Wałęsa: Człowiek z nadziei

 

 

 

Film ten obrósł legendą zanim powstał. Powstawał zresztą prawie na oczach publiczności,  która od razu dzieliła się na grupy: tych, którzy lubią reżysera i tych drugich. A potem na tych, którzy szanują bohatera filmu i tych, którzy go nienawidzą. Wszystkie te grupy kibiców, którzy w 2013 zamienili się w widzów, przenikają się. Andrzej Wajda chciał pokazać Lecha Wałęsę takim jakim był i udało mu się to naprawdę. Widzimy prostego robotnika, którego talent i los wyniósł wysoko. Człowieka, który niesiony wydarzeniami, przypadkiem a także dzięki wyczuciu sytuacji, wykorzystaniu intuicji własnej oraz pomocy mądrych doradców, stał się przywódcą związku zawodowego, który doprowadził do upadku systemu, został laureatem pokojowej nagrody Nobla, prezydentem RP i symbolem przemian bloku wschodniego. Świetnie skrojona historia jest wywiadem, jaki z Lechem przeprowadziła jedna z najsłynniejszych dziennikarek świata Oriana Fallaci. Podczas wywiadu Wałęsa opowiada o tym, jak się to wszystko zaczęło, a my to widzimy na ekranie. Przed realizacją filmu ukazała się książka żony Lecha, Danuty, i to jej spojrzenie na wspólną historię jest także w tym filmie wykorzystane przez autora scenariusza Janusza Głowackiego. Patos, historia, ciężkie życie w tamtym systemie, walka, zabawne sytuacje, Nobel, internowanie, dziwne papiery, opuszczenie, samotność i życie rodzinne to elementy wypełniające ten obraz.  Z oceną Wałęsy można się zgadzać albo nie, natomiast wszystkich widzów łączy jedno: rola Roberta Więckiewicza jest nieprawdopodobna, aktor tak się świetnie wcielił w postać, że po prostu stał się Lechem. To aktor, który, gdyby żył w USA, miałby na koncie parę Oscarów, a jeden byłby na pewno za ten właśnie film.  Agnieszka Grochowska, która zagrała żonę Lecha jest dla mnie zbyt dziewczęca, zbyt młoda i krucha, by zagrać i unieść to, co życie przyniosło Wałęsowej. Myślę, że tak naprawdę każdy odbiera ten film przez pryzmat własnego spojrzenia na Wajdę i Wałęsę. I ich miejsce w historii. I dlatego warto go zobaczyć. Dla siebie, dla tego co sami przeżyliśmy i jak to odbieraliśmy wtedy. Ostatnia scena – początek przemówienia Lecha Wałęsy w amerykańskim Kongresie i słynne słowa „My, Naród” („We, The People” odczytał je nieodżałowany Jacek Kalabiński, ten głos do dziś robi wrażenie), od których zaczyna się konstytucja amerykańska – wtedy i dzisiaj wywołuje dreszcze. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s