Pokłosie

Nie jestem wielką fanką polskiego kina. Podziwiam aktorstwo, doceniam reżyserię, mam swoje ulubione filmy, które mogę oglądać wiele razy. Rzadko kiedy film polski i problem w nim przedstawiony chwyta mnie za serce, umysł i nie odpuszcza przez dłuższy czas. Po obejrzeniu zeszłorocznego dzieła najbardziej kasowego z polskich reżyserów, czyli „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego, zostałam w milczeniu. I to pomimo tego, że do filmu byłam nieźle przygotowana, bo przeczytałam chyba wszystko, co o tym dziele napisano i wysłuchałam wszystkiego (lub prawie), co o nim powiedziano. Było tego całe mnóstwo, zarówno ze strony zwolenników jak i przeciwników tematu poruszonego w tym obrazie, tematu, który od wieków dzieli ludzi i to nie tylko w Polsce. Sposób, w jaki reżyser (a zarazem scenarzysta) podszedł do problemu zafascynował mnie. Historia dwóch braci, żyjących tu i teraz, którzy odkrywają przeszłość swoich współziomków, a także to, w czym uczestniczyły ich rodziny, jest historią przejmującą do głębi. Starszy brat, Franek, przyjeżdża do rodzinnej wsi z USA, zaniepokojony faktem, że żona młodszego Józka, zwiała za ocean z dziećmi. Chce się dowiedzieć co było powodem takiej ucieczki. Po przyjeździe odkrywa zdziwiony, że na miejscu panuje ostracyzm ze strony mieszkańców wsi wobec Józka. Odkrywa także, że Józek pod wpływem jakiegoś wewnętrznego impulsu zbiera porzucone macewy, nagrobki z żydowskich grobów.
I mamy obraz dwóch braci: jeden starszy, który w Chicago pracował z „Żydkami” i drugi, który nie może znieść faktu, że nagrobki zmarłych, nie Żydów, a po prostu ludzi, służą jako cembrowina przykościelnej studni. Obraz ten w miarę odkrywania prawdy zmienia się. To Józek, zaniepokojony rosnącą agresją ze strony współziomków, chce odpuścić, a Franek chce się dowiedzieć wszystkiego do samego dna. Prawda nas wyzwoli, ale taka prawda powoduje, że zmienia się optyka, zmienia się odbiór dokonań własnych i przodków. Ten film pokazuje dokładnie jaki wpływ na nas dzisiejszych mają wydarzenia z przeszłości, jaki wpływ na nas ma historia. Kilka scen zostaje w pamięci głęboko, szczególnie ta z udziałem Roberta Rogalskiego, aktorowi (a zarazem świadkowi likwidacji getta w Siedlcach) pozwolono na improwizację i ukazane w niej emocje robią wstrząsające wrażenie, bo są prawdziwe. Druga scena, zagrana przez wiekową już Danutę Szaflarską, także pozostaje w pamięci. Znakomici są Maciej Stuhr i Ireneusz Czop w głównych rolach, a także świetny jest Jerzy Radziwiłłowicz w roli proboszcza.
To film o Polakach i dla Polaków i powinno się go oglądać, by zobaczyć jacy jesteśmy. Jacy możemy być.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s