Wzgórze nadziei

Korzystając z okazji, że silne przeziębienie unieruchomiło mnie w domu i tak znieczuliło, że nie byłam w stanie nic czytać, włączyłam sobie film sprzed prawie dziesięciu lat (za nieco ponad dwa tygodnie już będzie pełna dycha) jednego z bardziej interesujących reżyserów – Anthony’ego Minghelli. Znałam ten film oczywiście, bo kiedyś sława i reklama daleko go wyprzedzała, teraz jest już nieco zapomniany. Dlatego też z wielką przyjemnością go sobie przypomniałam, bo sama byłam ciekawa jak ogląda się go po latach. Wtedy mnie nie porwał, a dzisiaj podobał mi się bardzo, bo to pełna czaru długa opowieść o miłości i oczekiwaniu na siebie, a w tle widzimy początek końca wojny secesyjnej. Nie jest to wielki film, choć miał takie ambicje. Nie jest to też opowieść o walce, prawdziwej historii wojny tu mało, prawie nic, ale za to jest opowieść o ludziach na wojnie, tych walczących i tych, którzy pozostali w domach; i o ludziach po wojnie, czekających na bliskich, na wolność, na spokój, na miłość…. Urocza historia, bardzo pięknie zrealizowana i cudownie zagrana, choć wielu zarzucało głównej parze aktorskiej brak chemii. Tak naprawdę mamy tylko kilkoro aktorów, którzy zwracają naszą uwagę, skupiamy się na nich. I słusznie: przede wszystkim rola Ruby, drugoplanowa rola Renee Zellweger, doceniona przez Akademię Filmową i nagrodzona Oscarem. Pierwszoplanowa, świetna rola Nicole Kidman, którą lubię od bardzo dawna. Znakomity Jude Law, który jest bardzo oszczędny w środkach, ale przykuwający całą uwagę widza (otrzymał tylko nominację do Oscara). Są jeszcze cztery epizody warte wzmianki: ojciec głównej bohaterki zagrany przez Donalda Sutherlanda, pastor w kreacji znakomitego jak zawsze Philipa Seymoura Hoffmana, postać kobiety z dzieckiem, która ratuje życie Inmana, zagrana przez Natalie Portman i rola sąsiadki Ady, w którą wcieliła się Kathy Baker. Generalnie to był dobry pomysł, aby ten film obejrzeć właśnie teraz, gdy dookoła biało i zimno, tak jak w proroctwie Ady i ostatnich chwilach Inmana… tylko czarnych ptaków nie było…..czarny podpalany hovek to jednak nie to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s