Mamma mia

Kiedy zastanawiałam się nad filmem bardzo muzycznym, czyli takim przy którym można tańczyć i od biedy śpiewać, a już na pewno powrzaskiwać niektóre, znane wszystkim frazy, doszłam do wniosku, że poza starymi w typie „Gorączka sobotniej nocy”, takim filmem sprzed zaledwie trzech lat jest „Mamma mia”, film, w którym fabuła sobie, można ją przecież zignorować kompletnie, a muzyka sobie. I chyba ta muzyka jest tam najważniejsza. Kto z nas nie zna tytułowego utworu? Albo „Dancing Queen”? Albo nie zaryczy razem z wokalistami refrenu „Super Trouper”, „Fernando” czy „Chiquitita”? Film, zrealizowany w plenerach greckich, ciepło i bardzo bardzo romantycznie, opowiada o przygotowaniach do ślubu młodziutkiej córki głównej bohaterki. Córeczka nie zna tatusia, a z lektury pamiętnika mamy wynika, że domniemanym sprawcą jest jeden z trzech ówczesnych wielbicieli rodzicielki. Córeczka (w tej roli fantastyczna Amanda Seyfried) postanawia zaprosić ich, pewna, że na pierwszy rzut oka pozna który to. I przyjeżdżają wszyscy trzej – grają ich: Pierce Brosnan, Colin Firth i Stellan Skarsgard. Do tego w roli mamy występuje cudowna Meryl Streep, która w wieku hm… no, dojrzałym, robi szpagat.
Mnie by tam w żadnym wieku taki szpagat nie wyszedł, pewnie dlatego zazdroszczę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s