Ambassada

Bardzo lubię Juliusza Machulskiego i jego filmy. Oczywiście nie wszystkie, ale kilka bardzo lubię, część mnie bawi. I ta ostatnia komedia, której premiera odbyła się w roku 2013, bawiła mnie wprawdzie tylko chwilami, ale generalnie nie zrobiła mi żadnej krzywdy. Mela i Przemek wprowadzają się do mieszkania wujka w opuszczonej, remontowanej kamienicy przy ulicy Pięknej w Warszawie. I odkrywają, że winda w tym domu potrafi przenosić w czasie, konkretnie do sierpnia 1939 roku, gdy w tej kamienicy mieściła się ambasada Niemiec. I zaczyna się niezła zabawa z bohaterami tamtych czasów, z uwzględnieniem bohatera roku 1939 (i kilku następnych) czyli Adolfa Hitlera i jego przybocznego Joachima von Ribbentropa. Tak naprawdę trudno streścić całą fabułę, bo film sprowadza się do kilkunastu gagów w kilku wnętrzach, ale nie zawodzi ani dialog ani postacie. Bo tu Machulski błysnął przekornie i zaangażował kilka niezłych aktorów. Melę zagrała mało znana serialowa zaledwie aktorka Magdalena Grąziowska i choć nie powala to też nie rozczarowuje. Jest za to świeża. W roli podwójnej – Przemka i jego dziadka Antona – wystąpił znany już Bartosz Porczyk i tu zdziwko. Bo w roli Przemka jest drewniany, sztywny i beznadziejny, natomiast w roli Antona zachwycający, pełen życia i zabawny. Nie wiem, czy to był zabieg formalny, by jeszcze bardziej Przemka odrealnić i zrobić z niego kompletnego bałwana, a na ile aktorowi to wyszło przypadkiem. Do roli Ribbentropa Machulski zaangażował Adama Nergala Darskiego, który wprawdzie grać nie umie, ale prężyć muskuły i robić groźne miny nawet całkiem dobrze. Zabawny jest i o to chodziło. Największym zaskoczeniem jest Hitler w wydaniu Roberta Więckiewicza, pajac nad pajace i do tego w wersji duo, bo mamy także sobowtóra fuhrera, niejakiego Lepke, który ponoć…. ale może to sami zobaczcie. Warto sobie także uzmysłowić, że wtedy, gdy Więckiewicz wcielał się w komediowego fuhrera (którego trening przemówienia jest jednak niesamowity), był także przed, po albo w trakcie grania Lecha Wałęsy u Wajdy, lwowiaka Leopolda Sochy u Holland czy alkoholika Jerzego z powieści Pilcha u Smarzowskiego. Możliwości Roberta są nieograniczone. Przynajmniej moim zdaniem.  Wracając do „Ambassady” – niezła komedia ze świetnym klipem promującym film: to „Sen o Warszawie”, piosenka Niemena w wykonaniu całej czwórki głównych bohaterów. Świetnie zaśpiewane i naprawdę bawi. A Małgorzata Niemen, wdowa po piosenkarzu, mignęła na ekranie w ostatniej scenie z aparatem fotograficznym w ręce. Taki ukłon. I fajne i z klasą. Jeśli ktoś jeszcze nie widział to polecam ten film, to całkiem sympatycznie spędzone kilkadziesiąt minut.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s