Miłość po południu

 

Obejrzałam sobie kiedyś film Billy’ego Wildera pod takim właśnie tytułem. Tytuł znałam z jakichś opowieści Mamy, pamiętam Jej westchnienia, gdy  opowiadała o tym filmie. Ale dla Niej to musiało być przeżycie: Audrey Hepburn i Gary Cooper, to były gwiazdy wtedy przecież pierwszej wody. Teraz ten film to ramotka, ale wdzięczna i miła dla oka. Audrey przecudna, a Gary „przereklamowany”, niestety za stary dla niej i już nie taki przystojny. Ale zauroczył mnie Maurice Chevalier, ten fantastyczny francuski akcent, ledwo ale jednak wyczuwalny…. Warto zobaczyć, choć zdecydowanie wolę „Rzymskie wakacje” i Gregory Pecka. Historia o tym, że Peck od razu zażądał, aby jej nazwisko (prawie debiutantki) w czołówce było tą samą czcionką na równi z jego bardzo mi się podoba. Wyczuł talent, ona za tę właśnie rolę dostała Oscara.
Audrey podoba mi się we wszystkim i zawsze.
W
„Sabrinie” z Bogartem…. „Doczekać zmroku” strasznie się z nią i o nią bałam, grała tam niewidomą dziewczynę… A najbardziej lubię jak śpiewa w „Śniadaniu u
Tiffany’ego”
Moon river

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s