The Crown

Nie na darmo serial zatytułowany jest „Korona”, a nie np. „Elżbieta II”. Bo mimo, że oparty jest na historii panowania obecnej królowej Anglii, to tak naprawdę opowiada o „firmie”, jak nazywa się w UK wszystko co dotyczy rodziny królewskiej. I o zarządzaniu tym, jedynym takim na całym świecie, przedsiębiorstwem. Mechanizmami, zatrudnianiem, zwalnianiem. Osią opowieści jest rzeczywiście Elżbieta, ale spojrzenie twórców skupia się na wszystkim tym, co dotyczy „królowania”: tradycji, zwyczajach, wymaganiach, kulturze, ceremoniale, wreszcie związkach rodzinnych i wspólnych relacjach. Historia, którą opowiadają twórcy zaczyna się od ślubu Elżbiety Windsor, przyszłej królowej, z Filipem Mountbattenem. Zakochana i szczęśliwa jeszcze nie wie, że już wkrótce skończy się sielanka życia we dwoje i zacznie się okres panowania. Pierwszy sezon serialu obejmuje zaledwie kilka lat, ale pokazuje w retrospekcji przygotowywanie Elżbiety do sprawowania urzędu, wymagania jakie stawia przed nią przyszłość. A potem początki pracy. Najpierw śmierć ojca, przygotowania do koronacji, samą ceremonię (świetnie wpleciono zdjęcia dokumentalne z pozorowanymi), współpracę z sekretarzami, narzuconymi przez tradycję i nie tylko. Pracę z jej pierwszym premierem Winstonem Churchilem (genialna rola Johna Lithgowa). Związek z matką, miłość do ojca, relacja z młodszą siostrą Małgorzatą. I w końcu małżeństwo z Filipem. Wszystko to taktownie, zupełnie nie opierając się na pogłoskach czy plotkach, bardzo rzetelnie z wielką dbałością o detal. Każdy funt wydany na tę produkcję jest tego wart, bo i sama opowieść, jak i wykonanie jest mistrzowskie. I role. Wspomniałam już o znanym amerykańskim aktorze w roli Churchila. A rolę królowej powierzono mało znanej Claire Foy, której Elżbieta jest zdystansowana ale jednak przejęta, pełna wyczucia i empatii, starająca się zadowolić wszystkich ale przede wszystkim wypełnić to, co nakłada na nią obowiązek. Widać to szczególnie w scenach, gdy w imieniu kościoła, na którego czele stoi, musi odmówić siostrze pozwolenia na małżeństwo z rozwodnikiem. I jak ciężko przeżywa złamanie obietnicy, którą złożyła Małgorzacie w obecności ojca, wtedy króla. Świetnie też zagrane są sceny, w której Elżbieta zajmuje się końmi, swoja wielką pasją. Do roli Filipa zatrudniono Matta Smitha i to też był dobry wybór, bo książę Edynburga jest taki jak go postrzegamy w rzeczywistości – nieobecny, nieprzenikniony, niedoceniony, znudzony. Zawsze w tle, krok z tyłu. Do tego chwilami łudząco podobny, z tym charakterystycznym pochyleniem głowy. Resztę rodziny – matkę, ojca, babkę, siostrę – zagrali również mniej znani choć nie nowi brytyjscy aktorzy. Przez co serial zyskał bardzo. Z niecierpliwością czekam na następne sezony tego znakomitego i fascynującego serialu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s