Głód

Niedawno jedna ze stacji telewizyjnych nadawała przegląd filmów z Michaelem Fassbenderem, przy okazji więc obejrzałam debiut Steve’go McQueena z 2008 roku. Tego McQueena, którego w tym roku Amerykańska Akademia Filmowa nagrodziła Oscarem za jego zaledwie trzeci film, o którym niedawno pisałam („Zniewolony”, też z Fassbenderem zresztą).
Gdy ogląda się „Głód” to trudno uwierzyć, że jego akcja dzieje się w Wielkiej Brytanii, a nie w jakimś państwie komunistycznym. Że wszystko to zdarzyło się naprawdę i to w dodatku po 1956, czyli długo po tym jak komunizm w Europie zaczął się wypalać. I trudno uwierzyć, że tak straszne rzeczy działy się w więzieniach po drugiej stronie kurtyny czy berlińskiego muru. Historia jest absolutnie prawdziwa, przez to jest wstrząsająca i zostaje w głowie na długo. Opowiada o chłopakach, bojówkarzach z IRA, którzy na przełomie lat 70. i 80. w brytyjskich więzieniach podejmują bunt, bo chcą być uznani za więźniów politycznych, a nie pospolitych bandytów. Bunt początkowo polega na odmowie zakładania więziennych ciuchów, chodzą nadzy, przykrywają się wyłącznie kocami. Do tego odmawiają mycia. Spotyka ich za to brutalne traktowanie, przymusowe kąpiele, szykany i bicie. Przywódcą buntu jest Bobby Sands, którego gra właśnie Michael Fassbender. Gdy ten lekki (nazwijmy go tak) strajk nie działa buntownicy decydują się na strajk głodowy. Film dzieli się na wyraźne trzy części: pierwsza to ta, która pokazuje przebieg buntu higieniczno-ubraniowego. Druga to ponad piętnastominutowa rozmowa Sandsa z księdzem o tym, co zamierzają dalej, podczas której ksiądz próbuje odwieść Bobby’ego od strajku głodowego. Ta scena to jedno długie ujęcie, to jedyna pełna rozmowa w całym filmie. Trzecia część to 66. dniowa głodówka Sandsa, świadectwo jego powolnego umierania, kompletnej anihilacji człowieka, który umiera w imię swoich ideałów. Mocna, okrutna i brutalna paradokumentalna opowieść, wyważona, konsekwentna i znakomicie zrealizowana, przeznaczona dla widzów o bardzo mocnych nerwach, emocje bowiem chwilami sięgają zenitu. Aż niewiarygodne, że to debiut reżyserski McQueena, choć jak tak się zaczyna swoją robotę to trudno się dziwić, że za trzecie dzieło dostaje się najcenniejszą nagrodę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s