Czas wojny

Jak twórca filmu chce wzruszyć widownię to wie, że wystarczy by na ekranie pojawiło się jakieś zwierzę. Zwierzę najbardziej poruszające serca widzów to jakieś maleństwo: kot, pies, może źrebak…. im bardziej nieporadny tym bardziej rozczulający. I jeśli do tego reżyser (do tego bardzo doświadczony reżyser) mówi, że chciał stworzyć obraz, który można obejrzeć z całą rodziną to prawie wiemy, co nas czeka. Prawie, bo nawet Spielberg potrafi przesadzić. I tak właśnie się stało. To historia konia, pięknego i mądrego o imieniu Joey, który wychowany w Devon, na wsi angielskiej, najpierw uczy się orać, potem zostaje wcielony do wojska i służy podczas I wojny światowej, po obu stronach frontu zresztą. Ale wzbudza tak wielki zachwyt, że zostaje oszczędzony i nawet uratowany przez żołnierzy z obu stron okopów. Bardzo zabawna ( i tragiczna) scena uwalniania zaplątanego w zasieki konia, jest kroplą, która przebrała czarę i zaczęły mnie boleć zęby. A łuna na niebie w ostatniej scenie przebiła łunę znad Atlanty w „Przeminęło z wiatrem”. Historia zrealizowana w zeszłym roku jest tak słodka, że aż mdli. Pewnie z tego właśnie powodu Akademia Filmowa nie nagrodziła tego filmu żadną statuetką, bardzo dobrze, że się opamiętali, bo nominacji miał od metra.
Poza zdjęciami, bardzo efektownymi zresztą, które są dziełem Janusza Kamińskiego, w tym filmie nie ma nic. Poza koniem oczywiście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s