Pretty Woman

Tym razem film, o którym będzie dzisiaj, znają wszyscy świetnie i od dawna. Sama aż się zdziwiłam, gdy spojrzałam do tegorocznego świątecznego telewizyjnego rozkładu jazdy i zobaczyłam ten tytuł, a potem skojarzyłam, że na blogu jeszcze o nim nie było.  No tak, czas najwyższy to nadrobić i opowiedzieć o filmie, który był absolutnym kobiecym hitem epoki kaset wideo, a dokładnie początku lat dziewięćdziesiątych. Powstała w 1990 roku historia współczesnego Kopciuszka  zdobyła, nie mogło być inaczej, serca kobiet z wielu powodów. Przede wszystkim to inteligentna i zabawna opowieść, świetnie wyreżyserowana przez Garry’ego Marshalla, dobrze pokazana i cudownie zagrana. Młoda dziewczyna, której jak do tej pory życie się nie układało, jest początkującą prostytutką na ulicach Los Angeles. Jest nieobyta, lekko wulgarna – tego wymaga od niej zawód, ale widać jej naturalność, szczerość i otwartość. Jest ambitna, ma charakter i marzenia, które chce spełnić, a prostytucja to tylko etap w jej życiu. Pewnego wieczoru poznaje młodego przystojnego biznesmana, Edwarda Louisa, który wynajmuje ją za 3 tysiące dolarów jako kobietę do towarzystwa. I od tej chwili życie obojga powoli zaczyna się zmieniać. Kopciuszek, poza kasą, karetą i sukniami, dostaje potężną lekcję życia. Podobną lekcję, ale na innej płaszczyźnie, odbywa również Louis zanim stanie się Księciem, który ratuje naszą bohaterkę. Największym atutem tego filmu, poza świetnymi dialogami , zdjęciami i montażem jest obsada. Vivian Ward, czyli główną bohaterkę zagrała początkująca wtedy Julia Roberts i ta rola zrobiła z niej gwiazdę.  Pełna wdzięku, młoda i śliczna zachwyciła wszystkich. W roli Edwarda wystąpił znany lekko siwiejący czterdziestoletni już Richard Gere i od tej chwili stał się obiektem westchnień pań, bo fantastycznie oddał postać starzejącego się samotnego milionera. Moim ulubieńcem w tym filmie jest Hector Elizondo, który w roli dyrektora hotelu, a zarazem dobrej wróżki Kopciuszka, oczarował mnie uśmiechem i ciepłem. W filmie wykorzystano i świetnie użyto muzykę różnego typu. Np. melodię, którą Edward wygrywa na fortepianie w pustej restauracji hotelowej, naprawdę zagrał Gere, a do tego wcześniej ją sam skomponował. Tytułowa piosenka Roya Orbisona i Billa Deesa powstała w 1964, a po wykorzystaniu w filmie zaczęła swoją drugą młodość i teraz kojarzy się prawie wszystkim tylko z tym obrazem. A szkoda.
Podsumowując – „Pretty Woman” to jeden z lepszych filmów, które nadawane podczas świątecznego leniuchowania zupełnie tego nastroju nie popsują.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s