Birdman

Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne filmy tego meksykańskiego reżysera, bo wszystkie dotychczasowe zachwyciły mnie swoją oryginalnością. A trzy z nich – Amores Perros”, „21 gramów”  i Babel” – pozostaje moimi ulubionymi filmami. Ale najnowszy (uhonorowany czterema Oscarami: za najlepszy film 2015 roku, dla najlepszego reżysera, za scenariusz oryginalny i zdjęcia) stawia mnie w dziwnym położeniu. Zaintrygował, ale nie zachwycił, znudził chwilami, ale pozostał w głowie. Niejednoznaczny, niejednorodny, bardzo oryginalny. Jest inny od poprzednich filmów Inarritu, zarówno w treści, jak i w formie. Tym razem historia jest jedna, opowiadana chronologicznie z elementami wspomnień i rozgrywa się w głowie bohatera i teatrze na Broadwayu. To opowieść o aktorze, kiedyś bardzo znanym z jednej roli Człowieka-Ptaka z komiksowej bajki dla dzieci i dorosłych (rodzaj Batmana czy Supermana), który stara się wrócić do czasów popularności i chce odzyskać rodzinę. Jesteśmy świadkami prób sztuki w teatrze, szukaniem aktora do jednej z głównych ról, obserwujemy problemy z pieniędzmi, córką, byłą żoną i obecną kochanką itd. Do tego wszystkiego dochodzi gra aktorska Michaela Keatona, który tak naprawdę nakłada na rolę własne przeżycia. Przecież był znany właśnie z roli Batmana, po zerwaniu z którą przygasła jego sława. Ta rola jest jego filmowym majstersztykiem, obnaża się bardzo, nie tylko fizycznie (słynny wieczorny bieg po ulicach Nowego Jorku w białych slipkach), ale przede wszystkim psychicznie. Trzeba przyznać, że Keaton, nominowany do Oscara za najlepszą pierwszoplanową rolę męską, wzbił się na wyżyny i jest to rola niesamowita i na pewno niezapomniana. Filmowany z bardzo bliska jest nieprawdopodobnie szczery i prawdziwy. Do tego mamy wrażenie filmowania wszystkiego w jednym ujęciu, cięć montażowych prawie nie widać, a było ich zaledwie szesnaście. W filmie na scenie teatralnej partneruje mu niezrównany jak zawsze Edward Norton. I te dwie postacie dominują na ekranie, reszta to dodatki i tło. Warto zobaczyć i przemyśleć, choć przyznaję, ja drugi raz nie sięgnę po ten film. Aa, i jeszcze jedno: jeden z utworów ze ścieżki dźwiękowej (konkretnie „Symphony No 9 in D„) zagrała nasza Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia z Katowic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s