Służące

Z całego chłamu świątecznego, który zaserwowały nam wszystkie stacje telewizyjne tylko nieliczne filmy zasługiwały na uwagę, a na palcach jednej ręki można policzyć te, które trzeba zobaczyć. Do tej ostatniej grupy zaliczyłabym film z 2011 roku, zrealizowany przez Tate’a Taylora, który zresztą urodził się w miasteczku, w którym dzieje się akcja filmu. Mamy lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku, miasteczko Jackson w stanie Mississippi na południu USA, a film rozpoczyna piosenka Johnny’a Cash’a i June Carter pt. „Jackson”. Początkująca dziennikarka, Eugenia zwana Skeeter, postanawia napisać książkę o tym, jak ważną rolę w życiu amerykańskiej białej rodziny pełnią czarne służące i jak są traktowane.  To czasy segregacji rasowej, działania Ku-Klux-Klanu, więc znalezienie kobiet chętnych do zwierzeń jest strasznie trudne. Już sama obserwacja własnej rodziny i długoletniej pomocy domowej, własnej niani i opiekunki powoduje u Skeeter desperacką potrzebę podzielenia się ze światem panującą wokół niesprawiedliwością. Wyrzuty sumienia wobec tych, dzięki którym własne życie było łatwiejsze i milsze, determinują zawziętość, z jaką Skeeter walczy najpierw o napisanie, a potem o wydanie tej książki. Świetna forma, z jaką reżyser i scenarzysta w jednym prowadzi opowieść, wzbogacają rewelacyjne sceny, genialne rozwiązania w fabule, perełki fabularne cudownie zagrane przez wszystkie aktorki. Tu nie ma słabszej czy bardziej epizodycznej roli, wszystkie są fantastyczne. Większość to mało znane twarze, szczególnie wśród czarnej części obsady. Jedną z nich – Octavię Spencer – wyróżniła Oscarem Amerykańska Akademia Filmowa za drugoplanową rolę Minny. Moim zdaniem każda z pań zasłużyła, bo są wszystkie równo przejmujące i tak samo świetne. Genialna i poruszająca do głębi jest przecież scena z wyrzuceniem z domu starej już i niezbyt sprawnej Constance przez matkę Skeeter. W białych rolach pojawiają się m.in. Emma Stone w roli Skeeter, zupełnie nierozpoznawalna Sissy Spacek, rewelacyjna Jessica Chastain,  Allison Janney czy Mary Steenburgen. Mężczyźni, choć w tym filmie występują, to jednak są tu prawie niewidoczni, a na pewno niezapamiętywalni. To jeden z tych filmów, które obejrzane raz zostają w myślach na długo, ale wspomina się je z uśmiechem. I ma się ochotę obejrzeć po raz kolejny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s