątki opowiadające o młodości Mateusza i Maryli, o rodzinie Gilberta, o samym Avonlea i jego mieszkańcach, problemach z utrzymaniem Zielonego Wzgórza itd.. Jest pięknie, choć ostatni odcinek pierwszego sezonu zapowiada jakieś dramatyczne zwroty w przyszłości… Obsada jest dobra, mało znane twarze. Ania świetnie zagrana przez Amybeth McNulty jest ruda i niezbyt urodziwa, ale bardzo przekonująca i urocza. Maryla (Geraldine James) oschła, choć mniej zdystansowana niż w wydaniu Colleen Dewhurst. Mateusza zagrał R. H. Thomson, bardzo dobry ale wolałam Fernswortha, bardziej chwytał za serce. Każda z nas chyba marzy o takim ojcu lub dziadku… O Gilbercie w wykonaniu Lucasa Jade Zumanna trudno mi pisać, jest niezły ale jeszcze zbyt mało go było na ekranie bym mogła napisać więcej. I nadal miesza mi w głowie Jonathan Crombie.
Zawsze mnie zastanawia dlaczego w pierwszym tłumaczeniu książki najbliższa sąsiadka i przyjaciółka Maryli została nazwana Małgorzatą, choć w oryginale kanadyjskim nazywa się Rachel Linde. Ten błąd jest powielany zarówno w książkach, jak i w filmach. I prowadzi to do tego, że słyszymy „Rachel” a w napisach jest „Małgorzata”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s