Breaking Bad

Dzisiaj nadeszła pora na serial, który chyba już wszyscy widzieli i wszyscy o nim pisali. W moim przypadku było tak, że nie oglądałam go w czasie, gdy leciał w telewizji. Najpierw mnie nie zainteresował, potem, gdy wszyscy dookoła się zachwycali czekałam na to, by mieć go w całości, a w końcu czekałam na to, by znaleźć odpowiednią ilość czasu, żeby go obejrzeć. No i już. Skończyłam i stwierdzam, że to jeden z lepszych, jeśli nie najlepszy, serial wyprodukowany przez Amerykanów. Poziomem dorównuje moim najulubieńszym: „Rodzinie Soprano” czy „Sześciu stopom pod ziemią”, a może je nawet przewyższa? Bo jest inny, zmienny, zabawny i bardzo poważny, makabryczny i śmieszny, doskonale napisany, genialnie wymyślony od początku do końca, fantastycznie zagrany, dobrze filmowany i nie nudzi się wbrew temu co twierdzą niektórzy. Inteligentna rozrywka dla inteligentnych widzów, wymagających od siebie i twórców filmowych. I mamy przed sobą dzieło Vince’a Gilligana, czyli pełne 62 odcinki po 45 min., pięć sezonów stworzonych w latach 2008-2013. Dbałość o szczegóły u twórcy serialu widać choćby w tym, że właśnie 62. pierwiastkiem w układzie okresowym jest samar, który służy do leczenia tego typu raka, na który cierpi główny bohater serialu, chemik. Walter White nie jest właściwie chemikiem, a nauczycielem chemii w szkole w Albuquerque, raczej niepozorny i niedoceniany, który dzień po swoich pięćdziesiątych urodzinach dowiaduje się, że ma trzeci stopień raka płuc i zostało mu około dwóch lat życia. White ma żonę Skyler, która jest w ciąży i szesnastoletniego syna Walta Jr, cierpiącego na porażenie mózgowe. Podczas patrolu agencji antynarkotykowej DEA, w której pracuje szwagier Walta, Hank Schrader, towarzyszący mu główny bohater serialu wpada na pomysł, że będzie produkował metamfetaminę w czystej, chemicznej postaci i tym sposobem dorobi brakujące ileś tysięcy dolarów do zapewnienia przyszłości rodzinie. Do pomocy angażuje swojego byłego ucznia Jesse’go Pinkmana, narkomana zresztą, któremu podczas tego patrolu DEA uratował tyłek przed glinami. Tak rozpoczyna się serial. Poznajemy normalnych, niepozornych ludzi, którzy w miarę rozwoju akcji, kolejnych sukcesów w narkotykowym podziemiu zmieniają się w bandytów, morderców, potworów. Walt stara się wszystko co robi tłumaczyć dobrem rodziny, ale dopiero w ostatnim odcinku przyznaje, że tak naprawdę robił to dla siebie, że to wszystko sprawiało mu frajdę, był kimś i liczył się i on i jego prawie stuprocentowe niebieskie arcydzieło. W serialu jest pełno znakomitych postaci, które nabierają charakteru dzięki perfekcyjnie dobranym aktorom. Walta White’a zagrał fenomenalnie mało znany Bryan Cranston, tak niesamowity jak i jego bohater, odrażający i troskliwy jednocześnie, rozbrajający szczególnie w scenach opieki nad małą Holly. Jesse Pinkman, narkoman i bandzior, cudownie zagrany przez Aarona Paula, to wyrzut sumienia Walta, jego drugi mentalny syn, facet, o którego Walt dba od początku do samego końca. Żona Walta, Skyler, to postać zagadkowa, nieźle zagrana przez Annę Gunn. Zmienia się w miarę tego, jak dociera do niej prawda o mężu i jego nowej profesji. Walta Jr, zwanego Flynnem, zagrał rewelacyjny RJ Mitte, chłopak cierpiący na porażenie mózgowe jak jego postać, ale musiał się bardziej wysilić, bo aktor nie ma aż takich trudności z mówieniem. W roli Hanka Schradera, szwagra White’a, agenta DEA, wystąpił znany wcześniej świetny Dean Norris. W pamięci zostają na pewno jeszcze inne postacie, mnie zachwyciły trzy role: Giancarlo Esposito jako uprzejmy, elegancki  i dobrze wychowany właściciel sieci fastfoodów (i nie tylko) Gustavo Fringe, najważniejsza serialowa poker face; Jonathan Banks w roli sprzątającego wszystko po wszystkich genialny Mike Ehrmantraut oraz Bob Odenkirk jako fantastyczny pan od wszystkiego, najsłynniejsza papuga Saul Goodman. Ten ostatni zachwycił nie tylko mnie zresztą, twórcy serialu planują tzw. spin-off serialu z Saulem w roli głównej. Świetny pomysł, postać ma charyzmę i potencjał.  Wracając do Breaking Bad – jeśli ktoś nie widział, polecam szczerze, poza krwawymi scenami, pełnymi napięcia i akcji odcinkami, jest czas na dowcip i relaks, bo trafiają się chwile, gdy panuje spokój ( np.odcinek, gdy Jesse dzwoni bez przerwy do Jane) albo zabawne sceny (np. odcinek pt. ”Mucha”). I tak właściwie to dobrze zrobiłam, że obejrzałam całość prawie w kawałku, podarowałam sobie wielu pełnych oczekiwania na ciąg dalszy chwil, lepiej wszystko pamiętam i lepiej mi się wszystko poskładało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s