Lisbon story

Większość znanych mi widzów kina po obejrzeniu tego filmu zaczęła się interesować muzyką fado i zespołem Madredeus. U mnie było zupełnie na odwrót, bo najpierw trafiłam na ich genialny koncert, a dopiero potem obejrzałam film Wima Wendersa z 1994 roku. Historia bardzo oryginalna i niebanalna: dźwiękowiec Philip Winter zaintrygowany widokówką z Lizbony, którą otrzymał od swojego przyjaciela Fredricha Monroe, postanawia do niego jechać. Droga jest dosyć długa i kłopotliwa, a po przyjeździe na miejsce okazuje się, że gospodarz zniknął. Phil postanawia jednak zrobić to, co zamierzał, czyli dokręcić do niemego filmu przyjaciela dźwięk. I w samotności lub z pomocą okolicznych dzieci krąży z mikrofonem po stolicy Portugalii i nagrywa dźwięki miasta. Trafia też na próby zespołu Madredeus, który właśnie zamierza wyjechać na koncerty ze swoją solistką Teresą Salgueiro. Film jest bardzo spokojny, powolny z zabawną konstrukcją, z cudowną muzyką ulic Lizbony i muzyką inspirowaną fado, przeplatają się w nim sceny z życia bohatera ze scenami nakręconego filmu, dokumentującego życie miasta. Fantastyczne przeżycie, które powoduje, że chętnie sięga się po muzykę Madredeus i marzy się o wyjeździe do Lizbony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s